Longbottom miał tendencję do zawiązywania znajomości z osobami uroczo nieogarniętymi. Jak na przykład Neil. Na samą myśl o kochanku, oczy lekko mu się rozpromieniły, jakby ktoś zasiał gwiazdy na czarnym niebie. Tak, on był dobrym tematem wygładzającą zadry serca z innych powodów. Balsamem.
Bardzo starał się nie myśleć o tym, że osobiste punkty ostatniego święta ognia dla Philipa to mentalne połączenie z jakąś kobietą, a dla niego pożarty przez widma trup jego brata, na którego pogrzebie nie mógł być. Mieli nie rozmawiać o śmierci, nie zamierzał więc mówić o śmierci. Kropka. Wolał zastanawiać się nad personaliami tajemniczej damy oraz tym, ile razy Nott zaciągnął ją do łóżka i czy to było przed wiankiem jeszcze i czy odebrał jej oba wianki. Znacznie ciekawsze rozmyślania. Trochę groteskowo inwazyjne, ale ciekawsze.
— Niewłaściwa kobieta? Kto to? — zniżył głos do konspiracyjnego szeptu. — W Departamencie mówi się sporo o tym połączeniu z Beltane, rzeczywiście kaszlesz kwiatkami? Jakimi? Właściwie żałuję, że sam nie mam takiego połączenia, fascynująca rzecz. Oczywiście z odpowiednią osobą. Gdyby mieć kogoś, kto non stop łape się kłopotów albo ma tendencje do zadawania sobie bólu... ugh.
Pokręcił głową i napił się piwa.
Morpheus kochał swoją pracę. Wyraźnie i najwidoczniej ze wzajemnością, bowiem pomimo szesnastu lat w Departamencie Tajemnic, jeszcze nie umieszczono go na oddziale zamkniętym Lecznicy Dusz, chociaż czasami się zastanawiał, czy to już nie czas. Bywało blisko, ale równie dobrze Philip znajdował się bardzo blisko śpiączki lub poważnych urazów mózgoczaszki podczas meczów, przez obecność dwóch tłuczków w powietrzu. Czarodzieje mogli żyć ponad sto lat. Nie żyli tyle, bo maniakalnie i z przyjemnością podejmowali się absurdalnie niebezpiecznych zajęć, ku własnej uciesze bądź tłumu. Chleba i igrzysk.
— Nie wspominaj mi o lataniu na miotle, ostatnio próbowano mnie namówić na wyścig, wisząc mi przed oknem. Bo to takie zabawne. — Wywrócił oczami i skrzywił się, jakby zjadł nie tyle kwaśną cytrynę, ile zgniłą, kwaśną i robaczywą za jednym razem. Jego lęk wysokości czasami doskwierał mu na samą myśl o otwartej przestrzeni, ściganiu się na miotle lub przebywaniu na otwartych tarasach widokowych. Czasami nawet parapet wyższego piętra to było dla niego za dużo.
— Grecy są głośni, mają cudowną kuchnię i upodobanie do większej ilości łóżkowych partnerów na raz. Brakowało mi jednak domu i większego rygoru i szacunku w społeczeństwie. Trochę degraduję swój umysł alkoholem i spotkaniami natury hedonistycznej. Łatwiej zapomnieć o tym co boli, gdy ciało i głowa trzymają się puchowej przyjemności pościeli. — Chociaż tych uniesień nie było aż tyle, ile mogło być, żałoba jednak wpływała na chęci, to stanowiły jasne punkty pośród mroku, razem z innymi iskierkami, jak filiżanka Septimy i jej niezadane pytania.