11.03.2024, 21:02 ✶
Uśmiechnęła się szerzej. Pokaz słoni, skoki przez płonące obręcze, króliki z kapelusza – wszystko to i wiele więcej. Tak, cyrkowe opowieści się niosły… i ciekawe, na ile znajdą odzwierciedlenie w dzisiejszym występie?
- Myślę, że tego właśnie możemy się spodziewać. I pewnie nawet więcej – zapewniła, po czym ściągnęła brwi. Zaraz, zaraz, cyrk miał bawić, miał zachwycać, a tu… - Nie rozumiem, dlaczego nieśmieszny klaun…? Wydawało mi się, że jak najbardziej powinien być śmieszny? – spytała, nieco zbita z tropu. W końcu miejsce takie jak to kojarzyło się ze śmiechem, zabawą i jeszcze raz śmiechem, czy jakoś tak. Czy na pewno więc była tu przestrzeń na coś całkiem nieśmiesznego, co jednocześnie nie wzbudzałoby podziwu, który jednak uzasadniałby brak humoru? No bo hej, takie skoki przez obręcze to raczej nie będzie coś, do czego zrywałoby się boki, ale jak najbardziej powinny wzbudzać respekt – czy to dla umiejętności tresera, czy to zwinności wielkich bestii…
Odebrała popcorn – oczywiście, że nie mogła się powstrzymać i poczekać – i natychmiast musiała go spróbować! Wrzuciła kilka białych „kulek” do ust, po czym wymownym ruchem podsunęła kubełek Ulyssesowi.
- Chyba nie spodziewałam się, że coś tak prostego i nieprzygotowanego w kuchni może być takie dobre – przyznała. Kolejny uśmiech – jednak wolał zdążyć (a przynajmniej tak twierdził), zamiast znaleźć inny sposób na wspólne spędzanie czasu. Niewątpliwie spokojniejsze.
Już samo wnętrze cyrkowego namiotu wywoływało swego rodzaju „wow”. Odpowiedzią oczywiście była magia, ale i tak nasuwały się pytania, jakim cudem mieli do dyspozycji taką przestrzeń pod płachtą materiału. Przestrzeń, która musiała pomieścić arenę, ogromne słonie i jeszcze należało pamiętać o zapewnieniu miejsca na akrobacje! Więc niedziwne, że już-teraz się rozglądała, jedną ręką mocno ściskając dłoń Rookwooda, a drugą przytulając ogromniasty kubek.
- I tak mamy bardzo dobry widok – zapewniła narzeczonego pogodnie. Jej zwierzęta najwyraźniej aż tak nie przeszkadzały, no i w zasadzie… tak, pewne rzeczy z całą pewnością będą tu lepiej widoczne aniżeli w wyższych rzędach. Choć te drugie dawały pewną perspektywę – I myślę, że stąd bardziej doświadczymy tego, jakie one są imponujące? – ni to spytała, ni to stwierdziła. Siedząc wysoko, taki słoń może wydawać się mniejszy, a tu… zapewne przyjdzie im poczuć się jak niewielkie mrówki.
Dyrektor pojawił się i zniknął, gdy skończył zapowiadać wszelkie atrakcje. Sztuczki ze zwierzętami i bez, parady takie, siakie i owakie – aż oczy coraz bardziej błyszczały na te wspaniałości, które zaraz miały się im ukazać. A naprawdę nie było ich mało; czasem dziewczę aż zapominało, że mają do dyspozycji popcorn, którego zresztą i tak stopniowo ubywało.
A czego to nie widzieli! Słonie balansujące na piłkach, skoki lwów i tygrysów, nawet wkładanie głowy do wielkiej paszczy takiego kociska… nie ma co, do tego naprawdę potrzeba było wiele odwagi, bo koniec końców – zwierzę zawsze pozostawało tylko tym: zwierzęciem ze swoimi instynktami. Akrobaci, nie tylko na linach – ich loty aż pod sam „sufit” wręcz zapierały dech w piersi. Żonglowanie – piłeczkami, płonącymi pochodniami. Połykanie mieczy, parada koni w pióropuszach i akrobacje na ich grzbiecie, aż w końcu…
- Panie i panowie! – zaczął mężczyzna w smokingu i pelerynie – To, czego zaraz będziecie świadkiem, znacznie wykroczy poza to, co wiecie o tym świecie… ale, potrzebuję odważnej duszy, która ma odwagę spojrzeć w oblicze tajemnicy i gotowość doświadczyć czegoś niezwykłego. Czy mamy tu takiego śmiałka…? – zawiesił wymownie głos, obdarzając widownię spojrzeniem.
- Myślę, że tego właśnie możemy się spodziewać. I pewnie nawet więcej – zapewniła, po czym ściągnęła brwi. Zaraz, zaraz, cyrk miał bawić, miał zachwycać, a tu… - Nie rozumiem, dlaczego nieśmieszny klaun…? Wydawało mi się, że jak najbardziej powinien być śmieszny? – spytała, nieco zbita z tropu. W końcu miejsce takie jak to kojarzyło się ze śmiechem, zabawą i jeszcze raz śmiechem, czy jakoś tak. Czy na pewno więc była tu przestrzeń na coś całkiem nieśmiesznego, co jednocześnie nie wzbudzałoby podziwu, który jednak uzasadniałby brak humoru? No bo hej, takie skoki przez obręcze to raczej nie będzie coś, do czego zrywałoby się boki, ale jak najbardziej powinny wzbudzać respekt – czy to dla umiejętności tresera, czy to zwinności wielkich bestii…
Odebrała popcorn – oczywiście, że nie mogła się powstrzymać i poczekać – i natychmiast musiała go spróbować! Wrzuciła kilka białych „kulek” do ust, po czym wymownym ruchem podsunęła kubełek Ulyssesowi.
- Chyba nie spodziewałam się, że coś tak prostego i nieprzygotowanego w kuchni może być takie dobre – przyznała. Kolejny uśmiech – jednak wolał zdążyć (a przynajmniej tak twierdził), zamiast znaleźć inny sposób na wspólne spędzanie czasu. Niewątpliwie spokojniejsze.
Już samo wnętrze cyrkowego namiotu wywoływało swego rodzaju „wow”. Odpowiedzią oczywiście była magia, ale i tak nasuwały się pytania, jakim cudem mieli do dyspozycji taką przestrzeń pod płachtą materiału. Przestrzeń, która musiała pomieścić arenę, ogromne słonie i jeszcze należało pamiętać o zapewnieniu miejsca na akrobacje! Więc niedziwne, że już-teraz się rozglądała, jedną ręką mocno ściskając dłoń Rookwooda, a drugą przytulając ogromniasty kubek.
- I tak mamy bardzo dobry widok – zapewniła narzeczonego pogodnie. Jej zwierzęta najwyraźniej aż tak nie przeszkadzały, no i w zasadzie… tak, pewne rzeczy z całą pewnością będą tu lepiej widoczne aniżeli w wyższych rzędach. Choć te drugie dawały pewną perspektywę – I myślę, że stąd bardziej doświadczymy tego, jakie one są imponujące? – ni to spytała, ni to stwierdziła. Siedząc wysoko, taki słoń może wydawać się mniejszy, a tu… zapewne przyjdzie im poczuć się jak niewielkie mrówki.
Dyrektor pojawił się i zniknął, gdy skończył zapowiadać wszelkie atrakcje. Sztuczki ze zwierzętami i bez, parady takie, siakie i owakie – aż oczy coraz bardziej błyszczały na te wspaniałości, które zaraz miały się im ukazać. A naprawdę nie było ich mało; czasem dziewczę aż zapominało, że mają do dyspozycji popcorn, którego zresztą i tak stopniowo ubywało.
A czego to nie widzieli! Słonie balansujące na piłkach, skoki lwów i tygrysów, nawet wkładanie głowy do wielkiej paszczy takiego kociska… nie ma co, do tego naprawdę potrzeba było wiele odwagi, bo koniec końców – zwierzę zawsze pozostawało tylko tym: zwierzęciem ze swoimi instynktami. Akrobaci, nie tylko na linach – ich loty aż pod sam „sufit” wręcz zapierały dech w piersi. Żonglowanie – piłeczkami, płonącymi pochodniami. Połykanie mieczy, parada koni w pióropuszach i akrobacje na ich grzbiecie, aż w końcu…
- Panie i panowie! – zaczął mężczyzna w smokingu i pelerynie – To, czego zaraz będziecie świadkiem, znacznie wykroczy poza to, co wiecie o tym świecie… ale, potrzebuję odważnej duszy, która ma odwagę spojrzeć w oblicze tajemnicy i gotowość doświadczyć czegoś niezwykłego. Czy mamy tu takiego śmiałka…? – zawiesił wymownie głos, obdarzając widownię spojrzeniem.