Rzadko kiedy zdarzała się sytuacja, jak ta dzisiaj, żeby nowo poznana osoba jej nie znała. Heather naprawdę była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Czasem dobrze być anonimowym. Przynajmniej nie musiała zaspokajać żadnych oczekiwań, a mogła po prostu być sobą.
Wood liczyła na to, że nieznajomy wyrazi chęć zjedzenia czegoś bardziej konkretnego, no ale skoro chce pomarańczę...- TŁUCZKU, TŁUUUUUUCZKU- Krzyknęła dziewczyna. - Przynieś mi proszę pomarańczę.- Skrzat na pewno nie zignoruje tego darcia paszczy, przynajmniej tak się jej wydawało.
Heather jakoś nigdy nie przejmowała się konwenansami, nawet przez myśl jej nie przyszło, że powinna się zastanowić nad tym, jak nazywać tego tutaj chłopaka, jak dla niej byli w tym samym wieku, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Nie miała pojęcia, jak wytłumaczyć to, że przez tyle lat się nie postarzał, to pewnie jakaś dziwna magia.
Wood siedziała na swoim łóżku, czekała, aż Ururu się przebierze, a raczej ubierze, bo nie miał na sobie nic poza tym płaszczem. Było jej go ogromnie szkoda, kto wie, co właściwie go spotkało. Miał jakieś zaniki pamięci, sam przecież nie wiedział, co mu się przydarzyło, trochę ją to przerażało. Nie do końca potrafiła mu pomóc, nie wiedziała w jaki sposób powinna się nim zająć. Porozmawia z rodzicami o tym, żeby pozwolili mu się tutaj zatrzymać, byli przyzwyczajeni, że przebywa u niej ciągle wiele osób, jedna w tą czy w drugą stronę nie powinna robić różnicy. Może pomogą mu znaleźć jakieś zajęcie? Może jakoś dojdą do tego, co właściwie mu się przytrafiło. Z rozmyślań wyrwał ją Tłuczek, który pojawił się w jej sypialni trzymając w dłoni dwie pomarańczę. -Proszę bardzo panienko, pomarańcze!- Rzekł, po czym podszedł do dziewczyny i wręczył jej owoce. - Dziękuję, już możesz iść, jakby przyszła matka, to zagadaj ją, będę musiała jej coś wyjaśnić, a jeszcze nie do końca wymyśliłam od czego zacząć.- Miała nadzieję, że Tłuczek poradzi sobie z tym zadaniem.
Wood w oczekiwaniu na chłopaka położyła się na łóżku, trochę to trwało, zaczęła przymykać ozy, kiedy drzwi od jej łazienki się otworzyły. Podniosła się gwałtownie i zmierzyła go wzrokiem. - Nie jest najgorzej, chociaż trochę to wszystko na Ciebie za duże, możemy się wybrać na zakupy i znaleźć coś odpowiedniego dla Ciebie, jak nabierzesz sił.- Czuła, że musi mu pomóc, na pewno nie brała w ogóle pod uwagę, że mógłby jej pomoc odrzucić. - Usiądź sobie, na pewno jesteś zmęczony!- Pokazała na wolne miejsce na swoim łóżku. - Mam pomarańczę!- Wystawiła w jego kierunku rękę z owocem w dłoni.
- Tak, konflikt jest oficjalny, znaczy może trochę, poplecznicy Voldemorta nie chwalą się na prawo i lewo tym, że go wspierają, jednak atakują, w maskach, żeby nikt nie wiedział kim są.- Uważała ich za tchórzy, w końcu skoro postanowili wybrać stronę to zdaniem Heath powinni mieć odwagę do tego, aby się do tego przyznać. - Atakowali już kilka razy, podczas różnych wydarzeń, nie mają skrupułów, zabijają bez zawahania.- Wood uważała to za głupotę, zamierzała z nimi walczyć, bo jej rodzina również nie była bezpieczna.