Samuel wiedział, że zawsze niczym kot spadnie na cztery łapy. Był pewny tego, że z każdego gówna uda mu się umknąć, w każdej chwili. Może dlatego aż tak się nie obawiał niebezpieczeństwa? Nawet w tym miejscu. Nim ktokolwiek rzuciłby w niego zaklęcie zdążyłby uciec, przynajmniej tak sobie powtarzał, może było to głupie podejście i nie do końca szczere ze sobą, ale dla niego wystarczające, skłaniające do konfrontacji, zawsze.
Podrapał się po głowie, jak tak o tym myślał, to może faktycznie miała rację. Jej słowa miały dużo sensu, chociaż nie spoglądał na to jeszcze chwilę temu w ten sposób. Jak widać człowiek uczy się całe życie. Doświadczenie warunkowało podejście, on miał raczej dobre, nigdy nikt nie próbował go skrzywdzić, bo był w końcu zupełnie nieszkodliwy. Nie naprzykrzał się nikomu nieodpowiedniemu, a nawet jak pojawiał się w miejscach jak to, to szybko się z nich ewakuował. - Możesz mieć trochę racji, widzisz jak ci się poszczęściło, że trafiłaś na mnie? Cieszę się, że to doceniasz. - Wyszczerzył się pokazując przy tym swoje całe uzębienie. Dosyć lekko podszedł do sprawy, jak zawsze zresztą. Miał już też wrażenie, że jakoś udało im się dogadać i dziewczyna nie ma do niego żalu o to wcześniejsze dzbanowate zachowanie. Taki już był, nie do końca zastanawiał się nad swoimi poczynaniami i konsekwencjami jakie mogły nieść dla innych osób, lubił się droczyć, czasem może za bardzo. Nie zakładał bowiem, że ktoś może to źle odebrać. Był chamski i zaczepny, czasami, szczególnie kiedy sytuacja tego wymagała. Vior rzuciła się na niego niczym mały ratlerek, musiał zareagować w ten sposób, musiał pokazać, że jest w stanie sobie poradzić z obrażoną dziewczynką, tym bardziej, że nie była w stosunku do niego szczera. Wyszło, jak wyszło, zobaczył, że przegina w chwili, w której na jej twarzy pojawiła się łza, nie chciał doprowadzić jej do płaczu, ale nie spodziewał się, że będzie aż tak bardzo emocjonalna. Baby chyba tak miały.
- Spoko, znam tylko jedną osobę, która się tym zajmuje i aktualnie wyjechała ona do Stanów. - Była to dla niego ogromna strata, że jego kolega opuścił Wielką Brytanię. W końcu razem stworzyli Termociołka, który podbijał aktualnie rynek brytyjskich czarodziejów. Bał się, że bez niego nie osiągnie więcej takiego sukcesu, brakowało mu wiary w siebie.
- Tak ogólnie? To trochę wszystko i nic, zostałem nauczycielem, dasz wiarę? - Średnio to pasowało do obrazu, jaki miała przed sobą, jaki normalny nauczyciel bowiem grzebał w śmietnikach na Nokturnie? - Uczę dzieciaki teleportacji, w Howagrcie, ale też dorosłych, którzy potrzebują kursu. - Wyjaśnił. - Poza tym tworzę rzeczy ze śmieci, stąd moja wizyta w tym urokliwym miejscu. - Wolał się nie rozwodzić nad tym, czym do końca się zajmuje. Nie miał pojęcia, czy słyszała ona o Termociołku, a nie chciał się też tak od razu chwalić swoim wynalazkiem. - Ty jak mniemam bawisz się kamykami? - Wspominała coś o jubilerze, więc założył, że tak to wygląda.