11.03.2024, 09:48 ✶
Och, absolutnie nie miał zamiaru się mieszać. Ale nie zamierzał też uciekać jak szczur z tonącego okrętu. Potrzebował od czasu do czasu rozrywki, a patrzenie na to, jak inni skaczą sobie do gardeł, było czymś właśnie na jej kształt. Po jego postawie widać było, że absolutnie nie miał zamiaru interweniować. Po prostu obserwował, chociaż na krótką chwilę jego wzrok pochwycił fiolkę, która wylądowała na podłodze przy bucie Nicholasa. Uniósł brew lekko, nieznacznie, ale nie skomentował. Widział ten grymas na twarzy Traversa, wiedział że jest zirytowany. A więc jednak potrafił okazywać emocje w najmniej spodziewanych momentach. Interesujące. Na krótki moment ich spojrzenia się spotkały, a w oczach Lestrange'a Nick mógł dostrzec odrobinę rozbawienia. Takiego typowo młodzieńczego, szczenięcego wręcz. W rzadkich momentach szło sobie przypomnieć, że Rodolphus był naprawdę młody.
- Milly, skarbie - chłopak przekrzywił na moment głowę, wlepiając oczy w kobietę. Mężczyzna, który do tej pory się z nią kłócił, drgnął. Nie zarejestrował, jak weszli. Był tak pochłonięty odbijaniem i unikaniem kolejnych lecących w niego przedmiotów, że kompletnie zignorował otoczenie.
- Ach, pan Lestrange! Jak zwykle w porę! Widzisz, gnoju! Mam plecy w ministerstwie magii! - oczywiście, że tak ruda przekupka wyciągnęła Ministerstwo Magii, by stanęło na jej. - Pan Lestrange jest kimś bardzo, bardzo ważnym! A skoro tu kupuje, to nie może być mowy o oszustwie! Proszę mu powiedzieć!
Tupnęła nogą, żeby nadać swojej prośbie nieco bardziej zdecydowanego wydźwięku. Jej dłoń nadal ściskała słoik. W środku chyba były... Wyglądało jak oczy. Malutkie, pływały w czymś przezroczystym. Chyba należały do traszki. Albo żaby, były w końcu podobne, a nikogo nie interesowało, co to dokładnie było.
Czy mu się podobało to, w jaki sposób ruda chciała się wywinąć? Nie. Ale czy wierzył, że mają do czynienia z kimś, kto faktycznie nie potrafił czytać czy stosować się do zaleceń? Cóż... Też nie. W zasadzie go to nie interesowało, bo tak samo podejrzewał jedno, jak i drugie, o oszustwo. Ale miał jakiś cel w tym, by zaznaczyć ich obecność w tej kłótni.
- Ja... Wrócę później - być może by się kłócił, ale facet był o dwie głowy niższy zarówno od Nicholasa, jak i Rodolphusa. Był dobrze zbudowany, ale chyba miał na tyle oleju w głowie, by nie zaczynać się do pracownika ministerstwa i drugiej osoby, która być może również była "ważnym panem z Ministerstwa Magii". Zaczął się wycofywać.
- Jak cię jeszcze raz na oczy zobaczę, to ten słoik wyląduje na twoim łbie! - kobiety potrafiły być bardzo zajadłe. Ta tu nie była wyjątkiem. Uspokoiła się trochę na widok Niewymownych, ale nie puszczała słoika, zanim mężczyzna nie znalazł się przy drzwiach. Wycofywał się rakiem, jak tchórz, nagle schodząc z tonu, chociaż nie przepraszał nikogo. Ale jakoś tak dziwnie patrzył na Traversa i wciąż trzymał w dłoni różdżkę. Na Rodolphusa tylko rzucił okiem, bo mężczyzna już odklejał plecy do ściany i podchodził do rudowłosej, kompletnie ignorując krzykacza. Analizował pewien scenariusz w głowie, był zajęty. Ale wyraźnie dał do zrozumienia swoją postawą, że teraz jego kolej, a facet niech spierdala, o ile Nick nie postanowi się zemścić za te buty.
- Milly, skarbie - chłopak przekrzywił na moment głowę, wlepiając oczy w kobietę. Mężczyzna, który do tej pory się z nią kłócił, drgnął. Nie zarejestrował, jak weszli. Był tak pochłonięty odbijaniem i unikaniem kolejnych lecących w niego przedmiotów, że kompletnie zignorował otoczenie.
- Ach, pan Lestrange! Jak zwykle w porę! Widzisz, gnoju! Mam plecy w ministerstwie magii! - oczywiście, że tak ruda przekupka wyciągnęła Ministerstwo Magii, by stanęło na jej. - Pan Lestrange jest kimś bardzo, bardzo ważnym! A skoro tu kupuje, to nie może być mowy o oszustwie! Proszę mu powiedzieć!
Tupnęła nogą, żeby nadać swojej prośbie nieco bardziej zdecydowanego wydźwięku. Jej dłoń nadal ściskała słoik. W środku chyba były... Wyglądało jak oczy. Malutkie, pływały w czymś przezroczystym. Chyba należały do traszki. Albo żaby, były w końcu podobne, a nikogo nie interesowało, co to dokładnie było.
Czy mu się podobało to, w jaki sposób ruda chciała się wywinąć? Nie. Ale czy wierzył, że mają do czynienia z kimś, kto faktycznie nie potrafił czytać czy stosować się do zaleceń? Cóż... Też nie. W zasadzie go to nie interesowało, bo tak samo podejrzewał jedno, jak i drugie, o oszustwo. Ale miał jakiś cel w tym, by zaznaczyć ich obecność w tej kłótni.
- Ja... Wrócę później - być może by się kłócił, ale facet był o dwie głowy niższy zarówno od Nicholasa, jak i Rodolphusa. Był dobrze zbudowany, ale chyba miał na tyle oleju w głowie, by nie zaczynać się do pracownika ministerstwa i drugiej osoby, która być może również była "ważnym panem z Ministerstwa Magii". Zaczął się wycofywać.
- Jak cię jeszcze raz na oczy zobaczę, to ten słoik wyląduje na twoim łbie! - kobiety potrafiły być bardzo zajadłe. Ta tu nie była wyjątkiem. Uspokoiła się trochę na widok Niewymownych, ale nie puszczała słoika, zanim mężczyzna nie znalazł się przy drzwiach. Wycofywał się rakiem, jak tchórz, nagle schodząc z tonu, chociaż nie przepraszał nikogo. Ale jakoś tak dziwnie patrzył na Traversa i wciąż trzymał w dłoni różdżkę. Na Rodolphusa tylko rzucił okiem, bo mężczyzna już odklejał plecy do ściany i podchodził do rudowłosej, kompletnie ignorując krzykacza. Analizował pewien scenariusz w głowie, był zajęty. Ale wyraźnie dał do zrozumienia swoją postawą, że teraz jego kolej, a facet niech spierdala, o ile Nick nie postanowi się zemścić za te buty.