07.03.2024, 18:59 ✶
Zaufaj mi... Gdyby to było takie proste. Lestrange stracił zaufanie do całego świata i prawie wszystkich ludzi, którzy po nim chodzili. Niektórym pozwalał na więcej, przed niektórymi nawet ostrożnie się otwierał, ale to wszystko. Nie ufał na tyle, by w ogóle pomyśleć o kimkolwiek w kontekście zaufania. Robertowi też do końca nie ufał. Podejrzewał, że Nicholas był w tej chwili najbliżej zdobycia jego zaufania, ale do tego potrzebował czasu.
- Możemy - odpowiedział w końcu, dopiero teraz się rozluźniając. Mniej-więcej, bo jednak nie był w stanie tego zrobić tak do końca. Nie w miejscu publicznym. - Powinienem też uzupełnić zapas eliksirów. Jak będziemy obok, wejdę i odbiorę.
Nie zapomniał o tym, ale czas miał do końca tygodnia. Miał też swój zapas w mieszkaniu, ale ten się kurczył. A niestety ale bez eliksirów nie był w stanie zasnąć. Potrzebował ich w dużej ilości - na tyle silnych, żeby zapewniły odpoczynek bez snów, ale na tyle słabych, by nie zwalały od razu z nóg. Nie lubił całkowitej odcinki, nienawidził tego uczucia gdy nagle tracił świadomość. Zdecydowanie wolał, gdy wszystko działo się powoli, stopniowo. Gdy mógł się przygotować.
- Prowadź, w takim razie - unikali wspólnego wychodzenia i przychodzenia do pracy, ale zakupy mieli robić razem. Nie skomentował tego jednak, bo i po co. Dorośli byli, mogli robić co chcieli, a nie było żadną tajemnicą, że dwaj Niewymowni się znali. Co prawda dbali o to, by ich relacja nie wyszła na światło dzienne - z różnych powodów, ale gdyby panicznie unikali spotkań ze sobą w miejscach publicznych, to dopiero mogłoby dać niektórym do myślenia. Lestrange poczekał, aż Nick ruszy pierwszy, gdy będzie gotowy. Nie wyglądał dobrze, chociaż zdecydowanie lepiej niż przed chwilą. Zastanawiało go to, czemu tak mocno się wystraszył. Ale nie miał zamiaru dopytywać i ciągnąć go za język. Jak będzie chciał, to sam powie. Jak nie, uszanuje to. Sam doceniał w Traversie fakt, że nie drążył i nie dopytywał o niektóre sprawy.
Szedł obok, bez trudu dotrzymując mu kroku. Wcisnął ręce w kieszenie - nie miał ze sobą teczki, dzisiaj nie zamierzał pracować w domu. W ogóle unikał zabierania pracy poza mury Ministerstwa. Nie miał ambicji na awans, nie musiał więc pracować ponad siły. A ostatnio i tak miał za dużo na głowie, jakby sobie wziął więcej na łeb, mogłoby to zachwiać nim bardziej, niż by chciał. A ostatnimi czasy bardzo starał się odzyskać równowagę. Nie do końca to wychodziło, ale było z nim zdecydowanie lepiej, niż te kilka dni temu. Wyglądało na to, że pozbierał się naprawdę szybko. Albo dobrze udawał.
- Możemy - odpowiedział w końcu, dopiero teraz się rozluźniając. Mniej-więcej, bo jednak nie był w stanie tego zrobić tak do końca. Nie w miejscu publicznym. - Powinienem też uzupełnić zapas eliksirów. Jak będziemy obok, wejdę i odbiorę.
Nie zapomniał o tym, ale czas miał do końca tygodnia. Miał też swój zapas w mieszkaniu, ale ten się kurczył. A niestety ale bez eliksirów nie był w stanie zasnąć. Potrzebował ich w dużej ilości - na tyle silnych, żeby zapewniły odpoczynek bez snów, ale na tyle słabych, by nie zwalały od razu z nóg. Nie lubił całkowitej odcinki, nienawidził tego uczucia gdy nagle tracił świadomość. Zdecydowanie wolał, gdy wszystko działo się powoli, stopniowo. Gdy mógł się przygotować.
- Prowadź, w takim razie - unikali wspólnego wychodzenia i przychodzenia do pracy, ale zakupy mieli robić razem. Nie skomentował tego jednak, bo i po co. Dorośli byli, mogli robić co chcieli, a nie było żadną tajemnicą, że dwaj Niewymowni się znali. Co prawda dbali o to, by ich relacja nie wyszła na światło dzienne - z różnych powodów, ale gdyby panicznie unikali spotkań ze sobą w miejscach publicznych, to dopiero mogłoby dać niektórym do myślenia. Lestrange poczekał, aż Nick ruszy pierwszy, gdy będzie gotowy. Nie wyglądał dobrze, chociaż zdecydowanie lepiej niż przed chwilą. Zastanawiało go to, czemu tak mocno się wystraszył. Ale nie miał zamiaru dopytywać i ciągnąć go za język. Jak będzie chciał, to sam powie. Jak nie, uszanuje to. Sam doceniał w Traversie fakt, że nie drążył i nie dopytywał o niektóre sprawy.
Szedł obok, bez trudu dotrzymując mu kroku. Wcisnął ręce w kieszenie - nie miał ze sobą teczki, dzisiaj nie zamierzał pracować w domu. W ogóle unikał zabierania pracy poza mury Ministerstwa. Nie miał ambicji na awans, nie musiał więc pracować ponad siły. A ostatnio i tak miał za dużo na głowie, jakby sobie wziął więcej na łeb, mogłoby to zachwiać nim bardziej, niż by chciał. A ostatnimi czasy bardzo starał się odzyskać równowagę. Nie do końca to wychodziło, ale było z nim zdecydowanie lepiej, niż te kilka dni temu. Wyglądało na to, że pozbierał się naprawdę szybko. Albo dobrze udawał.