07.03.2024, 21:15 ✶
Tak, właśnie o to chodziło - żeby odetchnął, zebrał myśli. Przeanalizował to, co mu właśnie powiedział. Żeby znowu zaczął działać, pomimo zamknięcia i głodu, który na pewno odczuwał w przynajmniej takim samym stopniu, co Lestrange. Ale on również nie zamierzał jeść niczego, co mu podadzą w tym domu. Nie ufał Człapkowi za grosz, podobnie jak Angusowi. O ile to faktycznie był on.
- Możliwe - powiedział po chwili milczenia. Zerknął na obrazek, w który wgapiał się Robert, ale nie dostrzegł w nim niczego podejrzanego. Pewnie Robert musiał zawiesić na czymś wzrok. Rodolphus zaczął wolnym krokiem krążyć po pokoju. Spokojnie, bez pośpiechu. Myślał. Szukał w pamięci informacji o tym mężczyźnie, ale niestety poza tym, co już powiedział Robertowi, nie wiedział wiele więcej. Na pewno miał jakieś dzieci, być może dorosłe. Ale nie aż tak. - Jest na to chyba za st...
Nie zdążył dokończyć, że Una była chyba za stara żeby być córką Angusa, gdy w pokoju znowu pojawił się skrzat. Lestrange momentalnie się skrzywił. Ściągnął brwi w grymasie gniewu. Nie musiał się hamować, nie przy byle śmierdzącym, nic nie znaczącym stworzeniu.
- Jestem ciekawy, jak zareaguje na to, że zabrałeś nam różdżki - syknął, wbijając ostre spojrzenie w skrzata. Gnida. Parszywy, brudny i bezczelny śmieć. Jakim prawem mówił im, że mają cokolwiek jeść? - Jeszcze jedno słowo, a wepchnę ci ten rogalik w gardło.
Powiedział jadowicie, a w jego oczach błysnęło niebezpiecznie. Nie miał różdżki, ale znowu mógł spróbować przemienić się w węża i zaatakować. Być może byłby szybszy. Być może mógłby stąd uciec. Ale nie zostawi przecież Roberta. Weszli tu razem, to razem muszą wyjść.
Człapek skulił się i zamrugał, przenosząc spojrzenie pełne żalu z Rodolphusa na Roberta. Nie chcieli jeść, a przecież Człapek sam wyrabiał ciasto. Sam upiekł rogaliki i chleb. Były pyszne i miękkie, dużo lepsze niż te, które można było kupić w Londynie. Robił je zgodnie z francuską recepturą. Naprawdę się starał. Nie mógłby zjeść rogalika, nawet gdyby Lestrange mu go wepchnął do gardła. Nie mógł jeść w obecności czarodziejów. Poza tym to były rogaliki dla nich. A herbata była z Chin. Taka strata.
- Człapek już prowadzi - pokiwał głową, chociaż niemrawo. Nie zaprzeczył, jeśli chodzi o imię. Przyjął je jako fakt, jako coś naturalnego. Musiało to być więc prawdą: słusznie założyli, że to Angus. Bo skrzat był tak wyszczekany, że na pewno by Roberta poprawił, gdyby imię się nie zgadzało. Skrzat pstryknął palcami, a mechanizm zamka w drzwiach szczęknął. Drzwi uchyliły się, a nieszczęsne stworzenie ruszyło ku nim. Człap, człap, człap. W rytm jego kroków długie uszy podskakiwały, podobnie jak brudna szmata, którą miał na sobie. Człap, człap. Przeszli przez niewielki korytarz, zeszli na schody. Człap, człap. Skrzat prowadził ich do salonu, w którym dnia poprzedniego rozmawiali z Uną. Swoją drogą w domu było cicho i nie słychać było rozmów. Nie widać było też blondynki. Ją też zamknęli w pokoju? Co za popieprzona rodzina.
Rodolphus zerknął kontrolnie na Roberta. Szedł trochę przed nim, nie pozwalając, by mężczyzna go wyprzedził. Odruchowo tak. Bo przecież nic tu się nie trzymało kupy - ani to, że Angus chciał z nimi po prostu porozmawiać, ani to, co się stało wczoraj. Ani to, jak Człapek ich traktował i to, co mówił wczoraj. Więc po prostu zakładał najgorsze. Nie próbował też uciekać, bo wiedział, że w tej chwili byli na przegranej pozycji. Miał nadzieję, że Robertowi również próba ucieczki nie przyszła do głowy. Być może się z tego wyłgają.
- Możliwe - powiedział po chwili milczenia. Zerknął na obrazek, w który wgapiał się Robert, ale nie dostrzegł w nim niczego podejrzanego. Pewnie Robert musiał zawiesić na czymś wzrok. Rodolphus zaczął wolnym krokiem krążyć po pokoju. Spokojnie, bez pośpiechu. Myślał. Szukał w pamięci informacji o tym mężczyźnie, ale niestety poza tym, co już powiedział Robertowi, nie wiedział wiele więcej. Na pewno miał jakieś dzieci, być może dorosłe. Ale nie aż tak. - Jest na to chyba za st...
Nie zdążył dokończyć, że Una była chyba za stara żeby być córką Angusa, gdy w pokoju znowu pojawił się skrzat. Lestrange momentalnie się skrzywił. Ściągnął brwi w grymasie gniewu. Nie musiał się hamować, nie przy byle śmierdzącym, nic nie znaczącym stworzeniu.
- Jestem ciekawy, jak zareaguje na to, że zabrałeś nam różdżki - syknął, wbijając ostre spojrzenie w skrzata. Gnida. Parszywy, brudny i bezczelny śmieć. Jakim prawem mówił im, że mają cokolwiek jeść? - Jeszcze jedno słowo, a wepchnę ci ten rogalik w gardło.
Powiedział jadowicie, a w jego oczach błysnęło niebezpiecznie. Nie miał różdżki, ale znowu mógł spróbować przemienić się w węża i zaatakować. Być może byłby szybszy. Być może mógłby stąd uciec. Ale nie zostawi przecież Roberta. Weszli tu razem, to razem muszą wyjść.
Człapek skulił się i zamrugał, przenosząc spojrzenie pełne żalu z Rodolphusa na Roberta. Nie chcieli jeść, a przecież Człapek sam wyrabiał ciasto. Sam upiekł rogaliki i chleb. Były pyszne i miękkie, dużo lepsze niż te, które można było kupić w Londynie. Robił je zgodnie z francuską recepturą. Naprawdę się starał. Nie mógłby zjeść rogalika, nawet gdyby Lestrange mu go wepchnął do gardła. Nie mógł jeść w obecności czarodziejów. Poza tym to były rogaliki dla nich. A herbata była z Chin. Taka strata.
- Człapek już prowadzi - pokiwał głową, chociaż niemrawo. Nie zaprzeczył, jeśli chodzi o imię. Przyjął je jako fakt, jako coś naturalnego. Musiało to być więc prawdą: słusznie założyli, że to Angus. Bo skrzat był tak wyszczekany, że na pewno by Roberta poprawił, gdyby imię się nie zgadzało. Skrzat pstryknął palcami, a mechanizm zamka w drzwiach szczęknął. Drzwi uchyliły się, a nieszczęsne stworzenie ruszyło ku nim. Człap, człap, człap. W rytm jego kroków długie uszy podskakiwały, podobnie jak brudna szmata, którą miał na sobie. Człap, człap. Przeszli przez niewielki korytarz, zeszli na schody. Człap, człap. Skrzat prowadził ich do salonu, w którym dnia poprzedniego rozmawiali z Uną. Swoją drogą w domu było cicho i nie słychać było rozmów. Nie widać było też blondynki. Ją też zamknęli w pokoju? Co za popieprzona rodzina.
Rodolphus zerknął kontrolnie na Roberta. Szedł trochę przed nim, nie pozwalając, by mężczyzna go wyprzedził. Odruchowo tak. Bo przecież nic tu się nie trzymało kupy - ani to, że Angus chciał z nimi po prostu porozmawiać, ani to, co się stało wczoraj. Ani to, jak Człapek ich traktował i to, co mówił wczoraj. Więc po prostu zakładał najgorsze. Nie próbował też uciekać, bo wiedział, że w tej chwili byli na przegranej pozycji. Miał nadzieję, że Robertowi również próba ucieczki nie przyszła do głowy. Być może się z tego wyłgają.