- Oni za mną nie przepadają, wiesz, dla nich jestem mordercą biednych zwierzątek. - Nawet jakoś specjalnie po niej nie było widać, żeby się przejęła tym, co mówiła. Miała świadomość, że w oczach wielu osób wygląda właśnie w ten sposób, szkoda, że dopiero jak im się paliła dupa, a trolle stawały się problemem to zmieniali zdanie. Przywykła do tego. - Gazeta, to w sumie nie jest zły pomysł. Ty to jednak zawsze doradzisz. - Na pewno będzie o tym pamiętać, wypadałoby wreszcie zająć się spełnianiem marzeń, chyba to był dobry moment na takie aktywności, bo dni były długie i faktycznie znalazłaby chwilę, żeby móc się tym zająć.
- To jest straszne, nie sądzisz? - Sama myśl o tym, że jej rodzice mogliby ją sprzedać jak jakieś zwierzę strasznie ją przerażała. Na szczęście nie byli, aż tak bardzo zainteresowani tematem. Może i Jen pytała, kiedy wreszcie się ustatkuje, jednak nie zmuszali jej do żadnych, radykalnych poczynań. Ogromnie była im za to wdzięczna. Bawiło ją nawet to, że sugerowali jej, żeby dla świętego spokoju wyszła za Theseusa, który był jej przyjacielem. W tym przypadku nie przeszkadzała im jego średnio czysta krew. To musiała być prawdziwa desperacja. - Dobrze, że nasze rodziny nie są aż tak zafiksowane na tym punkcie, ciebie też nie cisną jakoś specjalnie, co nie? - W końcu Erik był w podobnym wieku do niej, jechali tak naprawdę na tym samym wózku, chociaż facetom i tak było łatwiej, o nich nie zaczynano mówić jako o starych pannach, kiedy skończyli ćwierćwiecze.
- Tak, dokładnie tak jest, te fanaberie czystokrwistych wszystko utrudniają, dziwi mnie to, że wolą krzyżować się między sobą, niż korzystać z nowej, magicznej krwi. Dzięki temu przecież będzie mniej chorób, oni są tak strasznie zacofani, że aż mnie to odrzuca. Znaczy, oczywiście doceniam to, że pochodzimy z rodzin, które są szanowane. Nie ma też co ukrywać, że dzięki temu jest nam łatwiej, sam masz świadomość, jak to działa. - Ich rodziny budowały swoje fortuny od lat, dzięki temu też mieli poszanowanie wśród innych czarodziejów, jednak to nie było najważniejsze w życiu. Ona by nie miała problemu z tym, aby związać się z mugolakiem, ba nawet znalazł się taki jeden, o którym częściej myślała. Nie widziała w tym nic nietypowego, bo krew zupełnie nie miała dla niej znaczenia.
- Tak mugole radzą sobie świetnie, mam wrażenie, że dużo lepiej od czarodziejów. Są do tego trochę zmuszeni, ale mimo wszystko, jestem dla nich pełna podziwu, nie boją się zmian. - Imponowało jej to w pewien sposób, nigdy też nie wstydziła się swoich poglądów związanych z niemagicznymi. Uważała, że magiczny świat mógłby się od nich wiele nauczyć.
- Nie? Nie każdy człowiek tego chce? - Yaxley marzyła o tym, żeby jej życie nie było nudne. Najchętniej ciągle by podróżowała i polowała na prawdziwe bestie, tyle, że próbowała wyważyć jakoś to wszystko. W końcu musiała też poświęcać czas rodzinie i przyjaciołom, aby na starość nie obudzić się samotnie w jakimś obskurnym mieszkaniu. Nie chciałaby tak skończyć, zdecydowanie, dlatego właśnie coraz więcej czasu spędzała w Londynie i zajmowała się tymi prostymi zleceniami. - Dzięki za to porównanie, w ogóle nie znam się na tych artystycznych sprawach, chociaż nie wiem, jakbym zagrała w czymś niesamowitym, to chyba nie chciałabym wracać do szmir. - Tyle, że ile głównych, wyjątkowych ról był w stanie zagrać jeden aktor? Czasem przecież kariera opierała się na zagraniu jednej roli.
Ger sięgnęła po szklankę, zdziwiła się, bo była pusta. Bardzo szybko więc zadbała o to, aby w jej dłoni znalazło się kolejne szkło pełne bursztynowego trunku. Kochała whisky, od bardzo dawna był to jej ulubiony trunek, to nim upiła się pierwszy raz, na jednym z przyjęć w jej rodzinnej rezydencji. Ukradła ojcu butelkę i wypiła ją z jednym z przyjaciół. Wspaniały czas. Na samo wspomnienie zrobiło jej się przyjemnie.
Zauważyła, że Erik miał zaszklone oczy, czyżby ta sztuka go wzruszyła? Nie spodziewała się, że jest tak bardzo emocjonalny, najwyraźniej przygody kapłana i jego nowej miłości zrobiły na nim wielkie wrażenie. Nie zamierzała tego komentować w żaden sposób.
- Ech, ugrzeczniona, nie znoszę takiej poprawności politycznej na siłę, wiesz, że ludziom bardziej by się podobało, gdyby ten język był przystępny, taki normalny? - Przynajmniej wszyscy byliby go w stanie zrozumieć.
- Przekąski! - Odparła z nieukrywanym entuzjazmem. Erik nadal nie przestawał jej zaskakiwać swoją błyskotliwością. - Na pewno mają, Eriku, mój drogi przyjacielu. - Może nad wyraz używała tych słów, jednak w pewien sposób traktowała go jako swojego przyjaciela. - Czy masz chęć uciec stąd ze mną i wyruszyć na łowy, zapolujemy na jakieś jedzenie, a przy okazji nie będziemy musieli tutaj dalej siedzieć. - Nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie wzięła do ręki całej butelki alkoholu, przecież był im potrzebny do tego, aby lepiej trawili to co przyjdzie im zjeść. - To propozycja nie do odrzucenia. - Dodała jeszcze, jakby się wahał.