- Bo nie znamy się od wczoraj i widziałam, jak rzucasz zaklęcia. Brakuje ci pewnej lekkości przy iluminacji – znaczy przy transmutacji, ale Ginewra czasami z rozpędu mówiła o tej dziedzinie tak, jak mówi się w Afryce i Uagadou. Czasami, gdy trzeba było szybko myśleć, łatwo się było zapomnieć. W każdym razie jeśli w tajemnicy chciał takie różowiutkie łóżko zainstalować w swoim namiocie, to raczej musiał to zrobić sam, a choć nie było to całkowicie niemożliwe, to jednak jak na jej oko, musiałby dużo ćwiczyć, by mu się udało tego faktycznie dokonać. - Na pewno lubisz, w to nie wątpię – inaczej nie znosiłby prażącego, egipskiego słońca, i warunków, jakie panowały na wykopaliskach w Egipcie tak długo i z taką klasą. - Ale nie sądzę, że akurat tam – zakończyła niemalże tryumfalnie i się roześmiała na koniec.
Prawdą było jednak, że tutaj, w Walii warunki były o niebo lepsze. Wystarczało, że mugole nie pałętali się pomiędzy nogami i już człowiek nie musiał się aż tak pilnować, a mnóstwo rzeczy można było zrobić dużo prościej niż męczyć się na około, albo gdzieś się chować przed ich wzrokiem. W Egipcie było to bardzo irytujące, a dodając jeszcze warunki pogodowe – tym trudniejsze.
- To pewnie przez tę pogodę. Jak tyle pada to nic dziwnego, że są tacy nerwowi – rzuciła zaczepnie, odnosząc się do stereotypów. Wcale tak nie myślała, ją na przykład szarość dnia nie przygniatała, ani nie sprawiała, by miała się zacząć robić opryskliwa albo drażliwa. Chociaż z drugiej strony nie żyła cały czas w miejscu, gdzie prawie zawsze jest szaroburo. - Może powinni być obowiązkowo wysyłani na kilka tygodni do ciepłych krajów – parsknęła, prawie już zapominając o tym, że ta rozmowa wzięła się w ogóle od ryby i to w dodatku w cieście.
- No jasne, że zjem całe. Nie na raz oczywiście, jeszcze nie oszalałam – ale z powodu ciekawości, chcąc wiedzieć jaki smak będzie kolejny i tak dalej. I nie, z pewnością nie była tak zdeterminowana jak Jamil, ceniła sobie swoje życie i swoją wolność, nie postawiłaby siebie w kartach ani w żadnym innym zakładzie. Grałaby nieczysto… czasami jej się zdarzało, ale istniały pewne granice. Czasami na całe szczęście zdrowy rozsądek był dużo głośniejszy od chęci, by wygrać albo coś udowodnić. Tym niemniej z Jamilem tak często grała w karty i kości… kiedyś przeciwko sobie, a później by zdenerwować i pokazać innym, co potrafią. Uroczy duet. - Co to w ogóle za pomysł dodawać skarpety do czegokolwiek innego niż pranie – i to w ostateczności, bo można było przecież to samo osiągnąć zaklęciami. - Możemy się założyć, że zjem całe opakowanie – rzuciła całkiem pewna siebie.