Sam mi prawił komplementy, ale swoje wiedziałam. Czułam się tak głupio. Zupełnie jak gdybym właśnie organizowała własny, wyimaginowany koncert w pokoju i ktoś by mnie przyłapał na wierceniu tyłkiem do "Dwudziestolatków".
— E tam, to nic takiego... Dziękuję, że nie uciekłeś ani nic...
Ale wygrana uświadomiła mnie, kto tutaj był w błędzie. Ja byłam. Ogarnięta szokiem, podeszłam z Samem odebrać nagrodę. Trzymając się za ręce. Babcia na pewno to widziała. Ale wtedy nie myślałam o tym, byłam zbyt oszołomiona. Docenieniem tańca. Ciepłem wokół mojej dłoni. Szeptem do ucha.
— Oczywiście, że bym się spotkała, nawet bez dodatkowej okazji — odpowiedziałam poważnie, spoglądając mu w oczy. Ale szybko spuściłam wzrok i zarumieniłam się. Nasze dłonie wciąż były złączone, a serce biło mi niesamowicie szybko. Nigdy nie sądziłam, że odrobina kontaktu fizycznego może tak zakręcić w głowie.
Potańcówka zbliżała się ku końcowi. Niestety. Bardzo chciałam wydłużyć czas, spędzić jeszcze trochę czasu w tym prześlicznym miejscu. Może nawet potańczyć. Ale chętniej bym po prostu porozmawiała trochę więcej z Samem, poznała go lepiej. Chciałabym się czuć bardziej komfortowo w jego obecności, a do tego potrzebuję czasu.