Sam zdawał się nie przejmować babcią za bardzo, a przynajmniej nie dojrzałam tego po nim. Wolę go nie uświadamiać, że prawdopodobnie jego nazwisko przewinie się teraz po całej mojej wsi. Babcia była szlachetną osobą o wielkim sercu, ale kochała ploteczki, szczególnie te o potencjalnych romansach. Na pewno wspomni o Samie jakiejś ciotce, albo nawet mamie. A że one wszystkie z jednej gliny ulepione...
— Oh, zdecydowanie. Taniec to wbrew pozorom aktywność fizyczna jak każda inna. Czasami... czasami jak wstaję to sobie tańczę, żeby się w pełni rozbudzić. No i to też dobra rozgrzewka przed pracą — wyznałam. Nie mówiłam takich rzeczy wszystkim, bo to jednak mój dość prywatny rytuał. Nawet jeśli w domyśle wszystkie dziewczęta tańcują jak szalone, gdy nikt nie widzi.
Dotarliśmy do wodopoju.
— Na pewno mają coś bezalkoholowego, nawet na polskiej imprezie znajdzie się jakiś soczek albo kompocik. Do picia z alkoholem, ale zawsze.
Zerknęłam na zawartość stołu.
— O, tutaj jest kompot jabłkowy i wiśniowy... Ale może barman ma też do zaoferowania coś dobrego.
Sama sięgnęłam po kubek, by poczęstować się czerwonym napojem. Dostrzegłam też wino od drugiego Sama, ale nie gustowałam w tego typu trunkach. Mam nadzieję, że wybaczy mi niespróbowania jego wyrobu. Przynajmniej nie tego — w końcu obiecał mi cydr.
Poczekałam aż Sam załatwi sobie jakiś napój.
— [b]Mówiłeś, że gdyby nie ja to pewnie byś tu nie przyszedł... Ale dlaczego? To takie miłe przyjęcie. No i pewnie nieczęsto odbywa się coś takiego w okolicy.
Byłam tu nowa, więc nie wiedziałam, czy to kwestia tragedii na Beltane, ale od tego czasu potańcówka była pierwszym wydarzeniem w Dolinie. A mamy sierpień.