10.03.2024, 16:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2024, 16:51 przez Erik Longbottom.)
— Może powinnaś spróbować u Prewettów — zasugerował jej, zerkając na nią z ciekawością. — Po coś mają tą stadninę, twoja rodzina też ma sporo do czynienia ze zwierzętami... Na pewno chętnie ci pomogą. A jak nie będą mieli nikogo dostępnego na miejscu, to może wskażą kogo szukać. — Wzruszył lekko ramionami. — Jeśli u nich ci nie wyjdzie, to zawsze zostają gazety.
Chociaż pomagał parokrotnie Elliotowi w kwestiach związanych z ratowaniem koni z gorszych hodowli, tak sam nigdy nie wyrażał dużego zainteresowania jeździectwem. Może przez ten wzrost? I tak był ogromny, więc dopasowanie do niego żywego zwierzęcia byłoby jeszcze trudniejsze niż dobranie odpowiedniego modelu miotły w sklepie sportowym.
— Odnoszę wrażenie, że problem tkwi w wyższych sferach, nie zaś w całym społeczeństwie — wtrącił się nieco poważniejszym tonem, jaki rezerwował na dysputy dotyczące polityki i zmian zachodzących w świecie czarodziejów. — Aranżowane małżeństwa to relikt przeszłości, który dalej ma się dobrze wśród niektórych rodzin, a to rodzi sporo problemów. Władza w tych rodzinach często spoczywa w rękach mężczyzn, a ci czasem są odległymi krewnymi. Taki ktoś widzi dziewczynę raz przy chrzcie, a kilkanaście lat później ma decydować o tym, za kogo wyjdzie za mąż.
Skrzywił się. Czarodziejska arystokracja miała obsesję nie tylko na punkcie czystości krwi, ale także dziedzictwa, czy to finansowego, czy kulturowego związanego z ich statusem. Tutaj też można było się dopatrywać powodów gorszego traktowania kobiet. Jeśli w danym rodzie urodziło się więcej kobiet niż mężczyzn, jak okropnie by to nie brzmiało, mogły stać się walutą w wojenkach o wpływy, swoistym zabezpieczeniem części rodzinnej fortuny i inwestycją w to, że współpraca dwóch połączonych rodzin przyniesie obopólne korzyści.
— W tej sprawie, wydaje mi się, że jesteśmy w tyle za mugolami. Oni szybciej się zmieniają, łatwiej adaptują — kontynuował, krzywiąc się lekko na swoje własne słowa. — Postęp zachodzi szybciej, pewnie dlatego, że jest ich więcej, więc muszą brać pod uwagę więcej czynników, a u nas idzie to zdecydowanie wolniej. Czysta krew ma dużo do powiedzenia i próbując chronić to, co mają, wszystko spowalniają.
Przynajmniej taka była jedna z teorii. Arystokracja nie chciała ryzykować, że do upadku rodowego dziedzictwa dojdzie za ich wachty. Woleli kąsać i rzucać się rękami i nogami, byleby tylko postawić na swoim. Co tam społeczeństwo, co tam cierpienie młodszych pokoleń, ważne, żeby historia nie wskazała ich jako tych, którzy pozwolili na upadek tradycyjnych wartości i doprowadzili do upadku familii. Świat mógłby płonąć, ale na podanie wiadra z wodą czekaliby do ostatniej chwili... a może wcale by go nie podali, tylko kopnęli, wylewając zawartość na popioły.
— Bo nie każdy człowiek chce, aby jego życie było niekończącą się przygodą? — podsunął przymilnie, uśmiechając się pod nosem. — Gdybyś codziennie polowała na giganty czy trytony, w końcu by ci się to znudziło. Łatwiejsze zlecenia pomagają ci docenić wagę poważniejszych łowów, bo są trudniejsze, a dzięki temu i wyjątkowe. Dla nich jest podobnie. — Uniósł szklaneczkę z alkoholem, wskazując na scenę. — Przez większość roku mogą grać w tanich szmirach, ale gdy już dostają rolę w czymś, co zwiastuje sukces, ekscytują się jak małe dzieci. — Przesunął szklankę, wskazując na widownię na niższym poziomie sali. — A oni... Cóz, dla nich to wyjście do teatru to też jakaś odskocznia. Kiedy dziesięć razy pójdziesz na bankiet, a raz do teatru, to sztuka bardziej zapada w pamięć, niż niezobowiązujące rozmowy z damami i dżentelmenami.
Na pytanie Ger, skinął niespiesznie głową, jednak jeśli kobieta bliżej mu się przyjrzała, mogła zauważyć, że jego oczy były zaszklone. Raczej trudno byłoby jej jednak określić, czy był to efekt alkoholu, czy też wspomnień i myśli targających obecnie jego biedny umysł. Upił nieco whiskey, z błogością przyjmując kolejną falę ciepła, która rozlała się po jego ciele.
— Tak. Inna wersja. Bardziej... Dokładniejsza. Ktoś tu musiał popełnić plagiat. — Zaśmiał się krótko, rozglądając się na prawo i lewo. — I w sumie taki dialog mógłby paść. Po prostu nieco ugrzeczniony, na przykład... Uprzejmie proszę panienkę o poinformowanie mnie, jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy lub wątpliwości w związku z obecną sytuacją panienki. — Pokręcił głową rozbawiony. — Myślisz, że mają tu jakieś przekąski?
Chociaż pomagał parokrotnie Elliotowi w kwestiach związanych z ratowaniem koni z gorszych hodowli, tak sam nigdy nie wyrażał dużego zainteresowania jeździectwem. Może przez ten wzrost? I tak był ogromny, więc dopasowanie do niego żywego zwierzęcia byłoby jeszcze trudniejsze niż dobranie odpowiedniego modelu miotły w sklepie sportowym.
— Odnoszę wrażenie, że problem tkwi w wyższych sferach, nie zaś w całym społeczeństwie — wtrącił się nieco poważniejszym tonem, jaki rezerwował na dysputy dotyczące polityki i zmian zachodzących w świecie czarodziejów. — Aranżowane małżeństwa to relikt przeszłości, który dalej ma się dobrze wśród niektórych rodzin, a to rodzi sporo problemów. Władza w tych rodzinach często spoczywa w rękach mężczyzn, a ci czasem są odległymi krewnymi. Taki ktoś widzi dziewczynę raz przy chrzcie, a kilkanaście lat później ma decydować o tym, za kogo wyjdzie za mąż.
Skrzywił się. Czarodziejska arystokracja miała obsesję nie tylko na punkcie czystości krwi, ale także dziedzictwa, czy to finansowego, czy kulturowego związanego z ich statusem. Tutaj też można było się dopatrywać powodów gorszego traktowania kobiet. Jeśli w danym rodzie urodziło się więcej kobiet niż mężczyzn, jak okropnie by to nie brzmiało, mogły stać się walutą w wojenkach o wpływy, swoistym zabezpieczeniem części rodzinnej fortuny i inwestycją w to, że współpraca dwóch połączonych rodzin przyniesie obopólne korzyści.
— W tej sprawie, wydaje mi się, że jesteśmy w tyle za mugolami. Oni szybciej się zmieniają, łatwiej adaptują — kontynuował, krzywiąc się lekko na swoje własne słowa. — Postęp zachodzi szybciej, pewnie dlatego, że jest ich więcej, więc muszą brać pod uwagę więcej czynników, a u nas idzie to zdecydowanie wolniej. Czysta krew ma dużo do powiedzenia i próbując chronić to, co mają, wszystko spowalniają.
Przynajmniej taka była jedna z teorii. Arystokracja nie chciała ryzykować, że do upadku rodowego dziedzictwa dojdzie za ich wachty. Woleli kąsać i rzucać się rękami i nogami, byleby tylko postawić na swoim. Co tam społeczeństwo, co tam cierpienie młodszych pokoleń, ważne, żeby historia nie wskazała ich jako tych, którzy pozwolili na upadek tradycyjnych wartości i doprowadzili do upadku familii. Świat mógłby płonąć, ale na podanie wiadra z wodą czekaliby do ostatniej chwili... a może wcale by go nie podali, tylko kopnęli, wylewając zawartość na popioły.
— Bo nie każdy człowiek chce, aby jego życie było niekończącą się przygodą? — podsunął przymilnie, uśmiechając się pod nosem. — Gdybyś codziennie polowała na giganty czy trytony, w końcu by ci się to znudziło. Łatwiejsze zlecenia pomagają ci docenić wagę poważniejszych łowów, bo są trudniejsze, a dzięki temu i wyjątkowe. Dla nich jest podobnie. — Uniósł szklaneczkę z alkoholem, wskazując na scenę. — Przez większość roku mogą grać w tanich szmirach, ale gdy już dostają rolę w czymś, co zwiastuje sukces, ekscytują się jak małe dzieci. — Przesunął szklankę, wskazując na widownię na niższym poziomie sali. — A oni... Cóz, dla nich to wyjście do teatru to też jakaś odskocznia. Kiedy dziesięć razy pójdziesz na bankiet, a raz do teatru, to sztuka bardziej zapada w pamięć, niż niezobowiązujące rozmowy z damami i dżentelmenami.
Na pytanie Ger, skinął niespiesznie głową, jednak jeśli kobieta bliżej mu się przyjrzała, mogła zauważyć, że jego oczy były zaszklone. Raczej trudno byłoby jej jednak określić, czy był to efekt alkoholu, czy też wspomnień i myśli targających obecnie jego biedny umysł. Upił nieco whiskey, z błogością przyjmując kolejną falę ciepła, która rozlała się po jego ciele.
— Tak. Inna wersja. Bardziej... Dokładniejsza. Ktoś tu musiał popełnić plagiat. — Zaśmiał się krótko, rozglądając się na prawo i lewo. — I w sumie taki dialog mógłby paść. Po prostu nieco ugrzeczniony, na przykład... Uprzejmie proszę panienkę o poinformowanie mnie, jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy lub wątpliwości w związku z obecną sytuacją panienki. — Pokręcił głową rozbawiony. — Myślisz, że mają tu jakieś przekąski?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞