Miała szczęście. Wood była chyba w czepku urodzona, o czym przekonała się już nie jeden raz. Inferiusy w które wbiegła nie zrobiły jej krzywdy, udało jej się odepchnąć tego jednego od Brenny skutecznym czarem, nie zakładała jednak, że jej menotorka zacznie się palić. Niestety nie można było o niej powiedzieć, że jest najbystrzejsza, a szkoda, ale nie można mieć wszystkiego, czyż nie?
Longbottom rzuciła w jej stronę zaklęcie, które unieruchomiło inferiusy, usłyszała głośny dźwięk, jakby ktoś jebnął o skałę, tyle, że nie odwróciła się. Jej całe zainteresowanie było skupione na mentorce. Wiedziała, że reszta sobie poradzi, byli w końcu wprawionymi czarodziejami, co mogło pójść nie tak?
Olała te dwa spętane inferiusy i podbiegła do Brenny. Nachyliła się nad nią, aby pomóc jej wstać. Nie wyglądała dobrze, co zmartwiło Wood, chyba porządnie oberwała w tym starciu. - Przepraszam, zjebałam. - Rzuciła, bo było jej przykro, że nie wszystko poszło po jej myśli, że popsuła tę tarczę. - Chodź. - Podsunęła jej swoje ramię, aby przyjaciółka mogła się o nie oprzeć, kiedy będzie wstawać.