Ważne było to, aby odnaleźć dla siebie miejsce w świecie. Jeszcze niedawno wydawało jej się, że miała idealne życie, wszystko tak, jak zaplanowali jej rodzice. Jedno słowo, jedna kłótnia wystarczyły, aby rozsypało się to jak domek z kart. Czy faktycznie warto było się starać? Może lepiej zacząć robić to, na co faktycznie miało się ochotę. Bawić się, przestać się wszystkim przejmować i żyć, tak po prostu. Otwarcie oczu pomagało, najwyraźniej potrzebowała upadku, aby móc podnieść się silniejsza i bardziej świadoma.
Była młoda, dopiero uczyła się życia, zapewne jeszcze wiele razy się poparzy, ale płomień, który w niej płonął był bardzo gorący, potrafiła palić wszystko, co uprzykrzało jej egzystencję. Zdecydowanie niepalenie mostów nie było myślą, którą brała sobie do serca. Wiedział, co jest dla niej najważniejsze, pora przestać przejmować się małostkami.
- Może dwa w jednym? - Odparła z uśmiechem, takim zupełnie niewinnym. Miała w sobie coś z nastolatki, która wydawała się być bardzo, ale to bardzo bezgrzeszna.
- Dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewałam, więc pijmy, ile tylko się da. - Nie miała najmniejszych oporów przed tym, aby się tutaj z nim upodlić, bo wiedziała, że mimo tego swojego wizerunku złego chłopca Sauriel nigdy by jej nie skrzywdził. Czy była naiwna, to się pewnie dopiero okaże, jednak ufała swoim przeczuciom.
Nie przejmowała się konsekwencjami w końcu była dużą dziewczynką, co mogli jej zrobić rodzice, wyrzucić ją z domu? Dobre sobie. Szczególnie, że na jej czynach jak do tej pory nie pojawiła się żadna skaza, może czas dać im nieco do myślenia, pokazać, że jest osobnym bytem, który też ma prawo do popełniania błędów.
Trixie oparła się o blat tuż obok Sauriela. Wpatrywała się w niego, w to z jaką pewnością siebie składa zamówienie. Uwielbiała tę jego bezczelność, imponował jej w pewien sposób. Przez chwilę zastanawiała się, jak to w ogóle z nim jest, czy alkohol działa na wampiry? Czy może się po prostu najebać, czy musi wlać w siebie jakieś ogromne ilości trunków. Wolała nie pytać, bo jeszcze się okaże, że porwała się z motyką na słońce i nie będzie w stanie dotrzymać mu tempa.
- Tak właściwie to sama nie wiem. - Powiedziała nieco nostalgicznie. Nie wydawało jej się, żeby był odpowiednią osobą, z którą powinna się dzielić swoimi zmartwieniami, przynajmniej nie na trzeźwo. Jak się najebie to pewnie mu powie. Bardzo szybko jednak wrócił do niej dobry humor, Rookwood potrafiłby chyba rozśmieszyć nawet nieboszczyka, w zasadzie on sam chyba nim trochę był? - U ciebie wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś żył swoim najlepszym życiem, co jest dosyć zabawne, bo chyba tak do końca nie żyjesz. - Końcówkę swojej wypowiedzi wyszeptała mu do ucha, aby nikt obok przypadkiem tego nie usłyszał.