Był we wszystkim zorientowany tyle o ile. Kilka listów, kilka informacji w nich zawartych. Dzięki temu nie poruszał się obecnie po omacku. Przynajmniej – nie tak do końca. Nadal potrzebował upewnić się co do kilku kwestii. Dopytać. Wolałby uniknąć bolesnej, kosztownej wpadki. Bo gdyby pewne sprawy wyszły jednak na światło dzienne… nie, nie byłby w stanie się z nich wytłumaczyć. I raczej nie byłoby sensu liczyć na zrozumienie ze strony władz.
- Tak. Nie miałem jeszcze okazji za to podziękować. – kiwnął głową. I wyglądało na to, że do tego miały się w tym momencie ograniczyć te całe podziękowania. Nie padło żadne dzięki. Nie powiedział bratu nawet, że postawi mu za to piwo. Czy tam herbatkę, bo przecież Nicholas raczej alkoholu unikał. A już na pewno nie sięgał po niego równie chętnie co młodszy brat.
Kim był tajemniczy znajomy? Jak dużo wiedział? Jak wiele zdążył na ten temat przekazać Nicholasowi? Tak wiele pytań. Wiele wątpliwości. Raczej mało prawdopodobnym było, żeby brat mówił w tym momencie o Louvainie. Kto więcej mógł się w to jednak zaangażować?
- Chyba więc powinienem sam Ci o wszystkim wreszcie opowiedzieć? – zapytał. Miało to jednak charakter retoryczny. Obydwaj wiedzieli, że w końcu będzie trzeba to wszystko wytłumaczyć. Wyjaśnić. Powiedzieć o pewnych sprawach. Poza tym w tym konkretnym momencie, tej chwili… naprawdę potrzebował brata. U swojego boku. – To będzie raczej dłuższa rozmowa. Chcesz się może jednak czegoś napić? Poza alkoholem, mam chyba jakąś herbatę. Kawę na pewno.
Nie podnosił się jednak z miejsca. Niczego mu na siłę nie namierzał wciskać. Jeśli Nick wyrazi chęć, to wtedy dopiero ruszy swój tyłek do kuchni. A jeśli nie wyrazi, to niczego nie dostanie. Theon po prostu przejdzie do tematu, do tych wyjaśnień, na które starszy Travers i tak czekał już całkiem długo. Skąd on w ogóle miał tyle cierpliwości? Czasami go nawet Theon pod tym względem tak trochę jednak podziwiał. Odrobinę.
- Od czego by tu zacząć? Powiedzmy, że od tego, iż podczas Beltane, znalazłem się w grupie, która razem z Mistrzem przedostała się do limbo... - zaczął, wreszcie, bez zbędnego owijania w bawełnę. Po prostu wyłożył kawę na ławę, rozpoczynając od tej informacji, która zdawała się w obecnych okolicznościach mówić więcej niż tysiąc słów. Bo któż jeszcze, po miesiącu od sabatu, nie usłyszał o Zimnych? Nie był to temat, który Ministerstwo zdołało zakopać pod dywan. Czy w ogóle próbowali?