Nie rób tak, bo jeszcze się zakocham, chciał powiedzieć, ale zamilkł, świadom dzięki przyszłości, że to by już doszczętnie złamało serce Neila. To zdanie mogłoby być zabawne, gdyby ich układ rzeczywiście opierał się jedynie na fizycznym pociągu i seksie. Morpheus mógł dać Neilowi dalekie podróże do zachwycających miejsc, drogie wina, staż w Mungu dzięki znajomościom pośród wytwórców lekarstw, nawet pracę dla Mulciberów, chociaż ciężko powiedzieć, czy Robert zgodziłby się na zatrudnienie mugolska. Morpheus mógł dać mu wszystkie porady i praktykę, oddać mu swoje ciało; jego granice znajdowały się bardzo daleko, nieco za daleko dla jego własnego dobra. Jednak to, czego nie mógł mu dać, to miłość.
Skóra Morpheusa znów rozbłysnęła nowymi kolorami, teraz wyciągając psychodeliczne mandale w neonowych barwach, jak u żaby, której wydzieliny są trujące.
— Tak zrób — odpowiedział mu, odsuwając się od niego powoli. Dłonie umył w zlewie, robiąc to bardzo dokładnie i skrupulatnie i zaczął się ubierać. Poprawił czasozmieniacz, który podczas ich kuchennych ekscesów zawisł między jego łopatkami, założył czarną koszulę, podciągnął spodnie i zapiął pasek z cichym klekotaniem metalu. Usiadł ciężko na krześle i napił się herbaty, o której zapomniał. Wystygnięty napar ulżył jego zaschniętemu gardłu.
— Muszę aportować się do szpitala, bo jednak wolałbym, żeby te kolory mi nie zostały na zawsze — zaśmiał się, w zadowoleniu. Oczy miał już półprzymknięte, ciężkie, prawie zasypiające. — Jak ci się pracuje u Nory? Nie będziesz szukać czegoś bardziej w zielarstwie?
Nie wszystko musiało być o nim.