11.03.2024, 08:46 ✶
Na Nokturnie zwykle swoi przejmowali się swoimi, a dzieci pozostawione bez nadzoru mało kogo obchodziły. Na całe szczęście Marilla ze swojej pomyłki zdała sobie sprawę dość szybko: ledwo dzieciak zaczął wrzeszczeć, bo to nie był głos Lizzy, poza tym ta na pewno nie wyrzucałaby z siebie takich absurdów. Changówna nie puściła od razu jedynie dlatego, że gówniara próbowała ją ugryźć, a takie ugryzienie bywały bolesne i wymagały zdezynfekowania, a ona akurat wczoraj użyła ostatniej fiolki mikstury dezynfekującej.
- Spróbuj tego znowu, to ci oddam.
Potrząsnęła lekko, ot tak, dla podkreślenia. Nie ciągnęło jej do bicia dzieci, ale wychowana na Nokturnie nie miała też tego "normalnego" ponoć odruchu nakazującego ochronę młodych i zabraniającego podnoszenia na nich ręki.
- Mógłby spróbować - skwitowała pogróżki o wujku. Szumowin na Nokturnie nie brakowało, ale nawet jeśli dziewczynka w istocie miała jakiegoś przejmującego się nią wujka (rzadkość w tej okolicy), do Changówna ani myślała się tym przejmować. Rzadko zresztą przejmowała się czymkolwiek albo kimkolwiek poza Madeleine Chang i jej wolą, według której działała nie tylko rodzina i palarnia, ale też całą najbliższa okolica tej ostatniej.
- Pomyliłam cię z kimś - oświadczyła suchym tonem, rozluźniając uścisk. - Gdybym zamierzała cię porywać, zaczęłabym od silenco, ale na nic mi jakieś dziecko z Nokturna. - Nawet gdyby używała składników ludzkiego pochodzenia do eliksirów, to te z dorosłych były przecież bardziej ekonomiczne.
Zmierzyła dzieciaka spojrzeniem. Była faktycznie strasznie podobna do Elizabeth, ale jakby trochę mniej oberwana, przynajmniej jak na standardy Nokturnu. Jeśli mała chciała uciekać, Marilla ani myślała jej łapać - w okolicy pełno było innych, którym mogła zadać pytania, nawet jeśli część pierzchła przed zamieszaniem. Za gorąco było, żeby się męczyć, poza tym nie chciało się jej po prostu wywoływać żadnych dramatów, na wypadek, gdyby wujek dziewczynki faktycznie był jakimś seryjnym mordercą. Jeszcze potem trzeba by poświęcić czas temu problemowi...
- Widziałaś gdzieś Elizabeth Turpin? Twój wzrost, podobne włosy, też taka blada.
@Megajra McKinnon
- Spróbuj tego znowu, to ci oddam.
Potrząsnęła lekko, ot tak, dla podkreślenia. Nie ciągnęło jej do bicia dzieci, ale wychowana na Nokturnie nie miała też tego "normalnego" ponoć odruchu nakazującego ochronę młodych i zabraniającego podnoszenia na nich ręki.
- Mógłby spróbować - skwitowała pogróżki o wujku. Szumowin na Nokturnie nie brakowało, ale nawet jeśli dziewczynka w istocie miała jakiegoś przejmującego się nią wujka (rzadkość w tej okolicy), do Changówna ani myślała się tym przejmować. Rzadko zresztą przejmowała się czymkolwiek albo kimkolwiek poza Madeleine Chang i jej wolą, według której działała nie tylko rodzina i palarnia, ale też całą najbliższa okolica tej ostatniej.
- Pomyliłam cię z kimś - oświadczyła suchym tonem, rozluźniając uścisk. - Gdybym zamierzała cię porywać, zaczęłabym od silenco, ale na nic mi jakieś dziecko z Nokturna. - Nawet gdyby używała składników ludzkiego pochodzenia do eliksirów, to te z dorosłych były przecież bardziej ekonomiczne.
Zmierzyła dzieciaka spojrzeniem. Była faktycznie strasznie podobna do Elizabeth, ale jakby trochę mniej oberwana, przynajmniej jak na standardy Nokturnu. Jeśli mała chciała uciekać, Marilla ani myślała jej łapać - w okolicy pełno było innych, którym mogła zadać pytania, nawet jeśli część pierzchła przed zamieszaniem. Za gorąco było, żeby się męczyć, poza tym nie chciało się jej po prostu wywoływać żadnych dramatów, na wypadek, gdyby wujek dziewczynki faktycznie był jakimś seryjnym mordercą. Jeszcze potem trzeba by poświęcić czas temu problemowi...
- Widziałaś gdzieś Elizabeth Turpin? Twój wzrost, podobne włosy, też taka blada.
@Megajra McKinnon