08.03.2024, 16:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2024, 01:42 przez Cathal Shafiq.)
Dom Isabelli Gaunt (jak przywykł o nim myśleć Cathal nawet ponad siedemnaście lat po śmierci matki) Shafiq w ostatnich latach odwiedzał rzadko. Spędzał większość roku poza granicami Anglii, a gdy już tutaj przyjeżdżał, częściej zatrzymywał się w swoim niedużym mieszkaniu na Horyzontalnej, skąd bliżej było do Ministerstwa i siedziby rodu Shafiqów. W efekcie domostwo w Little Hangleton nie popadło w ruinę głównie dzięki Ulyssesowi, który mógł tu uciec przed swoją rodziną, a przy okazji dopilnował, by nic się nie rozpadło.
Jednocześnie jednak faktycznie, miejsce wymagało pewnych napraw i reorganizacji. Dom był stary, a Isabella Gaunt miała skłonności do zbierania wszystkiego, co wiązało się z jej wspaniałą rodziną. Pielęgnująca ją kobieta, spokrewniona z Quirellami, tylko trochę mniej szalona od niej, te zapędy popierała.
To nie tak, że nie zrobiono tutaj już niczego. Zanim lata temu Cathal dał zapasowe klucze Rookwoodowi, wywalił wszystkie rzeczy Isabelii z jej dawnej sypialni, dając znać Ulyssesowi, że może dostosować pomieszczenie do swoich potrzeb. Jeszcze wcześniej, tuż po ukończeniu Hogwartu, jako pierwsze wyniósł z salonu portrety przodków – wrzeszczały okropnie, a ich narzekania i oburzenie były prawdziwą muzyką dla uszu Cathala. Gdzieś w międzyczasie znikł sprany dywan, wywalony gdzieś pomiędzy powrotem z Peru a wyjazdem do Egiptu, z półek w salonie sukcesywnie znikały przez lata te co bardziej idiotyczne bibeloty, zastępowane pamiątkami z podróży, książkami i papirusami, a w kwietniu Cathal odmalował ściany swojej sypialni i wymienił w niej okno…
Kuchnia jednak gwałtownie domagała się remontu. A teraz, chociaż wciąż Cathal głównie przebywał w Walii, wpadał tutaj trochę częściej, Ulysses zaś (ku wielkiej satysfakcji Shafiqa) miał wreszcie dość domu Rookwoodów. Nie mogli dalej trzymać tutaj gipsowych królików.
– Zieleń zawsze jest w modzie – ocenił Cathal, przerywając pakowanie do szafki świeżo zakupionych puszek z herbatą, która już powoli się kończyła. Zmierzył kuchnię krytycznym spojrzeniem, jakby starał sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała w takich kolorach. – Ale żadnego srebra, nie chcę się tu czuć jak w pokoju posiadłości Gauntów. I więcej bieli niż brązu, inaczej wyjdzie grobowiec – oświadczył, po czym zapakował ostatnią puszkę na półkę.
Cavall, najwyraźniej niezadowolony z tego, że patyk pękł podszedł i trącił nogę Shafiqa, domagając się pieszczot. Ten pochylił się i poklepał go po łbie, a następnie wyciągnął różdżkę, by pozbyć się śladów po błocie.
– Kiedyś rozważałem urządzenie sobie z Nell zawodów, które z nas ciśnie nimi mocniej o furtkę, ale miałbym nieuczciwą przewagę. Wiesz, że Isabella miała też taką kolekcję z wężami w salonie? Gdyby chociaż były ładne. Albo odpowiednio stare – westchnął Shafiq i pokręcił głową. Jeśli któryś z królików miałby więcej niż tak dwieście lat, zapewne byłby do nich całkiem przywiązany, a gdyby przekroczyły wiekowo pięć wieków, byłby do nich przywiązany ogromnie. Najstarszy okaz w kolekcji mógł jednak liczyć sobie najwyżej pięć dekad, a to oznaczało, że Cathal był nimi zupełnie niezainteresowany.
Jednocześnie jednak faktycznie, miejsce wymagało pewnych napraw i reorganizacji. Dom był stary, a Isabella Gaunt miała skłonności do zbierania wszystkiego, co wiązało się z jej wspaniałą rodziną. Pielęgnująca ją kobieta, spokrewniona z Quirellami, tylko trochę mniej szalona od niej, te zapędy popierała.
To nie tak, że nie zrobiono tutaj już niczego. Zanim lata temu Cathal dał zapasowe klucze Rookwoodowi, wywalił wszystkie rzeczy Isabelii z jej dawnej sypialni, dając znać Ulyssesowi, że może dostosować pomieszczenie do swoich potrzeb. Jeszcze wcześniej, tuż po ukończeniu Hogwartu, jako pierwsze wyniósł z salonu portrety przodków – wrzeszczały okropnie, a ich narzekania i oburzenie były prawdziwą muzyką dla uszu Cathala. Gdzieś w międzyczasie znikł sprany dywan, wywalony gdzieś pomiędzy powrotem z Peru a wyjazdem do Egiptu, z półek w salonie sukcesywnie znikały przez lata te co bardziej idiotyczne bibeloty, zastępowane pamiątkami z podróży, książkami i papirusami, a w kwietniu Cathal odmalował ściany swojej sypialni i wymienił w niej okno…
Kuchnia jednak gwałtownie domagała się remontu. A teraz, chociaż wciąż Cathal głównie przebywał w Walii, wpadał tutaj trochę częściej, Ulysses zaś (ku wielkiej satysfakcji Shafiqa) miał wreszcie dość domu Rookwoodów. Nie mogli dalej trzymać tutaj gipsowych królików.
– Zieleń zawsze jest w modzie – ocenił Cathal, przerywając pakowanie do szafki świeżo zakupionych puszek z herbatą, która już powoli się kończyła. Zmierzył kuchnię krytycznym spojrzeniem, jakby starał sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała w takich kolorach. – Ale żadnego srebra, nie chcę się tu czuć jak w pokoju posiadłości Gauntów. I więcej bieli niż brązu, inaczej wyjdzie grobowiec – oświadczył, po czym zapakował ostatnią puszkę na półkę.
Cavall, najwyraźniej niezadowolony z tego, że patyk pękł podszedł i trącił nogę Shafiqa, domagając się pieszczot. Ten pochylił się i poklepał go po łbie, a następnie wyciągnął różdżkę, by pozbyć się śladów po błocie.
– Kiedyś rozważałem urządzenie sobie z Nell zawodów, które z nas ciśnie nimi mocniej o furtkę, ale miałbym nieuczciwą przewagę. Wiesz, że Isabella miała też taką kolekcję z wężami w salonie? Gdyby chociaż były ładne. Albo odpowiednio stare – westchnął Shafiq i pokręcił głową. Jeśli któryś z królików miałby więcej niż tak dwieście lat, zapewne byłby do nich całkiem przywiązany, a gdyby przekroczyły wiekowo pięć wieków, byłby do nich przywiązany ogromnie. Najstarszy okaz w kolekcji mógł jednak liczyć sobie najwyżej pięć dekad, a to oznaczało, że Cathal był nimi zupełnie niezainteresowany.