Parsknęła śmiechem, słysząc jego kolejne słowa. - Zapomniałam o tym, wiesz? - Erik za to chyba nigdy miał o tym nie zapomnieć, musiało to być dla niego bardzo dramatyczne wydarzenie, nie dziwiła mu się wcale, że nadal o tym myślał. - To był cios poniżej pasa, zdecydowanie, wybaczyłeś siostrze? - Ciekawiło ją to strasznie. Sama na pewno bardzo by się zirytowała, gdyby któryś z braci wywinął jej taki numer. - Skoro wróciliśmy do tematu, to czy było warto zapłacić tyle galeonów za spotkanie z tobą? - Zastanawiała się, jakie usługi zaoferował Erik temu, kto wygrał licytację. Może pytanie było nie do końca na miejscu, ale ona się tym akurat niespecjalnie przejmowała.
Geraldine starała się utrzymywać kontakt z większością osób, do których zbliżyła się na różnych etapach swojego życia, ostatnio jednak stawało się to coraz trudniejsze. Strasznie jej było przykro, że Theseus wyjechał i brakowało jej go ogromnie, nie miała pojęcia, kiedy wróci i czy w ogóle wróci, bo po co miał siedzieć w Wielkiej Brytanii skoro atmosfera była tutaj strasznie napięta i nie wiadomo było kiedy właściwie coś się zmieni. Sama zastanawiała się, czy nie powinna wyjechać i po prostu przeczekać tego gdzieś indziej. Z drugiej strony spora część jej bliskich znajomych była tutaj, w pewien sposób czuła obowiązek po prostu bycia obok, gdyby potrzebowali jakiejkolwiek pomocy.
- Co za filozoficzne pytanie. - Zastanawiała się krótką chwilę, aby znaleźć na nie odpowiedź. - Myślę, że mówisz o etapie, w którym łapie muchy siatkoskrzydłe, bo są potrzebne do masowej produkcji eliksirów, dlatego czasem muszę zapolować na coś większego, żeby nie zwariować. - Miała dużo zleceń, jednak większość z nich była powtarzalna, w końcu czarodziejom najbardziej były potrzebne te standardowe komponenty, mało kto interesował się tymi unikalnymi, chociaż zdarzali się i tacy. - Tak, pomaga, nawet bardzo. - Dzięki pieniądzom mogła sobie pozwolić na swoje fanaberie. Nawet się nie łudziła, że mogłaby sobie pozwolić na takie wyprawy, gdyby urodziła się w innej rodzinie.
- Wąż rzeczny jest niebezpieczny, zapamiętam na przyszłość tę radę. - Uśmiechnęła się do Erika. Nie spodziewała się, że taki z niego wędkarz, ale najwyraźniej każdy miał jakieś tajemnice.
Yaxley wcale nie zdziwiła ta wypowiedź Erika po Beltane. Brał udział w walkach, jak wielu innych czarodziejów. Spodziewała się tego po nim, zważając na to, co przeżyli razem w Hogwarcie, wiedziała, jakie ma poglądy, i że kiedy chce potrafi być bardzo stanowczy i mówić głośno to, co myśli. Oby się to dla niego nie zakończyło niepotrzebnym ryzykiem, bo takie komentarze mogły go wznieść jako jeden z głównych celów dla tych złych. Mimo tego, że był czystokrwisty.
- Wszystko chyba zależy od towarzystwa. - Zaśmiała się cicho. Ona potrafiła się zachować tylko i wyłącznie dlatego, że matka od zawsze pilnowała tego, aby znała zasady savoir vivre, nie było to jednak przydatne w życiu codziennym, gdzie spotykała się z nieco innym poziomem znajomości.
Oglądała sztukę jednym okiem, bardziej skupiona była na złocistej whisky, którą spożywała. Dawno nie piła takiego dobrego alkoholu, ostatnio raczej bywała w obskurnych miejscach, gdzie jakoś trunków była wątpliwa. Zapomniała, że to może tak dobrze smakować. Rozkoszowała się więc tym smakiem.
- Tak i na pewno będą żyli długo i szczęśliwie i będą mieli całe stado małych heretyków, skoro odsunie się od kowenu. - Skomentowała jeszcze. - Nic odkrywczego nie przygotowali, mam wrażenie, że te wszystkie sztuki są na jedno kopyto. - Szkoda, że nikt nie skłonił się ku temu, aby choć trochę zaskoczyć swoją publikę.