Upiła łyk kawy z wkładką, którą sobie przygotowała. Nawet się nie skrzywiła, kiedy poczuła smak alkoholu, przyjemnie palił jej ciało i pozostawiał gorzki posmak na języku. Ciepły wiatr wdzierał się do mieszkania przez otwarte okno, przyjemnie plątał jej włosy. Co chwila strzepywała popiół za okno, nie przejmowała się tym, że może komuś wlecieć do oka. To wcale nie tak, że nie chciało jej się podnosić tyła, który w tej chwili wydawał się być bardzo ciężki... Popielniczka leżała na stole oddalonym ledwie o kilka kroków. Jej chęci do czegokolwiek aktualnie oscylowały w okolicach zera.
Usłyszała kroki, które zwiastowały rychłe nadejście któregoś z mieszkańców, były zbyt głośne jak na Kim, ona była drobniutka, ledwo można było usłyszeć, jak tupta po mieszkaniu, psy poruszały się zdecydowanie szybciej, to musiał być więc Astaroth. Zgodziła się ich przyjąć do siebie, bo chciała mieć na niego oko, chciała mieć pewność, że jakoś sobie radzi po tym, co go spotkało. Nie umiała sobie wyobrazić takiego piętna, czekało go życie wieczne, zabawne, że ona polowała na takich jak on, zresztą nie tylko ona, cała ich rodzina, a teraz przekleństwo dosięgło i ich. Los umiał żartować, zdecydowanie. Oczywiście nigdy nawet przez myśl jej nie przyszło, że powinni się go pozbyć, był jej słodkim, młodszym braciszkiem, oczkiem w głowie. Właśnie dlatego postanowiła wziąć go pod swoje skrzydła, a wraz z nim trafiła tutaj też ta dziewczyna. Zrobiło się tłoczno, dwa psy, troje ludzi, w sumie to, Ast nie był już człowiekiem, ale to chyba nie był czas na takie filozoficzne rozmyślenia.
Przed nim zawsze próbowała trzymać pion, próbowała udawać, że radzi sobie ze wszystkim, musiała. W końcu była jego starszą siostrą, powinna dawać mu przykład. Nie widział jej w najgorszych momentach, dbała o to, aby nikt z rodziny nie widział, jak blisko dna zdarzało jej się gościć. Nie musieli tego wiedzieć. Dosyć szybko wyprowadziła się z domu, żeby nikt jej nie kontrolował. Tak było prościej, od zawsze bowiem wykazywała dziwne upodobanie do autodestrukcji. Pakowała się w te dziwne związki, wybierała podejrzane zlecenia, jakby sama chciała się zniszczyć.
Zdawała sobie sprawę, że ostatnio przekraczała granicę - znowu. Niestety teraz on miał szansę to widzieć, musiałby być głupi, żeby się nie domyśleć, że zaczęła taplać się w gównie.
- Myślę, że taka harpia nie zdążyłaby wystawić pazurów, a zostałaby pozbawiona głowy. - Uniosła kąciki ust w uśmiechu i przeniosła wzrok w stronę drzwi. Lubiła na niego patrzeć, gdy był dzieckiem zastanawiała się, kim będzie, jaką ścieżką będzie podążał, nie zakładała jednak takiego scenariusza, nikt się chyba nie spodziewał, że tak może potoczyć się jego życie. Musiała go chronić przed całym światem, gdyby ktoś się dowiedział... Wolała nawet nie myśleć o konsekwencjach, jakie mogły się pojawić.
- Kawy? - Zapytała jeszcze, żeby nie było. Nie miała pojęcia, czy kawa w jakikolwiek sposób teraz na niego oddziałuje, dopiero, gdy stał się wampirem zauważyła, jak mało o nich wie, bo nie musiała dużo wiedzieć, aby na nie polować.