Właśnie to było zadziwiające, jak obaj potrafili się uzupełniać. Gdzie jeden czegoś nie lubił, drugi się tego podejmował, bo umiał, lubił. Tak jak było w umiejętnościach, tak też i w przebywaniu w społeczeństwie. Richard ze względu również na swój zawód aurorski, zdany był najczęściej na prace w terenie, na kontakty międzyludzkie, na rozmowy i zażegnania konfliktów. Nie umiał siedzieć za biurkiem więcej jak wymagający czas na spisanie raportów ze swoich działań.
Richard włączył się częściowo do tej całej rozmowy nieznajomych osób. Mimo iż określili już ich wiek, wiedzieli kto najwięcej mówi, a kto obserwuje. To jeszcze zagadką pozostawała ich czystość krwi. Choć może nie powinni aż tak głęboko się nad tym zastanawiać? Wątpliwe, aby to byli zwyczajni mugole. A może jednak? Będący w związku z czarodziejem, kibicując Pustułkom? Najlepiej byłoby się tak głęboko im nie przyglądać, aż pod krew.
Słysząc, iż wspomniane spodnie Walijczyka, zostały przechowane w domu jednego z tutejszych osób, Richard uniósł brew nie tylko w zaskoczeniu, ale i rozbawieniu. Nie wiedząc, jak dokładniej dawno to było, pomysły mieli pojebane. Nie drążył już tego tematu, widząc po niejakim Liamie, że nie chciał jakoś tego kontynuować. Wzruszenie ramion oznaczać mogło też lekceważenie tego tematu. Było, minęło.
W takim wypadku, młodszy Mulciber poruszył temat tutejszego pubu, zaciekawiony faktem, co się z nim stało. Niestety nie mieli z Robertem pojęcia, że poprzedni właściciel zmarł a cały interes przeszedł na inną osobę. Stąd te wszystkie zmiany. Szczególnie w nazwie lokalu.
- Przykra sprawa.Tyle wtrącił na razie w sprawie tego biednego właściciela Pubu O’Neills. Cóż więcej można było powiedzieć? Zrozumiał. Te informacje musiały im wystarczy. Bo może nie zawierały wszystkiego, ale też wielu nie oczekiwali. Richardowi wystarczyło na razie tyle, co było powszechnie wiadomo.
Wtem podeszła do ich stolika pracownica tego pubu, kelnerka i postawiła ich zamówienie. Richard chwycił za sztućce, słysząc przy okazji pytanie ze strony dziewczyny, siedzącej obok niego. Nie odpowiedział jej od razu, bowiem zarejestrował, że jedna z frytek została mu skradziona przez Silę. Zmrużył oczy i spojrzał na nią podejrzliwie, ale nie aresztuje jej przecież za kradzież jednej frytki. Aż tak spaczony jak brat, nie był, żeby nie jeść całej porcji, z powodu brakującej jednej z odliczonych kawałków pokrojonych ziemniaków.
Miał już odpowiedzieć dziewczynie, która wyjaśniła, skąd u niej to pytanie o Kenmare. Odpowiedzi udzielił Robert, co wewnętrznie Richarda zaskoczyło. ”Bracie, zadziwiasz mnie.” – pomyślał, i chętnie by mu te myśli nawet przesłał. Robert pokonywał granice izolacji, wchodząc małymi kroczkami do towarzystwa. Widocznie jakiś procent genów towarzyskich uchował się w nim na te lata.
Szlak Rings od Kerry, znany był im bardzo dobrze. Dlatego po latach Richard chciał znów to przeżyć. Z bratem. Przejść się tym szklakiem, znów spojrzeć w ten piękny krajobraz. A latem jest wręcz przepięknie. Relaksująco. Spokojnie. Wodospad Torc, pamiętał go dobrze z sypialni brata. Dość dużo mieli w domu krajobrazów z tego kraju. Miejsc, przez nich odwiedzanych. Zapadających w pamięć.
- Oczywiście. Obowiązkowo.Odparł w odpowiedzi dziewczynie, między kęsami swojego posiłku. Odkrajając kolejny kawałek dobrze upieczonej rybki. Koleżanka obok jednak została przyciszona przez kolegę, czy tam kimkolwiek dla niej był Padraic. Tutaj Richard lekko się uśmiechnął, ale pozwolił sobie na razie skupić się na posiłku. Doczekali się wreszcie ciepłego jedzenia, to wypadało się tym nacieszyć. Czy go zanudzała? Właściwie to nie. Mogła gadać, a on sobie zje kolację. Nie wiedział tylko jak Robert.
Niespodziewanie zaś pojawiła się kolejna osoba. Ta obok niego siedząca, nie tyle co się wydarła wołając znajomą, to Richardowi aż w uchu zadzwoniło. Na szczęście nie ogłuchł na to jedno ucho. Zmarszczył jednak brwi, kiedy wyraźnie usłyszał wypowiedziane imię nieznajomej, kolejnej członkini tego małego zgrupowania kibiców.
Nowa towarzyszka całej grupy. Faktycznie, teraz wyglądało na to, że umówili się i to w parach. Jakkolwiek dobranych. Richard przełknął swój kęs i spojrzał na niejaką Aoife. Była ładna, wyróżniała się z całej grupy damskiej części.
Na jej pytanie, to Richard się nie odezwał. Ale obserwował ukradkiem jej zachowanie. Jej postawę. Czyżby była w bliższym związku z Liamem, skoro wspomniała o siadaniu mu na kolankach? No to będą mieli widoki. Richard na moment także zerknął na brata, jakby chciał sprawdzić, jak się trzyma psychicznie w tym towarzystwie, sięgając po swój kufel z piwem, aby upić łyk.