11.03.2024, 15:55 ✶
Jej cierpliwość nie miała tu znaczenia, bo Dolohov nie miał najmniejszego zamiaru tej cierpliwości wykorzystać. Sam fakt, że nie miał wszystkiego pod ręką i nikt mu tego pod rękę nie mógł podać, był dla niego bardzo frustrujący - należał do tych osób, które nie chodziły z miejsca na miejsce, tylko biegały. Funkcjonował w wiecznej manii, wiecznie pobudzony, potrzebował załatwiać takie rzeczy szybko i nieszczególnie lubił marnować cudzy czas, bo własny czas uważał za coś na wagę złota. Miał tu jeszcze tyle do zrobienia, a lata mijały nieubłaganie, ostatnich sześć pod wpływem specyfików Annaleigh mignęły mu przed twarzą jak za pstryknięciem palca - kiedy docierało do niego w jak czarnej był dupie ze wszystkimi badaniami jakie miał w planach, każda sekunda wydawała się być na wagę złota, ale on nie żył tylko badaniami. Żył wieloma aspektami swojej kariery, potrzebował tego wszystkiego jak powietrza. Takich spraw też - ucieszyłby się z tego, że Longbottom mimo wszystko wybrała akurat jego gabinet do zapoznania się z detalami tejże sprawy, gdyby nie...
No właśnie, gdyby nie to w jaki sposób ją rozwiązał.
Nawet nie uraczył jej skinięciem głowy w odpowiedzi na to idiotyczne „chciał żebyśmy ją znaleźli” no bo to przecież była oczywista oczywistość. Nic w tym ciekawego nie było, więc na początku nie planował nawet otwierać ust, ale skoro ta oczywista oczywistość wybrzmiała i została doprawiona dalszą częścią wypowiedzi...
- Oczywiście, że chciał aby ktoś to znalazł - zaczął więc, bardzo spokojnym jak na niego głosem - nie gwiazdorzył teraz, lecz zwyczajnie opowiadał o tym w jaki sposób postrzega tę sytuację. - I zastosował odpowiedni komunikat. Dobrze nadany komunikat dostosowany jest do odbiorcy, on tych odbiorców zawęził sobie do grona osób, które będą potrafiły rozwiązać jego zagadki i zapewne chce się bawić z Brygadą dłużej niż przez dwie, ale... Ten popis absolutnego braku kreatywności każe mi zakładać, że nie wpadnie nagle na coś oryginalnego, nawet kiedy silę się na chociaż odrobinę wiary. - Tak naprawdę, to nie wierzył w niego ani trochę. Generalnie nie był człowiekiem miłym ani wyrozumiałym, a kiedy ktoś przedstawił mu się z takiej perspektywy... Ani to ciekawe, ani mądre, chociaż przez tych kilka sekund, kiedy brał to za zabieg okoliczności, faktycznie uśmiechnął się na wspomnienie swojego dawnego nauczyciela... - Książka, jaką pannie przekazałem, niewątpliwie posłużyła tutaj jako źródło. Chyba nigdy żeśmy jej nie dodrukowali, ale egzemplarze znajdą się pewnie w bibliotece Parkinsonów, więc zawężenie tego do ilości osób... - pokręcił głową - to niszowa pozycja, ale podpisana moim nazwiskiem. Nie przyda się tutaj żadna wiedza o symbolach i wróżbiarstwie sama w sobie, tylko wysoko rozwinięta percepcja, zdolność do powiązania ze sobą rzeczy nieoczywistych, ale nie w sposób, w jaki robi to synektyka chociażby, to jest bardziej - dostosuj komunikat do odbiorcy... - jakby wzięła panna gliniany garnek, rozbiła go o schodki, a później rozbiła tam jeszcze kilka bardzo podobnych garnków i z tych odłamków próbowała poskładać tylko ten pierwszy. Tak, to jest trudne, wielu powiedziałoby, że niemożliwe. - Ale z nim wszystko byłoby możliwe. - To odważne założenie - ale on lubił odważne założenia i z odważnych założeń słynął - ale moim zdaniem ktoś zostawiał te ślady, bo chciał trafić na kogoś, kto też skojarzy ją z tym dziełem. Podążając tą ścieżką trafiłaby więc panna prosto do paszczy lwa. - Ale to się nie zdarzy. - Zapytałem o to kto pannie przekazał, bo od osób zaangażowanych w sprawę rozpocząłbym poszukiwania. Ktoś taki chciałby pewnie obserwować wasze starania z pierwszego rzędu.
No właśnie, gdyby nie to w jaki sposób ją rozwiązał.
Nawet nie uraczył jej skinięciem głowy w odpowiedzi na to idiotyczne „chciał żebyśmy ją znaleźli” no bo to przecież była oczywista oczywistość. Nic w tym ciekawego nie było, więc na początku nie planował nawet otwierać ust, ale skoro ta oczywista oczywistość wybrzmiała i została doprawiona dalszą częścią wypowiedzi...
- Oczywiście, że chciał aby ktoś to znalazł - zaczął więc, bardzo spokojnym jak na niego głosem - nie gwiazdorzył teraz, lecz zwyczajnie opowiadał o tym w jaki sposób postrzega tę sytuację. - I zastosował odpowiedni komunikat. Dobrze nadany komunikat dostosowany jest do odbiorcy, on tych odbiorców zawęził sobie do grona osób, które będą potrafiły rozwiązać jego zagadki i zapewne chce się bawić z Brygadą dłużej niż przez dwie, ale... Ten popis absolutnego braku kreatywności każe mi zakładać, że nie wpadnie nagle na coś oryginalnego, nawet kiedy silę się na chociaż odrobinę wiary. - Tak naprawdę, to nie wierzył w niego ani trochę. Generalnie nie był człowiekiem miłym ani wyrozumiałym, a kiedy ktoś przedstawił mu się z takiej perspektywy... Ani to ciekawe, ani mądre, chociaż przez tych kilka sekund, kiedy brał to za zabieg okoliczności, faktycznie uśmiechnął się na wspomnienie swojego dawnego nauczyciela... - Książka, jaką pannie przekazałem, niewątpliwie posłużyła tutaj jako źródło. Chyba nigdy żeśmy jej nie dodrukowali, ale egzemplarze znajdą się pewnie w bibliotece Parkinsonów, więc zawężenie tego do ilości osób... - pokręcił głową - to niszowa pozycja, ale podpisana moim nazwiskiem. Nie przyda się tutaj żadna wiedza o symbolach i wróżbiarstwie sama w sobie, tylko wysoko rozwinięta percepcja, zdolność do powiązania ze sobą rzeczy nieoczywistych, ale nie w sposób, w jaki robi to synektyka chociażby, to jest bardziej - dostosuj komunikat do odbiorcy... - jakby wzięła panna gliniany garnek, rozbiła go o schodki, a później rozbiła tam jeszcze kilka bardzo podobnych garnków i z tych odłamków próbowała poskładać tylko ten pierwszy. Tak, to jest trudne, wielu powiedziałoby, że niemożliwe. - Ale z nim wszystko byłoby możliwe. - To odważne założenie - ale on lubił odważne założenia i z odważnych założeń słynął - ale moim zdaniem ktoś zostawiał te ślady, bo chciał trafić na kogoś, kto też skojarzy ją z tym dziełem. Podążając tą ścieżką trafiłaby więc panna prosto do paszczy lwa. - Ale to się nie zdarzy. - Zapytałem o to kto pannie przekazał, bo od osób zaangażowanych w sprawę rozpocząłbym poszukiwania. Ktoś taki chciałby pewnie obserwować wasze starania z pierwszego rzędu.
with all due respect, which is none