09.03.2024, 22:03 ✶
Być może Richard zrobił na niej dobre pierwsze wrażenie. A być może Camille Delacour po prostu taka była? Zawsze piękna, zawsze zadbana, wypachniona, z makijażem no-effort? Nazwisko w tym przypadku mówiło dużo, przecież Camille wychowała się we Francji. I chociaż akcent miała znikomy oprócz tego pięknego, miękkiego R, które pojawiało się chociażby gdy wypowiadała imię Richarda, to jednak przesiąkła Francją do cna. A Francuzi... Cóż. Byli Francuzami.
- Nie musi mnie pan przekonywać, że dobrze wybrałam - mrugnęła do Richarda z rozbawieniem. Już wcześniej, przy spotkaniu z Margaret wiedziała, że ta współpraca będzie korzystna. Dla obu stron. Co prawda potem kobieta zamilkła, ale udało się przerzucić osobę odpowiedzialną i na razie wyglądało na to, że będzie lepiej niż dobrze.
Gdy powiedział, że wciąż badają sprawę kadzideł, to pokiwała głową ze zrozumieniem. Tak podejrzewała, ale przecież musiała się zapytać. Ot, chociażby żeby podtrzymać rozmowę, ale i też w nadziei, że być może Mulciber zdradzi coś więcej. O ile wiedział coś więcej. Nie wiedział chyba, ale za to wyjął kadzidła. Aż cztery opakowania. Blondynka z zainteresowaniem spojrzała najpierw na pudełka, potem na Richarda. Czy podejrzewała, że Mulciber specjalnie dobrał takie a nie inne kadzidła? By było jej ciężej wybrać? Absolutnie nie. Nie zakładała nigdy złej woli w tego typu sprawach. Nie podejrzewała go również o to, by podstępem chciał ją zachęcić do zakupu, bo... Ona w ogóle nie rozważała wzięcza czegokolwiek innego, niż te darmowe. Dla niej sprawa była bardzo prosta: chciał dać jej wybór, ona wybierze jedno i na tym się skończy.
W milczeniu wzięła pierwsze pudełko. Obróciła je i zaczęła studiować kartkę ze składnikami, przyklejoną pod spodem opakowania. Nie spieszyła się - miała dość dużą wiedzę o ziołach, chociaż nie posiadała absolutnie żadnej o sposobie wyrabiania kadzideł czy świec. Wolała jednak doczytać, tak na wszelki wypadek. Dopiero później zdecydowała się otworzyć opakowania po kolei i po prostu przymknąć oczy, wciągnąć zapach i pozwolić zmysłom działać.
- Dał mi pan bardzo trudny wybór - powiedziała po dłuższej chwili milczenia. Spojrzała na Richarda z delikatnym uśmiechem. - Ale wydaje mi się, że relaksujące będą idealne. Najbardziej przypadły mi do gustu, a ich działanie... Nawet jeśli delikatne, to z pewnością jest pożądane w moim zawodzie.
Rytualnych na razie nie potrzebowała, ale kto wie - może je kiedyś weźmie. Ale teraz nawet się o tym nie zająknęła, gdy odkładała pudełka. Najwyraźniej wybór nie był aż tak trudny, jak mężczyzna zakładał. Albo Delacour była na to odporna.
- Nie musi mnie pan przekonywać, że dobrze wybrałam - mrugnęła do Richarda z rozbawieniem. Już wcześniej, przy spotkaniu z Margaret wiedziała, że ta współpraca będzie korzystna. Dla obu stron. Co prawda potem kobieta zamilkła, ale udało się przerzucić osobę odpowiedzialną i na razie wyglądało na to, że będzie lepiej niż dobrze.
Gdy powiedział, że wciąż badają sprawę kadzideł, to pokiwała głową ze zrozumieniem. Tak podejrzewała, ale przecież musiała się zapytać. Ot, chociażby żeby podtrzymać rozmowę, ale i też w nadziei, że być może Mulciber zdradzi coś więcej. O ile wiedział coś więcej. Nie wiedział chyba, ale za to wyjął kadzidła. Aż cztery opakowania. Blondynka z zainteresowaniem spojrzała najpierw na pudełka, potem na Richarda. Czy podejrzewała, że Mulciber specjalnie dobrał takie a nie inne kadzidła? By było jej ciężej wybrać? Absolutnie nie. Nie zakładała nigdy złej woli w tego typu sprawach. Nie podejrzewała go również o to, by podstępem chciał ją zachęcić do zakupu, bo... Ona w ogóle nie rozważała wzięcza czegokolwiek innego, niż te darmowe. Dla niej sprawa była bardzo prosta: chciał dać jej wybór, ona wybierze jedno i na tym się skończy.
W milczeniu wzięła pierwsze pudełko. Obróciła je i zaczęła studiować kartkę ze składnikami, przyklejoną pod spodem opakowania. Nie spieszyła się - miała dość dużą wiedzę o ziołach, chociaż nie posiadała absolutnie żadnej o sposobie wyrabiania kadzideł czy świec. Wolała jednak doczytać, tak na wszelki wypadek. Dopiero później zdecydowała się otworzyć opakowania po kolei i po prostu przymknąć oczy, wciągnąć zapach i pozwolić zmysłom działać.
- Dał mi pan bardzo trudny wybór - powiedziała po dłuższej chwili milczenia. Spojrzała na Richarda z delikatnym uśmiechem. - Ale wydaje mi się, że relaksujące będą idealne. Najbardziej przypadły mi do gustu, a ich działanie... Nawet jeśli delikatne, to z pewnością jest pożądane w moim zawodzie.
Rytualnych na razie nie potrzebowała, ale kto wie - może je kiedyś weźmie. Ale teraz nawet się o tym nie zająknęła, gdy odkładała pudełka. Najwyraźniej wybór nie był aż tak trudny, jak mężczyzna zakładał. Albo Delacour była na to odporna.