10.03.2024, 13:27 ✶
Sugestia, że miałby przez swoją wypowiedź zabrzmieć jak Malfoy powinna oczywiście wywołać uzasadnione oburzenie. Nieważne, czy byłoby ono szczere, czy też jedynie udawane – choć raczej należałoby się skłaniać do tej drugiej opcji. Zamiast tego, słowa Penny przywołały jednak inne skojarzenie. W dodatku na tyle istotne, że dzięki niemu można było pominąć również oburzenie przez fakt nazwania go – niesłusznie! – oszustem.
– Za to na pewno zabawne jest to, że o nim wspominasz. Tak się składa, że był wczoraj w sklepie i dość mocno zależało mu na tym, żeby cię znaleźć – zerknął na przyjaciółkę z lekkim uśmiechem, nie dodając jednak do swojej wypowiedzi żadnych dodatkowych szczegółów. Nic na temat tego, dlaczego ich wspólny znajomy tak bardzo chciał się z nią widzieć, nic o ewentualnym przebiegu tego spotkania. I oczywiście ani słowa o tym, że wcześniej rzeczywiście jakoś tak kompletnie wyleciało mu z głowy, żeby wspomnieć o tym Penny. Choć to ostatnie pewnie nawet nie powinno jakoś szczególnie dziwić. Przecież nie po raz pierwszy zdarzało mu się zapomnieć o czym potencjalnie całkiem istotnym. Obowiązkowość widocznie nie do końca współgrała z jego naturą – może właśnie stąd również ta łatwość w wyszukiwaniu sobie wymówek i wymigiwaniu się od przykrych obowiązków, do jakich zaliczało się choćby sprzątanie w sklepie. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodziło takie dokładne sprzątanie, podczas którego nie można było ograniczyć się do powierzchownego ogarnięcia tego tylko, co jako pierwsze rzucało się w oczy.
– Zawsze jest szansa na to, że kiedyś całkiem przypadkiem zabłądzi w okolicy sklepu i że, skoro i tak już tam będzie, zechce zainteresować się nim bardziej – z udawaną powagą skomentował jej kolejne słowa. I nie, to nie tak, że jakkolwiek chciałby umniejszać wysiłki Penny w rozreklamowaniu ich interesu. Przeciwnie. Ale po prostu, przyjmując zdroworozsądkowe podejście – z lekką tylko domieszką pesymizmu – dość trudno byłoby uwierzyć, że dziennikarka rzeczywiście miałaby uznać ich sklep za temat godny artykułu. Zwłaszcza, gdy na pewno nie brakowało jej pomysłów znacznie ciekawszych. A przynajmniej takich, które miały o wiele większe szanse na to, by przyciągnąć i zainteresować czytelników.
– Nie wydaje ci się, że trochę ją jednak przeceniasz? – krótkim śmiechem skwitował za to jej kompletnie bezsensowny zakup. Jasne, dziennikarze potrafili niejednokrotnie zaskoczyć tym, w jak błyskawicznym tempie informowali swoich czytelników o niektórych sprawach, ale… umówmy się. Ich sklep na pewno nie zaliczał się do tej kategorii spraw. Niezależnie od tego, jak bardzo przekonująca miałaby być Penny podczas rozmowy z dziennikarką i jakimi argumentami mogłaby się posłużyć.
I chociaż przez moment kusiło go, by wyciągnąć jej gazetę z ręki i pobieżnie przejrzeć publikowane tam artykuły – głównie w poszukiwaniu takiego, który można byłoby obśmiać – jednak pytanie Penny chwilowo odwiodło go od tego pomysłu. W teatralnym geście załamał ręce, spoglądając ponuro w kierunku lodziarni.
– Jeżeli już niedługo będę musiał zamieszać w sklepie, to wiedz, że będzie to tylko i wyłącznie twoja wina – oznajmił, siląc się na to, by zachować podczas swojej wypowiedzi śmiertelną powagę. Rozbawienie dość wyraźnie odbijające się w spojrzeniu, nieco burzyło ten efekt. – Mam nadzieję, że twoje lody przynajmniej będą tego warte.
Nie mogąc odpuścić sobie ciężkiego westchnięcia, które całkiem nieźle dopełniało wypowiedziane słowa, faktycznie skierował się wraz z nią ku lodziarni. Na szczęście ryzyko, że miałby w najbliższym czasie zostać bankrutem przez zakup lodów, pozostawało raczej niewielkie. Choć – z drugiej strony – drastycznie rosło, jeśli zbyt często miałby dawać się namówić Penny na spacery podczas festynu.
– Za to na pewno zabawne jest to, że o nim wspominasz. Tak się składa, że był wczoraj w sklepie i dość mocno zależało mu na tym, żeby cię znaleźć – zerknął na przyjaciółkę z lekkim uśmiechem, nie dodając jednak do swojej wypowiedzi żadnych dodatkowych szczegółów. Nic na temat tego, dlaczego ich wspólny znajomy tak bardzo chciał się z nią widzieć, nic o ewentualnym przebiegu tego spotkania. I oczywiście ani słowa o tym, że wcześniej rzeczywiście jakoś tak kompletnie wyleciało mu z głowy, żeby wspomnieć o tym Penny. Choć to ostatnie pewnie nawet nie powinno jakoś szczególnie dziwić. Przecież nie po raz pierwszy zdarzało mu się zapomnieć o czym potencjalnie całkiem istotnym. Obowiązkowość widocznie nie do końca współgrała z jego naturą – może właśnie stąd również ta łatwość w wyszukiwaniu sobie wymówek i wymigiwaniu się od przykrych obowiązków, do jakich zaliczało się choćby sprzątanie w sklepie. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodziło takie dokładne sprzątanie, podczas którego nie można było ograniczyć się do powierzchownego ogarnięcia tego tylko, co jako pierwsze rzucało się w oczy.
– Zawsze jest szansa na to, że kiedyś całkiem przypadkiem zabłądzi w okolicy sklepu i że, skoro i tak już tam będzie, zechce zainteresować się nim bardziej – z udawaną powagą skomentował jej kolejne słowa. I nie, to nie tak, że jakkolwiek chciałby umniejszać wysiłki Penny w rozreklamowaniu ich interesu. Przeciwnie. Ale po prostu, przyjmując zdroworozsądkowe podejście – z lekką tylko domieszką pesymizmu – dość trudno byłoby uwierzyć, że dziennikarka rzeczywiście miałaby uznać ich sklep za temat godny artykułu. Zwłaszcza, gdy na pewno nie brakowało jej pomysłów znacznie ciekawszych. A przynajmniej takich, które miały o wiele większe szanse na to, by przyciągnąć i zainteresować czytelników.
– Nie wydaje ci się, że trochę ją jednak przeceniasz? – krótkim śmiechem skwitował za to jej kompletnie bezsensowny zakup. Jasne, dziennikarze potrafili niejednokrotnie zaskoczyć tym, w jak błyskawicznym tempie informowali swoich czytelników o niektórych sprawach, ale… umówmy się. Ich sklep na pewno nie zaliczał się do tej kategorii spraw. Niezależnie od tego, jak bardzo przekonująca miałaby być Penny podczas rozmowy z dziennikarką i jakimi argumentami mogłaby się posłużyć.
I chociaż przez moment kusiło go, by wyciągnąć jej gazetę z ręki i pobieżnie przejrzeć publikowane tam artykuły – głównie w poszukiwaniu takiego, który można byłoby obśmiać – jednak pytanie Penny chwilowo odwiodło go od tego pomysłu. W teatralnym geście załamał ręce, spoglądając ponuro w kierunku lodziarni.
– Jeżeli już niedługo będę musiał zamieszać w sklepie, to wiedz, że będzie to tylko i wyłącznie twoja wina – oznajmił, siląc się na to, by zachować podczas swojej wypowiedzi śmiertelną powagę. Rozbawienie dość wyraźnie odbijające się w spojrzeniu, nieco burzyło ten efekt. – Mam nadzieję, że twoje lody przynajmniej będą tego warte.
Nie mogąc odpuścić sobie ciężkiego westchnięcia, które całkiem nieźle dopełniało wypowiedziane słowa, faktycznie skierował się wraz z nią ku lodziarni. Na szczęście ryzyko, że miałby w najbliższym czasie zostać bankrutem przez zakup lodów, pozostawało raczej niewielkie. Choć – z drugiej strony – drastycznie rosło, jeśli zbyt często miałby dawać się namówić Penny na spacery podczas festynu.