Kamień z serca. Martwiła się, że zostawi ją tu samą, a co jeśli nie daj Merlinie by zemdlała? Wraz z upływem czasu zastanawiała się, czy to nie był głupi pomysł, skoro jednak już zawracała dupę temu typowi, to nie wypadałoby nagle wstać i uciec. Jak zawsze przejmowała się tym, aby przypadkiem nie zrobić komuś przykrości, Norka tak już miała, że obchodziły ją uczucia nawet nieznajomych.
- Po głowie lepiej nie, to chyba byłaby siara? - Chociaż może pomysł wcale nie był taki głupi, to na pewno by ją uspokoiło. Zresztą przecież tyle osób robiło sobie tatuaże, to nie powinno być specjalnie bolesne, prawda? Nie taki diabeł straszny jak go malują, przynajmniej tak próbowała sobie powtarzać w głowie, aby poczuć się pewniej.
- Na czole mam sobie zrobić? Kostka chyba jest w porządku, przecież i tak mam je zawsze odkryte, ciekawe, czy ktoś w ogóle to zauważy. - Oby mama zobaczyła, jak najpóźniej, chociaż skoro robili to razem, to najwyżej jej komentarze rozejdą się po ich dwójce, to będzie mniej bolesne, niż gdyby miała być jedynym obiektem jej wyrzutów.
- Nadgarstek brzmi w porządku, jakby coś to też zawsze można go przecież zakryć, co nie? - Jak przystało na rozsądną osobę, robiła tatuaż po to, żeby myśleć o jego ewentualnym schowaniu...
- Niezwykle pocieszające. - Na samą myśl o siekierze zrobiło jej się gorąco, bo przypomniała sobie swój koszmar, w którym omal nie zabił jej ten dziwny facet z siekierą, przeżyła noc tylko dzięki interwencji Patricka. Zdecydowanie nie było to przyjemne wspomnienie, zaraz tu zemdleje, jak ją będzie dalej pocieszał w ten sposób.
Tatuator niespecjalnie przejął się dramatyzowaniem Nory i wziął się do roboty. Ona zamarła, można było się zastanowić, czy w ogóle oddycha, na całe szczęście Thomas złapał ją za dłoń, czuła więc w tym wszystkim jego wsparcie. - Prawie nie boli. - Wyszeptała jeszcze cicho do brata.