Ostatnio faktycznie rzadko można było doświadczyć tak żartującego Roberta, jak choćby w tym przypadku, kiedy zarzucił mu nieumiejętność tłumaczenia zasad sportu. Bardzo możliwe, że te długie lata kontaktu na odległość, nie pozwoliły im doświadczyć na co dzień takich luźnych rozmów. Wciąż mieli na głowie ważne sprawy, problemy, zmierzali z przeciwnościami losu. Ten wyjazd może też był po to, aby przypomnieć sobie siebie z dawnych lat. Richard nie miał w sumie za złe bratu, że tak zażartował. Może i nie zaśmiał się jak inni, ale był tym nieco lekko zaskoczony. Czyżby, ten dawny Robert. Ten drugi jakiego znał też kiedyś, dzisiaj powrócił?
Być może brakowało im tych naprawdę luźnych rozmów, zaczepek.
Podkradanie jedzenia drugiej osobie, w tym nawet obcej, nie było kulturalne. Dlatego za drugim razem Richard szybko stracił apetyt, odsuwając talerz, decydując się na zaspokojenie drugiej części zgłodniałego żołądka dymem papierosowym, tyle tylko, że ten bardziej "przeczyszczał" płuca.
Na pytanie brata, podał mu papierośnicę, zanim ją schował, aby się sam poczęstował i obsłużył. Włącznie z zapalniczką. Papierosy były bardzo wygodne, dlatego Richard preferował właśnie je, zamiast cygar. W opakowaniu było ich więcej, były mniejsze, praktyczniejsze. Z bratem podzieli się wszystkim. Z obcymi, raczej niczym. I tak, pomysł za zakupieniem sobie czegoś do jedzenia na wynos, brzmiało jak dobry plan. Wtedy nikt nie będzie go okradać z jedzenia.
Gdy Robert sobie też zapalił, schował opakowanie do kieszeni spodni. Wysłuchując odpowiedzi na swoje pytanie Sile, która zakomunikowała iż wydatek nie dotyczy jakiegokolwiek remontu, a bardziej przygotowań do ślubu.
- Rozumiem.Odparł krótko, jednym słowem na jej wyjaśnienia. Nadal był wewnętrznie zraniony jej zachowaniem, ale trzymał to dzielnie w sobie. Nie drążył tematu dalej. Jakoś tak, nie miał ochoty. Widział zaś że ta dziewczyna, ponownie sięgnęła brudną łapą do jego talerza. Aż odwrócił wzrok, jakby nie mógł patrzeć na brak kultury. Udawał, że patrzy na popielniczkę i strzepnął sobie do niej popiół z papierosa.
Zaskakujące, że ktoś postanowił zwrócić tej dziewczynie uwagę, odnośnie podkradania jedzenia. Aż Richard z zainteresowaniem, przeniósł spojrzenie na najbardziej milczącą dziewczynę. Czy te dwie nie przepadały za sobą? Czy może to chłopak miał teraz na nią jakiś wpływ? Zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc wyrywkowe rozmowy. ”Na niego? Na kogo?” – zastanawiał się w myślach, o kogo mogłoby chodzić. Atmosfera siadła, ale czy jemu się tylko z dawało, że część otoczenia skupia na nim swoje spojrzenie? Aż z tej ostrożności utrzymywał bardziej aktywną oklumencję, ochronę swojego umysłu.
Aoife odezwała się nagle, odnosząc się do jego jedzenia, którego nie zamierzał dokończyć. Bo ktoś, z brudnymi łapami w nim mu grzebał. Czy ona chciała mu odkupić nową porcję?
- Nie… Nie mam. Niech sobie zje.Odpowiedział ze spokojem. I tak tego nie ruszy, więc niech sobie dziewczyna weźmie ten talerz. Nawet we trzy niech z niego zjedzą.
I czy chciał, odkupienia posiłku? Znów musiałby czekać długie minuty aż mu przygotują, a wtedy Robert zdąży skończyć swoją porcję.
- Doceniam chęci, ale nie będzie to konieczne.Spojrzał na zegarek, jakby chciał określić czas jaki teraz mają i być może szukając jakiejś wymówki.
- Dokończymy to i byśmy chcieli iść jeszcze pozwiedzać okolice, zanim wrócimy do miejsca zakwaterowania.
Wyjaśnił z kulturą, posyłając dziewczynie Aoife uśmiech, żeby być miłym nowym kolegą. Pilnując się, aby nie wpaść w jakiś urok willi czy innej głupiej syreny, jeżeli takowa gdzieś tutaj siedziała. Pewne nazwy zamienił, nie mówiąc wprost jak Robert, gdzie się zatrzymali. To już sami powinni o tym wiedzieć, jeżeli pamięć posiadali bardzo dobrą.
Sięgnął po swój kufel i upił łyk, zerknąwszy też na Roberta, jak daleko jest ze swoim jedzeniem. Blisko końca czy daleką miał jeszcze drogę?