10.03.2024, 20:17 ✶
Czyżbym podjął odpowiednią decyzję? Obnażałem się przed Ojcem ze swoimi słabościami, miałem wyznać mu swoje przewinienia. Pękłem i dobrze, bo on to wszystko widział. Ten strach, tę niepewność w moich ruchach. Od samego początku byłem skazany na porażkę, więc gra czy udawanie nie miało racji bytu. Przepadłbym, skończyłbym jeszcze gorzej w oczach Ojca. O ile tak się w ogóle dało. Widziałem jego niesmak, kiedy na moment uniosłem wzrok, kiedy nasze oczy na drobną chwilę się spotkały. W takich momentach duma ulatywała niczym powietrze z przebitego balonika.
- Zawiodłem, Ojcze - odparłem w ramach odpowiedzi na jego pytanie. Już nawet nie zamierzałem zadawać tego pytania, które mnie nurtowało w Kromlechu - co by zrobił Ojciec na moim miejscu? Teraz, kiedy było już po wszystkim, kiedy nie miałem już możliwości wyboru, nie byłem pijany ani spięty, odpowiedź była jasna, oczywista, przejrzysta. Mimo wszystko jednak, wciąż zapewne bym nie powstał, gdybym mógł cofnąć czas. Wciąż siedziałbym na tyłku, czując się niegodnym tego spektaklu.
- Dostałem wezwanie na spotkanie, na którym wybierano Lewą Rękę. Stchórzyłem i... I nie zgłosiłem swojej kandydatury. Zrobili to Martes, Vacca i Papilio. Odbyło się głosowanie, w trakcie którego reszta miała się oddalić, więc to zrobiłem. Zagłosowałem i opuściłem Kromlech - przyznałem z ciężkim sercem. Pewna siebie poza zniknęła już dawno. Został wstrętny robak, którego należało zgnieść. Dokładnie tak jak postąpił Voldemort ze zdrajcą na tym spotkaniu... A może i gorzej. - Zrozumiem, jeżeli będziesz... zamierzał mnie ukarać... Jak to Czarny Pan zrobił ze... zdrajcą - dodałem, wręcz szepcząc słowo zdrajca. Sam osobiście nie chciałem nim być, ale jak inaczej mogłem siebie określić, jeśli właśnie zadziałałem na niekorzyść naszej rodziny? Dzięki mnie mogliśmy mieć większą władzę, większa kontrolę, większy dostęp do mocy Voldemorta, a tak... Ani nie umacniałem swojego stanowiska, ani nie spełniałem swoich pragnień związanych z posiadaniem bezbrzeżnej mocy. Po prostu kuliłem się w tym miejscu jak wstrętny robak.
- Zawiodłem, Ojcze - odparłem w ramach odpowiedzi na jego pytanie. Już nawet nie zamierzałem zadawać tego pytania, które mnie nurtowało w Kromlechu - co by zrobił Ojciec na moim miejscu? Teraz, kiedy było już po wszystkim, kiedy nie miałem już możliwości wyboru, nie byłem pijany ani spięty, odpowiedź była jasna, oczywista, przejrzysta. Mimo wszystko jednak, wciąż zapewne bym nie powstał, gdybym mógł cofnąć czas. Wciąż siedziałbym na tyłku, czując się niegodnym tego spektaklu.
- Dostałem wezwanie na spotkanie, na którym wybierano Lewą Rękę. Stchórzyłem i... I nie zgłosiłem swojej kandydatury. Zrobili to Martes, Vacca i Papilio. Odbyło się głosowanie, w trakcie którego reszta miała się oddalić, więc to zrobiłem. Zagłosowałem i opuściłem Kromlech - przyznałem z ciężkim sercem. Pewna siebie poza zniknęła już dawno. Został wstrętny robak, którego należało zgnieść. Dokładnie tak jak postąpił Voldemort ze zdrajcą na tym spotkaniu... A może i gorzej. - Zrozumiem, jeżeli będziesz... zamierzał mnie ukarać... Jak to Czarny Pan zrobił ze... zdrajcą - dodałem, wręcz szepcząc słowo zdrajca. Sam osobiście nie chciałem nim być, ale jak inaczej mogłem siebie określić, jeśli właśnie zadziałałem na niekorzyść naszej rodziny? Dzięki mnie mogliśmy mieć większą władzę, większa kontrolę, większy dostęp do mocy Voldemorta, a tak... Ani nie umacniałem swojego stanowiska, ani nie spełniałem swoich pragnień związanych z posiadaniem bezbrzeżnej mocy. Po prostu kuliłem się w tym miejscu jak wstrętny robak.