11.03.2024, 22:37 ✶
Szarość w aurze Erika zgasiła uśmiech na twarzy Perseusa. Nie planował - nigdy nie chciał - wpędzać go w podobny stan. Wręcz przeciwnie; Black zawsze starał się, aby wszystkim było miło, czasem nawet podchodził do tego tematu aż nazbyt poważnie, ujmując tej powagi sobie i nie dopuszczał do siebie myśli, że ludzie nie zawsze śmieją się z nim, tylko z niego.
Czuł się zagubiony. Z obojgiem mężczyzn łączyły ich różne relacje - Erik był przyjacielem jego przyjaciela, łączyły ich poglądy, wspólne sekrety (miał nadzieję, że już mu wybaczył tamten przeklęty las!) i kręgi, w jakich się obracali. Neil był jego pacjentem, w dodatku sporo młodszym, pochodzącym z innego kraju (co znacznie utrudniało komunikację - bo nawet jeśli opanował język, pozostawała kwestia poczucia humoru, czy innych kontekstów kulturowych) i choć na osobności Perseus czuł się z każdym z nich swobodnie, tak w zestawieniu ich razem nawet on - teoretycznie specjalista od ludzkiego zachowania - nie wiedział jak miał postąpić.
— Jedynie na zdjęciach w Proroku — przyznał niechętnie. Właściwie, to o całej bitwie dowiedział się znacznie później; gdy odespał nieprzespaną noc w ramionach Vespery. Wszak i on w Beltane przeżył coś, co na zawsze miało pozostawić piętno w jego duszy. Och, biedny Grimes... — Nie najlepiej to wyglądało...
Nie wiadomo jednak, czy mówił o Polanie, czy o wykrwawiającym się na jego oczach ghoulu.
— Używki to nie tylko narkotyki — westchnął tylko w odpowiedzi, zmęczony tym, jak bardzo jego słowa są tego wieczora nadinterpretowane. Skulił się w sobie jeszcze bardziej, wbijał paznokcie wewnętrzną część dłoni i gryzł w język tak mocno, aż charakterystyczny metaliczny smak rozlał się w ustach.
Pokiwał głową na odpowiedź Erika i cieszył się w duchu, że to nie jemu Neil zadał to pytanie - jeśli miał grać zgodnie ze swoimi zasadami, musiałby być w tej kwestii szczery. A prawdą było to, że Perseus był niezwykle żałosnym człowiekiem, który desperacko pragnął bliskości drugiego człowieka; już zdarzyło mu się błagać o uczucie.
— Przespałbym się z wrogiem... Może wtedy przestałby być wrogiem...? — uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie jak to było z Crowem, zaraz jednak spoważniał, bo i poważniejszej natury było pytanie Erika — Jeśli ceną ma być pokój na świecie, myślę, że mógłbym pozwolić się odrobinę spaczyć...
Chciał powiedzieć "jeszcze bardziej", ale zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że nierozważnie jest wypowiadać na głos podobne wyznania w obecności Brygadzisty, nawet dobrego znajomego.
— Neil, wolałbyś... — nie dokończył, bowiem właśnie wtedy odnalazł ich Elliott.
Czuł się zagubiony. Z obojgiem mężczyzn łączyły ich różne relacje - Erik był przyjacielem jego przyjaciela, łączyły ich poglądy, wspólne sekrety (miał nadzieję, że już mu wybaczył tamten przeklęty las!) i kręgi, w jakich się obracali. Neil był jego pacjentem, w dodatku sporo młodszym, pochodzącym z innego kraju (co znacznie utrudniało komunikację - bo nawet jeśli opanował język, pozostawała kwestia poczucia humoru, czy innych kontekstów kulturowych) i choć na osobności Perseus czuł się z każdym z nich swobodnie, tak w zestawieniu ich razem nawet on - teoretycznie specjalista od ludzkiego zachowania - nie wiedział jak miał postąpić.
— Jedynie na zdjęciach w Proroku — przyznał niechętnie. Właściwie, to o całej bitwie dowiedział się znacznie później; gdy odespał nieprzespaną noc w ramionach Vespery. Wszak i on w Beltane przeżył coś, co na zawsze miało pozostawić piętno w jego duszy. Och, biedny Grimes... — Nie najlepiej to wyglądało...
Nie wiadomo jednak, czy mówił o Polanie, czy o wykrwawiającym się na jego oczach ghoulu.
— Używki to nie tylko narkotyki — westchnął tylko w odpowiedzi, zmęczony tym, jak bardzo jego słowa są tego wieczora nadinterpretowane. Skulił się w sobie jeszcze bardziej, wbijał paznokcie wewnętrzną część dłoni i gryzł w język tak mocno, aż charakterystyczny metaliczny smak rozlał się w ustach.
Pokiwał głową na odpowiedź Erika i cieszył się w duchu, że to nie jemu Neil zadał to pytanie - jeśli miał grać zgodnie ze swoimi zasadami, musiałby być w tej kwestii szczery. A prawdą było to, że Perseus był niezwykle żałosnym człowiekiem, który desperacko pragnął bliskości drugiego człowieka; już zdarzyło mu się błagać o uczucie.
— Przespałbym się z wrogiem... Może wtedy przestałby być wrogiem...? — uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie jak to było z Crowem, zaraz jednak spoważniał, bo i poważniejszej natury było pytanie Erika — Jeśli ceną ma być pokój na świecie, myślę, że mógłbym pozwolić się odrobinę spaczyć...
Chciał powiedzieć "jeszcze bardziej", ale zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że nierozważnie jest wypowiadać na głos podobne wyznania w obecności Brygadzisty, nawet dobrego znajomego.
— Neil, wolałbyś... — nie dokończył, bowiem właśnie wtedy odnalazł ich Elliott.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory