11.03.2024, 10:57 ✶
Podpisała dwa, przesunęła jeden nieco bliżej Richarda. Gdy sięgnął po drugi, ona już trzymała w dłoni kieliszek z winem. Dała mężczyźnie czas na złożenie podpisu i schowanie jednego egzemplarza. Nie wpatrywała się jednak w niego jakoś uporczywie - nie chciała, by czuł się niekomfortowo. Z reguły nie chciała, by ludzie czuli się tak w jej obecności. Oczywiście na spotkaniach biznesowych czy prywatnych, bo w pracy stety niestety trzeba było czasem zachowywać się bardziej... Zdecydowanie i bezpośrednio. Głównie dlatego, że nie zawsze pacjent był skory do współpracy, a czasem zwykłe wpatrywanie się sprawiało, że zaczynał się plątać, pocić, a potem nagle pękał i mówił to, co chciała usłyszeć.
- Nie trzeba było, ale chciałam - wzruszyła lekko ramionami, posyłając Mulciberowi uśmiech. To prawda - nie musiała. Ale nauczono ją, że proste, uprzejme gesty zazwyczaj były mile widziane. Tutaj nie mogło być mowy o żadnej łapówce, bo przecież za wszystko płaciła, a oni dostarczali towar. Prosta umowa biznesowa. W jej obecnym świecie takie zachowanie byłoby niedopuszczalne, ale od dekad jej rodzina właśnie tak postępowała przy... Mniej wrażliwych spotkaniach. W szpitalu, z pacjentem, pewnie by sobie na to nie pozwoliła - mocno rozgraniczała życie zawodowe i prywatne. Tutaj jednak mogła pozwolić sobie na odrobinę rozluźnienia, jeśli chodzi o zasady. - Tak. Tydzień to bezpieczny termin, mam dość napięty grafik.
Nie kłamała - naprawdę była zajęta. Ale wystarczyło tylko, by raz wyszła wcześniej z domu lub po prostu kogoś przesunęła, ewentualnie zrezygnowała z wizyty w restauracji, by zdążyć zajść do banku i wypłacić ustaloną przez nich kwotę.
- Prześlę panu sowę, gdy uda mi się odwiedzić Gringotta. Myślę jednak, że możemy się umówić na 15 lipca, jeżeli panu to odpowiada. Wolałabym jednak mniej publiczne miejsce ze względu na kwotę. Bezpieczniejsze - chodzenie z taką sumą pieniędzy byłoby ryzykowne. Nie lubiła mieć przy sobie zbyt dużo, bo mimo że w tej części Londynu było w miarę bezpiecznie, to zawsze miała wtedy wrażenie, że ktoś ją śledzi, a monety paliły żywym ogniem.
- Nie trzeba było, ale chciałam - wzruszyła lekko ramionami, posyłając Mulciberowi uśmiech. To prawda - nie musiała. Ale nauczono ją, że proste, uprzejme gesty zazwyczaj były mile widziane. Tutaj nie mogło być mowy o żadnej łapówce, bo przecież za wszystko płaciła, a oni dostarczali towar. Prosta umowa biznesowa. W jej obecnym świecie takie zachowanie byłoby niedopuszczalne, ale od dekad jej rodzina właśnie tak postępowała przy... Mniej wrażliwych spotkaniach. W szpitalu, z pacjentem, pewnie by sobie na to nie pozwoliła - mocno rozgraniczała życie zawodowe i prywatne. Tutaj jednak mogła pozwolić sobie na odrobinę rozluźnienia, jeśli chodzi o zasady. - Tak. Tydzień to bezpieczny termin, mam dość napięty grafik.
Nie kłamała - naprawdę była zajęta. Ale wystarczyło tylko, by raz wyszła wcześniej z domu lub po prostu kogoś przesunęła, ewentualnie zrezygnowała z wizyty w restauracji, by zdążyć zajść do banku i wypłacić ustaloną przez nich kwotę.
- Prześlę panu sowę, gdy uda mi się odwiedzić Gringotta. Myślę jednak, że możemy się umówić na 15 lipca, jeżeli panu to odpowiada. Wolałabym jednak mniej publiczne miejsce ze względu na kwotę. Bezpieczniejsze - chodzenie z taką sumą pieniędzy byłoby ryzykowne. Nie lubiła mieć przy sobie zbyt dużo, bo mimo że w tej części Londynu było w miarę bezpiecznie, to zawsze miała wtedy wrażenie, że ktoś ją śledzi, a monety paliły żywym ogniem.