07.03.2024, 21:13 ✶
Zdjęła okulary nieco rozczarowana, ale w sumie to może lepiej, istniała szansa, że sukienka przetrwała skoro nie zmieniono jej na miejscu w szmatę do mycia podłogi. Trochę spodziewała się takiego pranka (ona pewnie z lubością by go zrobiła... 10 tysięczne diamenty szorujące podłogę o świcie, a potem przemienione na powrót, dla samej satysfakcji oglądania zdjęć z wesela), ale może powinna odłożyć żarty na bok. Kiecka czy nie kiecka, śledztwo dotyczyło grubego hajsu.
Cmoknęła, notując nazwiska i bazgrząc konotacje sobie znanym szyfrem.
– Ależ oczywiście, że tylko wasz dom mody, mógł to zrobić. – z jej głosu zniknął cynizm i niechęć, zabrzęczała nuta współczucia i uznania, bez cienia fałszu. Milles świetnie kłamała, a coś czuła, że rozsierdzony krawiec, mógł bić jeszcze więcej piany, zamiast współpracować. Na jednym wdechu podjęła dalej:– ale inne domy mody mogły być zazdrosne o to zlecenie, brak wykonanego zlecenia działa na Waszą szkodę, to też mógłby być motyw. Może zapytam inaczej. Któremu sąsiadowi szyjącemu fancy szmancy ubrania najbardziej zależy na zajęcie waszej pozycji?
To też zamierzała zanotować, rozważając przy okazji, kto z Brygady lub ministerstwa mógłby mieć odjebany research w tym zakresie w ramach swojego własnego prywatnego hobby. Może jakaś sekretarka? Pindeczka siedząca na wejściu do biura aurorów zdawała się być odpowiednim celem na dobry początek.
– No i dobrze, przejdźmy teraz do pracowników. – przerzuciła kartkę jak rasowa dziennikarka. Myszki rozbiegły się po labiryncie, czas było je wyniuchać.– Ilu ich jest, ogólna charakterystyka, kto miałby dostęp do zapasowego klucza? Kogo Pan podejrzewa najbardziej? Oraz oczywiście, kiedy będę mogła z nimi porozmawiać? – musiała opanować uśmiech, ale oczy jej lśniły. Zagadka. Całą dla niej. Bez panoszącego się pod nogami detektywa. Miodnie.
Cmoknęła, notując nazwiska i bazgrząc konotacje sobie znanym szyfrem.
– Ależ oczywiście, że tylko wasz dom mody, mógł to zrobić. – z jej głosu zniknął cynizm i niechęć, zabrzęczała nuta współczucia i uznania, bez cienia fałszu. Milles świetnie kłamała, a coś czuła, że rozsierdzony krawiec, mógł bić jeszcze więcej piany, zamiast współpracować. Na jednym wdechu podjęła dalej:– ale inne domy mody mogły być zazdrosne o to zlecenie, brak wykonanego zlecenia działa na Waszą szkodę, to też mógłby być motyw. Może zapytam inaczej. Któremu sąsiadowi szyjącemu fancy szmancy ubrania najbardziej zależy na zajęcie waszej pozycji?
To też zamierzała zanotować, rozważając przy okazji, kto z Brygady lub ministerstwa mógłby mieć odjebany research w tym zakresie w ramach swojego własnego prywatnego hobby. Może jakaś sekretarka? Pindeczka siedząca na wejściu do biura aurorów zdawała się być odpowiednim celem na dobry początek.
– No i dobrze, przejdźmy teraz do pracowników. – przerzuciła kartkę jak rasowa dziennikarka. Myszki rozbiegły się po labiryncie, czas było je wyniuchać.– Ilu ich jest, ogólna charakterystyka, kto miałby dostęp do zapasowego klucza? Kogo Pan podejrzewa najbardziej? Oraz oczywiście, kiedy będę mogła z nimi porozmawiać? – musiała opanować uśmiech, ale oczy jej lśniły. Zagadka. Całą dla niej. Bez panoszącego się pod nogami detektywa. Miodnie.