11.03.2024, 18:24 ✶
Jeden rzut oka powinien wystarczyć, by bez większego problemu domyślić się, że zdawkowa odpowiedź Penny niespecjalnie go usatysfakcjonowała. Nie był jej ojcem, opiekunką, przyzwoitką, czy kimkolwiek podobnym, ale nijak nie mogło to zmienić faktu, że ewentualne rozwinięcie tematu uważał za kwestię dość interesującą. Jasne, sam ledwie chwilę wcześniej posłużył się dość oszczędną informacją, nie wspominając ani słowem o tym, po co właściwie Malfoy miałby jej szukać poprzedniego dnia, ale… przecież oczywistym powinno być, że rozwinięcie tematu leżało całkowicie po jej stronie. Zwłaszcza, że rzekome zaręczyny – w szczególności zaręczyny z osobą tak nieoczywistą – mieściły się chyba w kategorii tematów, którymi naprawdę warto byłoby podzielić się z przyjacielem.
A jednak, nawet jeśli przez moment dość wyraźnie w spojrzeniu Terry’ego malowało się rozczarowanie jej odpowiedzią, a on sam przez chwilę lub dwie miał ogromną chęć, by temat pociągnąć dalej… chwilowo postanowił sobie odpuścić. Możliwe, że doszedł do wniosku, że znajdzie się na to nieco bardziej odpowiedni moment. Tak samo, jak możliwe było to, że wpływ na tę decyzję miało cokolwiek innego – konieczność wysupłania z kieszeni pieniędzy niezbędnych do kupna lodów, wymuszone usunięcie się na bok, by przypadkiem nie zostać stratowanym przez jakąś tęgą czarownicę ciągnącą za sobą rozwrzeszczanego dzieciaka… Albo też wszystkie te powody nałożyły się na siebie. Nie było raczej sensu wnikać w to jakoś bardziej szczegółowo.
Odpuszczanie sobie zamartwiania się dniem jutrzejszym było wpisane w jego naturę niemal tak samo silnie, jak notoryczne rozmijanie się z prawdą. W dodatku obie te kwestie były chyba tak samo oczywiste dla każdego, kto znał go chociaż odrobinę – na przykład dłużej niż kilkanaście minut. Nie było więc potrzeby, by na kolejne stwierdzenie Penny odpowiadał jakkolwiek bardziej wyczerpująco niż po prostu poprzez krótkie, poparte uśmiechem, przytaknięcie.
– Możliwe, że mam szansę utrzymać się w swoim mieszkaniu do końca tygodnia. Pod warunkiem, że w drodze powrotnej zamkniesz oczy i nie będziesz oglądać niczego na kolejnych stoiskach – oczywiście, że kupno dwóch porcji lodów nie nadwyrężyło jego budżetu aż tak drastycznie. Nie zmieniało to jednak faktu, że na pytanie Penny odpowiedział z całkowitą powagą, przełamaną jedynie poprzez lekkie uniesienie kącików ust. Jednocześnie bez większego zainteresowania zerkał co jakiś czas na kolejne przerzucane przez nią strony gazety. Przynajmniej do czasu, gdy dotychczas trzymane przez Penny lody wylądowały na ziemi. W tym wypadku nie miał już innego wyjścia, jak po prostu wymownie wywrócić oczami, a następnie pokusić się nawet o pełne dezaprobaty spojrzenie, które utkwił w przyjaciółce.
– Nawet nie myśl, że… – wypowiedź przerwała mu podsunięta pod nos gazeta. Oraz artykuł, w którym – nawet po dość pobieżnym przebiegnięciu po nim wzrokiem – nie sposób byłoby przeoczyć dość zaskakującej informacji. To znaczy… takiej, która mogłaby być zaskakująca, gdyby Terrance nie usłyszał na ten temat już poprzedniego dnia.
– Faktycznie, Malfoy wspominał coś o tym, że podobno się zaręczyliście – tym, co wybrzmiało w wypowiedzi raczej nie było jakieś szczególne zaskoczenie. Lekkie rozbawienie – owszem. Być może z domieszką niedowierzania. Widocznie informacja nadal plasowała się w kategorii tych zbyt absurdalnych, by przyjmować je na poważnie. – Zastanawiałem się właśnie, czy masz zamiar się tym pochwalić. I jak mocno musiałaś oberwać w głowę, żeby się w coś takiego władować. Jakiś uzdrowiciel już to widział?
Rzuciwszy okiem na artykuł po raz ostatni, podniósł spojrzenie na Penny. Wyjaśnienia były tutaj jak najbardziej mile wskazane. I raczej nie było mowy o tym, by tym razem dało się je zawrzeć w ledwie jednym lub dwóch oszczędnych zdaniach.
A jednak, nawet jeśli przez moment dość wyraźnie w spojrzeniu Terry’ego malowało się rozczarowanie jej odpowiedzią, a on sam przez chwilę lub dwie miał ogromną chęć, by temat pociągnąć dalej… chwilowo postanowił sobie odpuścić. Możliwe, że doszedł do wniosku, że znajdzie się na to nieco bardziej odpowiedni moment. Tak samo, jak możliwe było to, że wpływ na tę decyzję miało cokolwiek innego – konieczność wysupłania z kieszeni pieniędzy niezbędnych do kupna lodów, wymuszone usunięcie się na bok, by przypadkiem nie zostać stratowanym przez jakąś tęgą czarownicę ciągnącą za sobą rozwrzeszczanego dzieciaka… Albo też wszystkie te powody nałożyły się na siebie. Nie było raczej sensu wnikać w to jakoś bardziej szczegółowo.
Odpuszczanie sobie zamartwiania się dniem jutrzejszym było wpisane w jego naturę niemal tak samo silnie, jak notoryczne rozmijanie się z prawdą. W dodatku obie te kwestie były chyba tak samo oczywiste dla każdego, kto znał go chociaż odrobinę – na przykład dłużej niż kilkanaście minut. Nie było więc potrzeby, by na kolejne stwierdzenie Penny odpowiadał jakkolwiek bardziej wyczerpująco niż po prostu poprzez krótkie, poparte uśmiechem, przytaknięcie.
– Możliwe, że mam szansę utrzymać się w swoim mieszkaniu do końca tygodnia. Pod warunkiem, że w drodze powrotnej zamkniesz oczy i nie będziesz oglądać niczego na kolejnych stoiskach – oczywiście, że kupno dwóch porcji lodów nie nadwyrężyło jego budżetu aż tak drastycznie. Nie zmieniało to jednak faktu, że na pytanie Penny odpowiedział z całkowitą powagą, przełamaną jedynie poprzez lekkie uniesienie kącików ust. Jednocześnie bez większego zainteresowania zerkał co jakiś czas na kolejne przerzucane przez nią strony gazety. Przynajmniej do czasu, gdy dotychczas trzymane przez Penny lody wylądowały na ziemi. W tym wypadku nie miał już innego wyjścia, jak po prostu wymownie wywrócić oczami, a następnie pokusić się nawet o pełne dezaprobaty spojrzenie, które utkwił w przyjaciółce.
– Nawet nie myśl, że… – wypowiedź przerwała mu podsunięta pod nos gazeta. Oraz artykuł, w którym – nawet po dość pobieżnym przebiegnięciu po nim wzrokiem – nie sposób byłoby przeoczyć dość zaskakującej informacji. To znaczy… takiej, która mogłaby być zaskakująca, gdyby Terrance nie usłyszał na ten temat już poprzedniego dnia.
– Faktycznie, Malfoy wspominał coś o tym, że podobno się zaręczyliście – tym, co wybrzmiało w wypowiedzi raczej nie było jakieś szczególne zaskoczenie. Lekkie rozbawienie – owszem. Być może z domieszką niedowierzania. Widocznie informacja nadal plasowała się w kategorii tych zbyt absurdalnych, by przyjmować je na poważnie. – Zastanawiałem się właśnie, czy masz zamiar się tym pochwalić. I jak mocno musiałaś oberwać w głowę, żeby się w coś takiego władować. Jakiś uzdrowiciel już to widział?
Rzuciwszy okiem na artykuł po raz ostatni, podniósł spojrzenie na Penny. Wyjaśnienia były tutaj jak najbardziej mile wskazane. I raczej nie było mowy o tym, by tym razem dało się je zawrzeć w ledwie jednym lub dwóch oszczędnych zdaniach.