10.03.2024, 12:47 ✶
Uśmiechnęła się delikatnie, kącikiem ust. Rekompensata to rekompensata. Przyciągnęła do siebie opakowanie, ale nie schowała go. Przesunęła tak, by było pod ręką, ale jednocześnie nie przeszkadzało. Sama sięgnęła po kieliszek wina, dając czas Mulciberowi do wyjęcie umowy. To było coś, po co tu przyszła - potrzebowała na piśmie zapewnienia, że nic nie zakłóci dostaw.
Nie spieszyła się z czytaniem jej. Wydawało się, że jeżeli o to chodzi, to blondynka albo lubiła przeciągać, albo po prostu była tak skrupulatna. Tak samo było poprzednio, przy formularzu, który wypełniała ostatnio. Sprawdziła więc dwa razy najpierw swoje dane, upewniła się że nie ma w nich żadnej pomyłki, która mogłaby posłużyć do przedwczesnego zerwania umowy. Nie o takich rzeczach słyszała, a przecież bardzo jej na tym zależało. Nie chciała więc, by gdzieśtam z tyłu tkwiło takie ryzyko. Więcej czasu poświęciła na wczytanie się w kolejne zapisy. Tak, żeby na pewno wszystko dokładnie zrozumieć. Być może robiła to specjalnie, by przetrzymać Richarda dłużej.
- Wszystko wydaje się być w porządku - odezwała się w końcu, sięgając po długopis. Ten sam, który miała ostatnio. Złożyła równy podpis, lekko pochylonymi literami. Miała ładne pismo, co wśród uzdrowicieli wcale nie było tak oczywiste. - Na ten moment taka ilość i forma dostawy jest adekwatna. Jeżeli się to zmieni, to poinformuję was, ale nie wydaje mi się, żeby to nastąpiło. Przynajmniej nie za szybko.
Powiedziała, bo przecież nie mogła mieć pewności. Beltane było porażką, Litha była spokojna. Ale czarodzieje lubili sabaty, które traktowali jak świętość. A ta świętość była zagrożona, nie mogła mieć pewności, że za chwilę ktoś znowu do niej nie przyjdzie z potężną klątwą, do której nie będzie potrzebowała czegoś więcej, w większych ilościach. Ale też nie zamierzała się nad tym bardziej zastanawiać.
Zebrała umowę, ułożyła kartki równo, a potem wręczyła ją Richardowi. Jeden egzemplarz dla niej, drugi dla nich.
- Skoro mamy to za sobą, to chciałam wręczyć wam upominek. To jedna z najlepszych butelek wina, które posiadamy u siebie. Zwykłe, bez magicznych efektów. Zrobicie z nią, co chcecie - uśmiechnęła się, przesuwając torebkę prezentową w stronę Richarda. Najwyżej jej nie przyjmie - w jej przypadku wino się nie zmarnuje. Chociaż wiedziała, że nieprzyjęcie prezentu byłoby niegrzeczne. Najwyżej sprezentują komu innemu. Nie miała pojęcia, czy pili. Ale raczej każdy, kogo Delacour spotykała na swojej drodze, pił alkohol.
Nie spieszyła się z czytaniem jej. Wydawało się, że jeżeli o to chodzi, to blondynka albo lubiła przeciągać, albo po prostu była tak skrupulatna. Tak samo było poprzednio, przy formularzu, który wypełniała ostatnio. Sprawdziła więc dwa razy najpierw swoje dane, upewniła się że nie ma w nich żadnej pomyłki, która mogłaby posłużyć do przedwczesnego zerwania umowy. Nie o takich rzeczach słyszała, a przecież bardzo jej na tym zależało. Nie chciała więc, by gdzieśtam z tyłu tkwiło takie ryzyko. Więcej czasu poświęciła na wczytanie się w kolejne zapisy. Tak, żeby na pewno wszystko dokładnie zrozumieć. Być może robiła to specjalnie, by przetrzymać Richarda dłużej.
- Wszystko wydaje się być w porządku - odezwała się w końcu, sięgając po długopis. Ten sam, który miała ostatnio. Złożyła równy podpis, lekko pochylonymi literami. Miała ładne pismo, co wśród uzdrowicieli wcale nie było tak oczywiste. - Na ten moment taka ilość i forma dostawy jest adekwatna. Jeżeli się to zmieni, to poinformuję was, ale nie wydaje mi się, żeby to nastąpiło. Przynajmniej nie za szybko.
Powiedziała, bo przecież nie mogła mieć pewności. Beltane było porażką, Litha była spokojna. Ale czarodzieje lubili sabaty, które traktowali jak świętość. A ta świętość była zagrożona, nie mogła mieć pewności, że za chwilę ktoś znowu do niej nie przyjdzie z potężną klątwą, do której nie będzie potrzebowała czegoś więcej, w większych ilościach. Ale też nie zamierzała się nad tym bardziej zastanawiać.
Zebrała umowę, ułożyła kartki równo, a potem wręczyła ją Richardowi. Jeden egzemplarz dla niej, drugi dla nich.
- Skoro mamy to za sobą, to chciałam wręczyć wam upominek. To jedna z najlepszych butelek wina, które posiadamy u siebie. Zwykłe, bez magicznych efektów. Zrobicie z nią, co chcecie - uśmiechnęła się, przesuwając torebkę prezentową w stronę Richarda. Najwyżej jej nie przyjmie - w jej przypadku wino się nie zmarnuje. Chociaż wiedziała, że nieprzyjęcie prezentu byłoby niegrzeczne. Najwyżej sprezentują komu innemu. Nie miała pojęcia, czy pili. Ale raczej każdy, kogo Delacour spotykała na swojej drodze, pił alkohol.