12.03.2024, 08:50 ✶
Christopher nie wyglądał na do końca szczęśliwego z tego, że Moody chce rozmawiać z asystentką bez jego obecności, ale nie upierał się. Głównie dlatego, że sam miał swoją rutynę pracy i wściekał się okropnie, kiedy ktoś się w tę rutynę wtrącał. A w tym wypadku bardzo zależało mu, aby Brygada była maksymalnie skuteczna. Może nie chodziło o sprawę zabójstwa... Ale ta była w jego oczach równie poważna. I nie chodziło nawet o te oszałamiającą sumę pieniędzy, a o reputację i honor rodu!
Catherine wręczyła Moody spis pracowników - kilkanaście osób było zatrudnionych na stale, asystentki, księgowa, sprzedawczynie z salonu, krawcowe, dwie sprzątaczki. Przeważały kobiety, chociaż na liście pracowników kontraktowych, pracujących okazyjnie, był też specjalista od zaklinania i mężczyzna zajmujący się organizacją różnych wydarzeń. Najnowszymi pracownikami byli Catherine I jedna krawcowa, ale i je zatrudniono jeszcze przed przyjęciem zamówienia na suknię.
Do kradzieży doszło, gdy salon był już zamknięty, w teorii nie powinno więc być w nim nikogo, kto trzymałby się godzin pracy. Tego dnia w salonie były dwie sprzedawczynie, Catherine, która wyszła z Rosierem, jedna krawcowa. Pewnie też ktoś z rodziny, ale najwyraźniej Rosierowie nawet nie dopuszczali myśli, że mógłby zrobić to któryś z nich, bo krewnych nie wpisano na listę.
- P...pan Rosier bardzo dobrze płaci - powiedziała Catherine, zagadnięta o warunki pracy, nerwowo zerkając przy tym ku drzwiom pracowni Christophera. Narzekanie na przełożonego mogło sprowadzić kłopoty w pracy, a teraz co gorsza zasugerować, że miała coś wspólnego z kradzieżą. - Jest wymagający, ale to dobra praca... I nie ukradłam tej sukni! Nawet nie wiedziałabym jak. Jestem uczciwą dziewczyną. Nie wiem, jak do tego doszło, i przeciez nikt z pracowników nie mógłby sprzedać tej sukni... od razu by było wiadomo, że to ten projekt, chyba że bardzo mocni by ją przerobić... diamenty można by odpruć, ale po co wtedy brać całą suknię? A w salonie jest trochę gotówki i ona nie znikła.
Catherine wręczyła Moody spis pracowników - kilkanaście osób było zatrudnionych na stale, asystentki, księgowa, sprzedawczynie z salonu, krawcowe, dwie sprzątaczki. Przeważały kobiety, chociaż na liście pracowników kontraktowych, pracujących okazyjnie, był też specjalista od zaklinania i mężczyzna zajmujący się organizacją różnych wydarzeń. Najnowszymi pracownikami byli Catherine I jedna krawcowa, ale i je zatrudniono jeszcze przed przyjęciem zamówienia na suknię.
Do kradzieży doszło, gdy salon był już zamknięty, w teorii nie powinno więc być w nim nikogo, kto trzymałby się godzin pracy. Tego dnia w salonie były dwie sprzedawczynie, Catherine, która wyszła z Rosierem, jedna krawcowa. Pewnie też ktoś z rodziny, ale najwyraźniej Rosierowie nawet nie dopuszczali myśli, że mógłby zrobić to któryś z nich, bo krewnych nie wpisano na listę.
- P...pan Rosier bardzo dobrze płaci - powiedziała Catherine, zagadnięta o warunki pracy, nerwowo zerkając przy tym ku drzwiom pracowni Christophera. Narzekanie na przełożonego mogło sprowadzić kłopoty w pracy, a teraz co gorsza zasugerować, że miała coś wspólnego z kradzieżą. - Jest wymagający, ale to dobra praca... I nie ukradłam tej sukni! Nawet nie wiedziałabym jak. Jestem uczciwą dziewczyną. Nie wiem, jak do tego doszło, i przeciez nikt z pracowników nie mógłby sprzedać tej sukni... od razu by było wiadomo, że to ten projekt, chyba że bardzo mocni by ją przerobić... diamenty można by odpruć, ale po co wtedy brać całą suknię? A w salonie jest trochę gotówki i ona nie znikła.