Nie miała pojęcia, jakie emocje wzbudza w Samie; jak bardzo jej obecność, zapach, wszystko czym była i wszystko czym nie była, wpływało na niego i postrzeganie rzeczywistości. I jak w takich warunkach nie wierzyć w przeznaczenie? Jaka jest szansa, że choć rodzina rozdzielona jest tysiącami kilometrów – znajdzie do siebie drogę któregoś razu…? Rzecz jasna Guinevere nie miała o tym zielonego pojęcia, jednak w przeznaczenie jak najbardziej wierzyła.
– Wiem, nie zamierzam tam iść. Ale dziękuję za ostrzeżenie – już kilka osób ją o tym informowało, a ona lubiła swoje życie, zresztą nie uważała, by posiadała umiejętności, które mogłyby jakkolwiek pomóc z sytuacją, jaka miała miejsce. Odpowiedniej wiedzy też nie miała, mogła się odnieść jedynie do tego, na co kiedyś natrafiła – że takie dziwaczne anomalie to nie jest nic nowego, że się zdarzały na przestrzeni historii. – Przykro mi, że musiałeś porzucić dom – dodała jeszcze, a potem uderzyły ją słowa, jakie powiedział. Te o mamie. O tym, że wyfrunęła i nigdy więcej jej nie widział.
Gniazdo z pisklęciem w środku, ptak, który odlatywał i zostawiał swoje młode w samotności. Nienaturalna ciemność, cień spowijający drzewa…
Guinevere drgnęła i lekko pokręciła głową, jakby odganiając od siebie te niechciane myśli i obrazy, które jej się cisnęły pod powieki.
Chciała się odezwać, powiedzieć mu coś, ale… nie wiedziała co. Nie zdążyła zresztą, bo mężczyzna wyrzucił z siebie słowa, a potem odwrócił się i rzucił się do… ucieczki? Do tych ruin, które stały nieopodal. Ginny zdążyła tylko zrobić odruchowy krok naprzód, wyciągnąć rękę, jakby chciała go zatrzymać, ale…
Przecież miał prawo odejść. Stała tak jeszcze, wpatrzona w kierunek, w którym uciekł, zszokowana, aż nawet potarła dłonią skroń.
Widziała, jak ptak ulatuje w niebo, ciemny, skrzekliwy; patrzyła za nim przez moment, nim zapatrzyła się znowu we wrzosy, między którymi stała.
Nie zamierzała go szukać, bo mężczyzna ewidentnie potrzebował pobyć sam. Dlatego westchnąwszy, po chwili odwróciła się i odeszła w drugą stronę, nie w kierunku ruin i stodoły rysującej się na tle pól i drzew.