10.12.2022, 05:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2022, 05:06 przez Elliott Malfoy.)
Powściągliwość zawsze była cechą, jaką dziennikarze zdawali się go obdarzać. Na tym mu zależało i, chociaż w tym momencie przeszkadzało to w wyrażeniu smutku i dogłębnego żalu, jaki powinien czuć po utracie małżonki, tak utarta reputacja nie okazywania emocji pomagała w ogólnym odbiorze. Każdy człowiek był inny, z jednych dało się czytać jak z otwartej księgi, inni woleli zatrzymywać najbardziej intymne uczucia tylko dla siebie i bliskich. Skupiał się na tym, aby nie brzmieć sztampowo czy nieprawdziwie, aby uśmiechy obejmowały jedynie usta, ale nie oczy. Nie krępował się pod naporem spojrzenia dziennikarki, wręcz utrzymywał kontakt wzrokowy, acz nie nachalnie, zwyczajnie dawał znać, że jest pochłonięty rozmową i nie skupia się w tym momencie na niczym innym.
- W aktualnym stanie niekoniecznie jestem w nastroju, aby wchodzić w posiadanie nowych przedmiotów, czekałem aż w puli do licytowania pojawi się coś, czego nie będę musiał zabierać ze sobą do domu, a tak się przydarzyło, że była to akurat kolacja z Erikiem. Bardzo też zależało mi, aby przeznaczyć odpowiednią sumę na przyszłość dzieci z sierocińca - wyjaśnił bez zawahania, płynnie, ani trochę nie zaskoczony pytaniem, acz na wybrzmienie sentencji 'kupno człowieka' zmarszczył niejako nos - Pozwolę sobie sprostować, że licytacja nie dotyczyła kupna człowieka, to czyniłoby ją nielegalną. Muszę się natomiast zgodzić z uwagą o ekstrawagancji, choć może nie w tym samym znaczeniu, mnie po prostu zaskoczył sam fakt, że taka pozycja została w ogóle wrzucona w pulę. - skóra na nosie wróciła do swojej gładkiej postaci, gdy skończył wypowiedź wyczerpując zadane pytanie. Jeżeli już dawał wywiady starał się skupiać nie tylko na sensie wypowiedzi wypowiadanych przez dziennikarzy, ale też na używanych przez nich słowach, bo diabeł tkwił w szczegółach.
- Można tak powiedzieć. - pozwolił sobie na luźniejszy ton przy wypowiedzi na pytanie o Seraphinę, specjalnie pozostawiając je bez konkretniejszej odpowiedzi. Prewett była jego daleką kuzynką, nie miał z nią najbliższej relacji, więc nie musiał być aż tak ostrożny jeżeli chodziło o dbanie o jej reputację, ale też nie chciał niepotrzebnie wymyślać czegoś jadowitego, co sprawiłoby, że kobieta mogłaby borykać się z niemiłą opinią w gazecie, chociaż... Przymknął na chwilę oczy i wziął ostatniego łyka szampana, nie chcąc, aby iskierki przekory na samą myśl o rozpętaniu plotki w prasie były zauważone przez Daisy - Z wcześniej wspomnianego powodu nie licytowałem żadnego z przedmiotów, ale bardzo mi zależało, aby oddać odpowiednią sumę pieniędzy. Poza tym, jak już wspomniałaś, zrobiłem to z powodu długo trwającej przyjaźni, znamy się jeszcze z czasów szkolnych. - zgrabnie pominął wtrącenie, które mógłby zrobić o tym, że pracują razem, coby nie skupiać się na tym temacie - Chciałem oszczędzić Erikowi wychodzenia na kolację z kimś kompletnie nieznajomym, kto próbował wylicytować spędzenie z nim czasu z niewiadomych mi pobudek. Mam wrażenie, że jakby Erik chciał się z Seraphiną umówić na kolację to na pewno by ją o to zapytał. - nie wypowiedział się pozytywnie, ale też nie nazbyt negatywnie. Ton jego głosu pozostał neutralny, ale definitywnie chciał rzucić światło na pobudki Panny Prewett. Słyszał o niej wystarczająco dużo plotek - o tym, ze przebywa, gdzie kobietom z jej statusem nie wypada, że nie przestrzega konwenansów, a nawet podszepty o tym, że z tym, kogo zaprasza do swojej sypialni też nie próżnuje. Nie wiedział jednak, która z tych rzeczy jest prawda, a plotek też nie chciał bezpośrednio rozsiewać, więc pozostawił te kwestię do zbadania Daisy, jeżeli ta zrozumiała aluzję i chciałaby w ogóle w czymś takim się babrać.
Poza tym, wymijające, ale długie wypowiedzi były jego częstym wyborem, zbyt długo pracował z politykami i prawnikami, aby było inaczej.
Odstawił kieliszek na tacę przechodzącego nieopodal kelnera i zaraz skupił się znów na Lockhart oraz stojącym obok, niespodziewanie blisko, Longbottomie.
- Spróbowałeś chociaż tego ciasta? - mruknął do Erika, chyba w ramach przywitania i spojrzał tęskno za odstawionym przez drugiego mężczyznę kawałkiem słodkości. Będzie musiał złapać coś do jedzenia, bo jak tak dalej pójdzie to za dwa kolejne kieliszki będzie potrzebował podpierać się przy chodzeniu.
- Oh, oczywiście - odpowiedział na pytanie o zdjęcie i nie odsunął się specjalnie, ale zadbał też, aby nie wyglądał jakby zaraz miał wziąć Erika pod ramie i zaciągnąć na parkiet - chociaż to miał najbardziej ochotę zrobić, nie mógł tego przed sobą ukryć, ale musiał przed wszystkimi innymi.
Później spojrzał tylko na przyjaciela, aby zaraz skierować wzrok znów na dziennikarkę, która zadała kolejną serię pytań. Sam wiedział jak dobre wypowiedzi potrafił tworzyć Erik, więc merytoryka i treścią wypowiedzi się nie martwił. Właściwie w ogóle go to nie stresowało, obydwaj mieli doświadczenie z prasą.
- W aktualnym stanie niekoniecznie jestem w nastroju, aby wchodzić w posiadanie nowych przedmiotów, czekałem aż w puli do licytowania pojawi się coś, czego nie będę musiał zabierać ze sobą do domu, a tak się przydarzyło, że była to akurat kolacja z Erikiem. Bardzo też zależało mi, aby przeznaczyć odpowiednią sumę na przyszłość dzieci z sierocińca - wyjaśnił bez zawahania, płynnie, ani trochę nie zaskoczony pytaniem, acz na wybrzmienie sentencji 'kupno człowieka' zmarszczył niejako nos - Pozwolę sobie sprostować, że licytacja nie dotyczyła kupna człowieka, to czyniłoby ją nielegalną. Muszę się natomiast zgodzić z uwagą o ekstrawagancji, choć może nie w tym samym znaczeniu, mnie po prostu zaskoczył sam fakt, że taka pozycja została w ogóle wrzucona w pulę. - skóra na nosie wróciła do swojej gładkiej postaci, gdy skończył wypowiedź wyczerpując zadane pytanie. Jeżeli już dawał wywiady starał się skupiać nie tylko na sensie wypowiedzi wypowiadanych przez dziennikarzy, ale też na używanych przez nich słowach, bo diabeł tkwił w szczegółach.
- Można tak powiedzieć. - pozwolił sobie na luźniejszy ton przy wypowiedzi na pytanie o Seraphinę, specjalnie pozostawiając je bez konkretniejszej odpowiedzi. Prewett była jego daleką kuzynką, nie miał z nią najbliższej relacji, więc nie musiał być aż tak ostrożny jeżeli chodziło o dbanie o jej reputację, ale też nie chciał niepotrzebnie wymyślać czegoś jadowitego, co sprawiłoby, że kobieta mogłaby borykać się z niemiłą opinią w gazecie, chociaż... Przymknął na chwilę oczy i wziął ostatniego łyka szampana, nie chcąc, aby iskierki przekory na samą myśl o rozpętaniu plotki w prasie były zauważone przez Daisy - Z wcześniej wspomnianego powodu nie licytowałem żadnego z przedmiotów, ale bardzo mi zależało, aby oddać odpowiednią sumę pieniędzy. Poza tym, jak już wspomniałaś, zrobiłem to z powodu długo trwającej przyjaźni, znamy się jeszcze z czasów szkolnych. - zgrabnie pominął wtrącenie, które mógłby zrobić o tym, że pracują razem, coby nie skupiać się na tym temacie - Chciałem oszczędzić Erikowi wychodzenia na kolację z kimś kompletnie nieznajomym, kto próbował wylicytować spędzenie z nim czasu z niewiadomych mi pobudek. Mam wrażenie, że jakby Erik chciał się z Seraphiną umówić na kolację to na pewno by ją o to zapytał. - nie wypowiedział się pozytywnie, ale też nie nazbyt negatywnie. Ton jego głosu pozostał neutralny, ale definitywnie chciał rzucić światło na pobudki Panny Prewett. Słyszał o niej wystarczająco dużo plotek - o tym, ze przebywa, gdzie kobietom z jej statusem nie wypada, że nie przestrzega konwenansów, a nawet podszepty o tym, że z tym, kogo zaprasza do swojej sypialni też nie próżnuje. Nie wiedział jednak, która z tych rzeczy jest prawda, a plotek też nie chciał bezpośrednio rozsiewać, więc pozostawił te kwestię do zbadania Daisy, jeżeli ta zrozumiała aluzję i chciałaby w ogóle w czymś takim się babrać.
Poza tym, wymijające, ale długie wypowiedzi były jego częstym wyborem, zbyt długo pracował z politykami i prawnikami, aby było inaczej.
Odstawił kieliszek na tacę przechodzącego nieopodal kelnera i zaraz skupił się znów na Lockhart oraz stojącym obok, niespodziewanie blisko, Longbottomie.
- Spróbowałeś chociaż tego ciasta? - mruknął do Erika, chyba w ramach przywitania i spojrzał tęskno za odstawionym przez drugiego mężczyznę kawałkiem słodkości. Będzie musiał złapać coś do jedzenia, bo jak tak dalej pójdzie to za dwa kolejne kieliszki będzie potrzebował podpierać się przy chodzeniu.
- Oh, oczywiście - odpowiedział na pytanie o zdjęcie i nie odsunął się specjalnie, ale zadbał też, aby nie wyglądał jakby zaraz miał wziąć Erika pod ramie i zaciągnąć na parkiet - chociaż to miał najbardziej ochotę zrobić, nie mógł tego przed sobą ukryć, ale musiał przed wszystkimi innymi.
Później spojrzał tylko na przyjaciela, aby zaraz skierować wzrok znów na dziennikarkę, która zadała kolejną serię pytań. Sam wiedział jak dobre wypowiedzi potrafił tworzyć Erik, więc merytoryka i treścią wypowiedzi się nie martwił. Właściwie w ogóle go to nie stresowało, obydwaj mieli doświadczenie z prasą.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦