08.03.2024, 22:34 ✶
Black najwyraźniej całkowicie zrezygnował z okazywania strachu i chociaż rozumiał, dlaczego tak się stało - łączyła ich przecież w przeszłości pewna zażyłość - coś we Flynnie mówiło mu, że nie powinno tak być. Powinien wzbudzać w innych przynajmniej minimalny respekt, część tego strachu powinna w nim pozostać. Rozdzierać mu serce za każdym razem, kiedy ich spojrzenia się krzyżowały.
- Każde wytrawne wino to czyste marnotrawstwo zasobów - odburknął. Konsumując tak absurdalne ilości cukru jak Edge, człowiek przyzwyczajał się do tego smaku tak mocno, że ciężko tu było o jakikolwiek dalszy umiar, a wszystko, do czego nie dosypano kilku łyżeczek, wydawało się gorzkie. Wytrawne wino nie tylko sprawiało, że zbierało mu się później na wymioty - proces jego konsumpcji już sam w sobie przyprawiał go o mdłości, bo było najzwyczajniej w świecie obrzydliwe. Nie dostrzegał w tym żadnego sensu, żadnej radości.
Na pytanie nie odpowiedział, jedynie zmierzył wzrokiem Harvina i delikatnie zmarszczył przy tym brwi. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w niego, wyrażając głęboką konsternację, a później parsknął szczerym, chociaż nieco nerwowym śmiechem.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze trafiłeś tym określeniem - w sensie z psycholem, bo poznali się z szanownym panem psychiatrą, kiedy ten, który powinien leczyć dusze innych, próbował popełnić spontaniczne, wyjątkowo dramatyczne samobójstwo.
Fiery nie poradzi sobie sama. Ale Fiery lepiej niż na zadawanie jej niezręcznych pytań reagowała na blanty porzucane przez Flynna w jej wozie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, Black - nie miał zamiaru nazywać go po imieniu przy swoim bracie - że gdybyś zastał tutaj moją siostrę w negliżu, to upierdoliłbym ci przynajmniej jeden palec? - Fuknął, przerywając tę sielankę, jeszcze raz podrzucając w górę nożem. Ton jego głosu, niepotrzebnie agresywny, naładowany napięciem charakterystycznym dla Flynna, wskazywał na to... że nie żartował! I najwyraźniej chciał go przynajmniej odrobinę nastraszyć, jakby trafienie w takim miejscu na widmo przeszłości nie było wystarczającą karą za grzechy.
- Każde wytrawne wino to czyste marnotrawstwo zasobów - odburknął. Konsumując tak absurdalne ilości cukru jak Edge, człowiek przyzwyczajał się do tego smaku tak mocno, że ciężko tu było o jakikolwiek dalszy umiar, a wszystko, do czego nie dosypano kilku łyżeczek, wydawało się gorzkie. Wytrawne wino nie tylko sprawiało, że zbierało mu się później na wymioty - proces jego konsumpcji już sam w sobie przyprawiał go o mdłości, bo było najzwyczajniej w świecie obrzydliwe. Nie dostrzegał w tym żadnego sensu, żadnej radości.
Na pytanie nie odpowiedział, jedynie zmierzył wzrokiem Harvina i delikatnie zmarszczył przy tym brwi. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w niego, wyrażając głęboką konsternację, a później parsknął szczerym, chociaż nieco nerwowym śmiechem.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze trafiłeś tym określeniem - w sensie z psycholem, bo poznali się z szanownym panem psychiatrą, kiedy ten, który powinien leczyć dusze innych, próbował popełnić spontaniczne, wyjątkowo dramatyczne samobójstwo.
Fiery nie poradzi sobie sama. Ale Fiery lepiej niż na zadawanie jej niezręcznych pytań reagowała na blanty porzucane przez Flynna w jej wozie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, Black - nie miał zamiaru nazywać go po imieniu przy swoim bracie - że gdybyś zastał tutaj moją siostrę w negliżu, to upierdoliłbym ci przynajmniej jeden palec? - Fuknął, przerywając tę sielankę, jeszcze raz podrzucając w górę nożem. Ton jego głosu, niepotrzebnie agresywny, naładowany napięciem charakterystycznym dla Flynna, wskazywał na to... że nie żartował! I najwyraźniej chciał go przynajmniej odrobinę nastraszyć, jakby trafienie w takim miejscu na widmo przeszłości nie było wystarczającą karą za grzechy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.