08.03.2024, 18:02 ✶
– Nigdzie nie pójdę bez brata!!! – zawołał młodszy z Robertsów.
– Co się dzieje? – dopytywała pani Roberts, przerażona. Amy tuliła się do jej boku. Młodszy z chłopców doskoczył do Leo, wyraźnie ani myśląc gdzieś iść bez niego – choć Leo próbował popchnąć go w stronę Thomasa, chłopak stawił twardy opór.
– Kurwa, bierz dziewczyny – rzuciła Brenna, błyskawicznie podejmując decyzję. Być może bardzo głupią, ale w tej chwili nie mieli po prostu czasu na przepychanki, ani odrywanie młodego Robertsa od brata, a mugolka i piętnastoletnia Amy były absolutnie bezbronne wobec ewentualnego ataku. Sama rzuciła się w stronę drzwi, pewnie chcąc zablokować je lepiej, zyskać jeszcze parę dodatkowych sekund.
Gdy Thomas dopadł do pani Roberts i Amy, i kiedy wirowali już, znikając na moment w niebycie, zdało się mu, że słyszy brzdęk tłuczonego szkła.
Wylądowali bezpiecznie. Figg był wprawiony w sztuce translokacji, więc bez większych problemów przetransportował obie osoby tam, gdzie powinny trafić. Amy cofnęła się i usiadła wprost na podłodze, może z powodu stresu, może bo pierwsza teleportacja sprawiła, że dopadły ją torsje. Za to mugolka, choć wyraźnie zdezorientowana, chwyciła chłopaka za rękę.
– Gdzie moi synowie?!!! Gdzie moi synowie?! – krzyknęła, szarpiąc go w ataku paniki. Musiał ją odepchnąć, by się uwolnić i ponownie zanurkować gdzieś w przestrzeń, pokonując odległość, jaka dzieliła go teraz do spokojnego domku Robertsów.
Domku, który nie był już spokojny.
Minęła minuta, może dwie, odkąd zniknął. Tylne drzwi wyleciały w powietrze, okno w kuchni było rozwalone. Naśladowcy wciąż nie weszli jednak do środka – i gdy Thomas się zmaterializował, wejście właśnie zaczęły porastać cierniste pędy, wyczarowane ręką Brenny. Sekundę później zaczęły płonąć, zaczarowane przez któregoś ze śmierciożerców. Longbottom stała w wejściu do kuchni, kryjąc się za futryną. Leo – przy wejściu do salonu, z różdżką w ręku, z bratem u boku.
– Co się dzieje? – dopytywała pani Roberts, przerażona. Amy tuliła się do jej boku. Młodszy z chłopców doskoczył do Leo, wyraźnie ani myśląc gdzieś iść bez niego – choć Leo próbował popchnąć go w stronę Thomasa, chłopak stawił twardy opór.
– Kurwa, bierz dziewczyny – rzuciła Brenna, błyskawicznie podejmując decyzję. Być może bardzo głupią, ale w tej chwili nie mieli po prostu czasu na przepychanki, ani odrywanie młodego Robertsa od brata, a mugolka i piętnastoletnia Amy były absolutnie bezbronne wobec ewentualnego ataku. Sama rzuciła się w stronę drzwi, pewnie chcąc zablokować je lepiej, zyskać jeszcze parę dodatkowych sekund.
Gdy Thomas dopadł do pani Roberts i Amy, i kiedy wirowali już, znikając na moment w niebycie, zdało się mu, że słyszy brzdęk tłuczonego szkła.
Wylądowali bezpiecznie. Figg był wprawiony w sztuce translokacji, więc bez większych problemów przetransportował obie osoby tam, gdzie powinny trafić. Amy cofnęła się i usiadła wprost na podłodze, może z powodu stresu, może bo pierwsza teleportacja sprawiła, że dopadły ją torsje. Za to mugolka, choć wyraźnie zdezorientowana, chwyciła chłopaka za rękę.
– Gdzie moi synowie?!!! Gdzie moi synowie?! – krzyknęła, szarpiąc go w ataku paniki. Musiał ją odepchnąć, by się uwolnić i ponownie zanurkować gdzieś w przestrzeń, pokonując odległość, jaka dzieliła go teraz do spokojnego domku Robertsów.
Domku, który nie był już spokojny.
Minęła minuta, może dwie, odkąd zniknął. Tylne drzwi wyleciały w powietrze, okno w kuchni było rozwalone. Naśladowcy wciąż nie weszli jednak do środka – i gdy Thomas się zmaterializował, wejście właśnie zaczęły porastać cierniste pędy, wyczarowane ręką Brenny. Sekundę później zaczęły płonąć, zaczarowane przez któregoś ze śmierciożerców. Longbottom stała w wejściu do kuchni, kryjąc się za futryną. Leo – przy wejściu do salonu, z różdżką w ręku, z bratem u boku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.