Skoro Isabell nie zamierzała im wszystkiego utrudniać, mogli odsunąć się na bok. Oddalić w jakieś nieco bardziej ustronne miejsce. Spokojniejsze? O ile takie można było znaleźć na tym wieżowcu. Zwłaszcza teraz, kiedy zorganizowane zostało tutaj całkiem spore przyjęcie. Choć nie przyznałaby się do tego na głos, potrzebowała odetchnąć. Odpocząć. Nabrać powietrza w płuca. Nie tak to sobie wyobrażała. I kiedy jej oczekiwania rozpadły się niczym domek z kart... zaczynała mieć wrażenie, że spada. Renigald zaś, nie oszukujmy się, nie był w tym momencie kimś, na kim mogła polegać. Zaufać, że ją złapie. Uchroni przed bolesnym upadkiem. Nawet jeśli na ten moment zachowywał się nienagannie... Penny znała go zbyt długo, żeby się na to nabrać.
Wiedziała, że popełniła duży błąd i wszystko sobie skomplikowała.
Zdawała sobie sprawę, że konsekwencje tego z pewnością ją dopadną.
- Nie musisz mi tu teraz prawić kazania, Regina. - uprzedziła go, kiedy zatrzymali się niemalże samej krawędzi budynku. Zabudowania były tutaj na tyle wysokie, że mogli oprzeć się o murek okalający całą tą przestrzeń, na której odbywało się przyjęcie. A przynajmniej swobodnie mogła to zrobić sama Penny.
Pozwoliła sobie na to, żeby podziwiać widok. Panoramę Londynu, o której wspominała już wcześniej. Nieco ją to uspokajało. Pomagało poukładać myśli w głowie. Panował tutaj teraz całkiem spory chaos, ale czy powinno to kogokolwiek dziwić?
Przez dłuższą chwilę panowała pomiędzy nimi cisza. Może obydwoje potrzebowali jakoś to wszystko przetrawić? W końcu podobne rzeczy nie dzieją się na co dzień. A jeśli dzieją się w przypadku Reginy, to powinien rozważyć zmianę otoczenia. Znajomych. Dokładnie coś takiego by mu doradziła.
- Mam nadzieje, że nie będziesz miał z tego powodu większych problemów. - wreszcie zabrała głos. Nawet dało się wychwycić w jej tonie... jakąś taką szczerość? Było jej głupio, że rozegrała to wszystko w aż tak idiotyczny sposób. Zwłaszcza, że mogli próbować rozwiązać to na wiele innych sposobów. Bez pakowania się w problemy. Stało się jednak co się stało, nie było sensu rozpaczać nad mlekiem, które już się rozlało. - Poza tym... wiesz, nie w taki sposób wyobrażałam sobie własne zaręczyny? - tutaj nawet parsknęła śmiechem, choć był to jakiś taki nie do końca wesoły śmiech. Wychwycić dało się w nim coś na kształt rezygnacji. - No i nie obraź się, ale kompletnie nie wpisujesz się w obraz tego... po prostu nie masz nic, czego oczekiwałabym od swojego potencjalnego partnera. - pokręciła przy tym głową. Nie to, że Renigald był jakiś niesamowicie odrażający i inne takie, ale jak na młodą dziewczynę przystało, ona, Penelope Anne Weasley, miała swoje oczekiwania. Wyobrażenia, które najpewniej nijak miały się do rzeczywistości, ale... kto człowiekowi zabroni od czasu do czasu pobujać sobie trochę w obłokach? To bywało naprawdę przyjemne.
A że później prowadziło do bolesnych rozczarowań? Nieistotny szczegół.