Cmentarz może i był dość niestandardowym punktem wycieczki po miasteczku, w pewnym sensie zmuszającym do zadumy, teoretycznie nie było czym się zachwycać – tam przecież byli pochowani ludzie, czyiś bliscy. Ale Guinevere sama chciała, by Brenna ją tam zabrała. Było to chyba zboczenie zawodowe, wszak była archeologiem i historykiem magii. A cmentarz miał w sobie mrowie historii; zdobienia na kamieniach czy brak nagrobków, sposób rozmieszczenia grobów, rodzinne krypty, znaki, symbole, słowa… teraz z ciekawością słuchała paplaniny Brenny i uśmiechała się delikatnie pod nosem, idąc obok kobiety, którą chyba pocałowało słońce, bo miała w sobie tyle energii. Były podobnego wzrostu, nie miała więc problemu za nią nadążyć, nawet trzymając splecione za plecami dłonie, wyglądając jak rasowy spacerowicz. W spodniach, różowej koszuli weń wpuszczonych… czy wyglądała mugolsko? Na tyle o ile, już i tak przywykła, że się za nią obracają, ze względu na nietypową urodę. Gdyby ubrała się krzykliwie czy niestandardowo, to by pewnie tylko kręcili głowami i mówili, że to pewnie jakaś zagraniczna wariatka. Odstawanie od społeczeństwa miało pewne plusy…
- Nie widzę w tym nic dziwnego – odparła spokojnie, spoglądając spokojnie na groby wokół, ale gdy Brenna wskazała ten swój ulubiony, to wbiła w niego spojrzenie. Symbol od razu przykuł uwagę Ginewry, nic więc dziwnego że nawet się nachyliła, by mu się przyjrzeć. Trójkąt, okrąg, prosta linia… jej mózg od razu zaczął przeczesywać głowę, próbując go do czegoś dopasować.
- Z której to baśni? Mój tata opowiadał mi kilka, jak byłam mała – oo Peverellach uczyła się na kursie historii magii, ale tak naprawdę niewiele. Głównie tyle, że byli i wymarli, nic poza tym nie bardzo pamiętała. Ale nie byli pierwszym takim rodem, nie było to nic nadzwyczajnego, jak zauważyła Brenna. - To bardzo stary grób. Cud, że zachował się w takim stanie aż do dzisiaj – zauważyła po chwili i nachyliła się bardziej. Nie powstrzymała się i przejechała palcem po starym karmieniu; stał tu na wietrze, wystawiony na deszcz i słońce, jej dotyk nie mógł bardziej zaszkodzić.
Była zbyt zajęta oględzinami bardzo starego grobu, by zauważyć, że ktoś jeszcze tutaj jest. Znaczy – może i zauważyła, ale ten ktoś ewidentnie pochłonięty był w swojej pracy, a ją za bardzo ciekawiło to, co opowiadała Brenna, by swoją uwagę poświęcić człowiekowi, a nie historii, jaka była snutna. Gadanie Brenny zupełnie jej nie przeszkadzało, sama zresztą gdyby jej pozwolić, to mogłaby się nie zamykać, jeśli pozwolić jej mówić o rzeczach, które krążyły wokół jej zainteresowań (a trochę ich miała). Dopiero słysząc "Bee" niczym beczenie owcy, uniosła głowę, nadal wpół nachylona nad kamiennym nagrobkiem. Mężczyzna był szybki, i z pewnością nie spodziewał się tutaj jej obecności, bo gdy ją zauważył (była pewna, że to och, to było przez nią), zamarł. I Guinevere na moment też się zawiesiła, ale szybciutko się wyprostowała i uśmiechnęła pogodnie.
- Dzień dobry – zwróciła się do Sama, nie dając po sobie poznać żadnego zmieszania czy oceniania po tym, jak dwa dni temu salwował się ucieczką.