Norka odpoczęła chwilę, po czym wróciła na parkiet. Porozmawiała z kilkoma znajomymi osobami, wlała w siebie kilka drinków, bawiła się wyśmienicie.
Zauważyła, że zrobiło się późno, że wypadałoby już wyjść, tym bardziej, że czekała ją jeszcze konfrontacja z przeszłością. Nie do końca wiedziała, jak powinna wytłumaczyć Brennie to, że wróci do Warowni nieco później, postanowiła więc skorzystać z najlepszej możliwej opcji, czyli poinformowaniu o tym Erika. On nie powinien jej wiercić dziury w brzuchu i dopytywać jakoś specjalnie, w przeciwieństwie do Brenn, która miała pierdolca na punkcie bezpieczeństwa i zapewne przetrzepałaby ją równo pytaniami o tym z kim wróci i czy na pewno nie potrzebuje kogoś do obstawy. Za dobrze ją znała.
Wypatrzyła więc w tłumie Erika, do którego podeszła. - Przyjdę do was, nie pytaj mnie o nic, nie chcę się tłumaczyć, będę bezpieczna, powiedz Brenn, że poszłam z kimś znajomym, wymyśl z kim, żeby nie było niepotrzebnego gadania. Jesteś moją nadzieją. - Rzuciła jednym tchem, nie dając mu nawet dojść do słowa. Nie mogła się zatrzymywać, bo wiedziała, że mogłoby się to źle skończyć. Nie zamierzała mu się teraz z niczego tłumaczyć, a wiedziała, że jako jedyny był w stanie usprawiedliwić ją przed swoją siostrą. Podniosła się jeszcze na palcach, żeby cmoknąć go w policzek na pożegnanie, a później ruszyła w stronę wyjścia, aby nie daj Merlinie nie zadawał jej żadnych pytań, bo nie umiałaby się mu wytłumaczyć. Panna Figg nie potrafiła kłamać, więc musiała to załatwić w inny sposób, szybka ewakuacja wydawała się jej być najlepszym rozwiązaniem.
Nie myślała zbytnio o tym, co miało ją za chwilę czekać, wolała nie myśleć, bo im dłużej się nad tym zastanawiała cały ten pomysł wydawał się jej być coraz bardziej głupi, ale słowo się rzekło, musiała więc teraz stawić czoła sytuacji, która miała nadejść. Powroty do przeszłości zdecydowanie nie należały do przyjemnych, szczególnie, kiedy rozdrapywały stare rany.