06.03.2024, 14:44 ✶
Samuel zasadniczo był nieśmiały, czy może raczej niechętny w kontaktach z innymi ludźmi. Nie rozumiał ich, nie rozumiał zależności, ciasnego gorsetu społecznych oczekiwań, flirtu, aluzji i zawoalowanych gróźb. Męczyło go to na dłuższą metę, a już nie daj bogowie jak osób było więcej niż jedna i każdy oczekiwał, że zamieni się z nim kilka niezobowiązujących zdań o niczym.
Samuel jednak bardzo lubił rozmowy o interesach. Choć nie miał oficjalnego terminu u żadnego z mistrzów stacjonujących lub tylko przejazdem odwiedzających Dolinę Godryka, spędzał w ich pracowniach dużo czasu (zwłaszcza zimą) i przysłuchiwał się różnym rozmowom. To były konkrety, w grę wchodziła wymiana dóbr, materialne rzeczy, godziny spędzone nad robotą, których wartość wyznaczał okrągły, złocisty galeon. To było coś o czym przyjemnie się rozmawiało.
Dlatego uśmiechnął się, gładząc po brodzie zdobionej ledwie kilkudniowym zarostem. Jego twarz powoli wracała do stanu wyjściowego, nieokrzesanego brodacza, ale wciaż minęło zbyt mało czasu od wizyty u balwierza, by uznawać jego zarost za nieprzyzwoity czy niechlujny. Prawda była taka, że broda wcześniej go postarzała, a teraz nie dało się ukryć, że nie ma on jeszcze trzydziestu lat. Bystre błękitne oczy zlustrowały potencjalną klientkę, nie ukrywał, że mile go połechtało, że o jego pracę pytał ktoś spoza Doliny.
Błysk w oku, uniesiony kącik ust... Drobne wskazówki, które udzieliły jej odpowiedzi zanim w ogóle cokolwiek powiedział.
– Robiłem już meble. Umiem robić biurka i biurka. Znam kilka sztuczek, aby praca przy takim miejscu była bardziej efektywna. Powiem więcej... mogę zrobić biurko, aby było w nim przestrzeń na zaklinanie, więc... Nawet jeśli fundusze Cię ograniczają pani Viorico, moglibyśmy spotkać się znów, gdy przestanie to być problemem. – powiedział trochę za szybko, bo nie wiedział, czy ta wycieczka zawodowa byłaby w jakieś normalne miejsce czy może... właśnie mimowolnie zgodził się na zlecenie w najbardziej przerażającym miejscu na świecie. W Londynie.
– Ale ale... domyślam się, że chodzi o konkretne miejsce, pod konkretną robotę. Zechce mi Pani zdradzić dla jakiego rzemiosła potrzebuje stołu? – ważne pytanie, zwieńczone zamoczeniem ust w miętowym naparze i udostępnieniem jej całej przestrzeni na odpowiedź. "U Lizzy" panował zwyczajowy gwar. Nikt nie powinien za bardzo podsłuchiwać.
Samuel jednak bardzo lubił rozmowy o interesach. Choć nie miał oficjalnego terminu u żadnego z mistrzów stacjonujących lub tylko przejazdem odwiedzających Dolinę Godryka, spędzał w ich pracowniach dużo czasu (zwłaszcza zimą) i przysłuchiwał się różnym rozmowom. To były konkrety, w grę wchodziła wymiana dóbr, materialne rzeczy, godziny spędzone nad robotą, których wartość wyznaczał okrągły, złocisty galeon. To było coś o czym przyjemnie się rozmawiało.
Dlatego uśmiechnął się, gładząc po brodzie zdobionej ledwie kilkudniowym zarostem. Jego twarz powoli wracała do stanu wyjściowego, nieokrzesanego brodacza, ale wciaż minęło zbyt mało czasu od wizyty u balwierza, by uznawać jego zarost za nieprzyzwoity czy niechlujny. Prawda była taka, że broda wcześniej go postarzała, a teraz nie dało się ukryć, że nie ma on jeszcze trzydziestu lat. Bystre błękitne oczy zlustrowały potencjalną klientkę, nie ukrywał, że mile go połechtało, że o jego pracę pytał ktoś spoza Doliny.
Błysk w oku, uniesiony kącik ust... Drobne wskazówki, które udzieliły jej odpowiedzi zanim w ogóle cokolwiek powiedział.
– Robiłem już meble. Umiem robić biurka i biurka. Znam kilka sztuczek, aby praca przy takim miejscu była bardziej efektywna. Powiem więcej... mogę zrobić biurko, aby było w nim przestrzeń na zaklinanie, więc... Nawet jeśli fundusze Cię ograniczają pani Viorico, moglibyśmy spotkać się znów, gdy przestanie to być problemem. – powiedział trochę za szybko, bo nie wiedział, czy ta wycieczka zawodowa byłaby w jakieś normalne miejsce czy może... właśnie mimowolnie zgodził się na zlecenie w najbardziej przerażającym miejscu na świecie. W Londynie.
– Ale ale... domyślam się, że chodzi o konkretne miejsce, pod konkretną robotę. Zechce mi Pani zdradzić dla jakiego rzemiosła potrzebuje stołu? – ważne pytanie, zwieńczone zamoczeniem ust w miętowym naparze i udostępnieniem jej całej przestrzeni na odpowiedź. "U Lizzy" panował zwyczajowy gwar. Nikt nie powinien za bardzo podsłuchiwać.