13.03.2024, 10:19 ✶
Nie przeszkadzała mu wulgarność Moody - zdążył się przyzwyczaić do różnego typu ludzi. A ci, którzy przeklinali na czym świat stoi, byli podobno inteligentni. Tak mu kiedyś powiedział jakiś kolega w Hogwarcie i tego się trzymał, bo - prawdę mówiąc - Aidan też nie należał do osób, które wyrzucały z siebie słodko-pierdzące słówka przy każdej okazji.
- Daj spokój - prychnął na wspomnienie o raportach. Co prawda on nie miał ich jakoś specjalnie dużo, bo zwalał je na innych przy absolutnie każdej okazji. Jeszcze się nie zorientowali, że robił to specjalnie. Ba, wciąż myśleli, że to ogromna szansa dla nich samych, żeby się wykazać. Że wystarczy wejść komu trzeba w dupę i cyk, awansik. Tylko że no... Nie do końca tak to działało. Owszem, włazidupstwo było pożądane chyba na każdym stanowisku, ale tutaj trzeba było jeszcze jakoś się pokazać, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. On więc ani się nie pokazywał, ani nie wykazywał. Dobrze mu tu było, podobnie jak Millie, chociaż czasem się nudził. Tak jak dzisiaj. - Latam, ale chyba nie będę dla ciebie wyzwaniem, wiesz? Dawno nie wsiadałem na miotłę.
Podrapał się po policzku wolną ręką. Kiedy on ostatnio latał? W Hogwarcie chyba. Zdał jakoś, ale nie mógł powiedzieć, że był asem przestworzy. W zasadzie to dość kiepsko mu szło, tak po prawdzie, ale do tego nie miał zamiaru się przyznawać. Spaść nie spadnie, ale starczy powiedzieć, że na miotle wyglądał jak rozkraczona wrona.
- Ale w sumie czemu nie, może zlecę i złamię kark, będę miał spokój - zaciągnął się papierosem, marszcząc brwi. Przed nimi dostrzegł tłumek ludzi. Stali grupką, jakby w jakimś kręgu, i wymachiwali rękami. Byli dość daleko, nie wydawało się też by byli agresywni, ale na pewno mówili podniesionymi głosami. Parkinson wskazał na nich ręką z petem. - Dziwne, co? Kto normalny o tej porze roku urządza wiece na środku ulicy?
Przez chwilę miał nadzieję, że może to jakieś zwykłe spotkanie dzieciaków, ale to byłoby głupie. Dzieciaki nie były tak wysokie. Może i tłumek był daleko, ale wyglądali na dorosłych w różnym przedziale wiekowym. Część była opatulona ciepłymi płaszczami, pozostali mieli długie, ocieplane szaty. Aidan westchnął. Nie bardzo chciał tam iść, ale chyba by wypadało? Chociaż zerknąć.
- Rzucamy monetą? - zapytał, zerkając w kierunku Moody. Lepsze to niż papier-kamień-nożyce-miotła.
- Daj spokój - prychnął na wspomnienie o raportach. Co prawda on nie miał ich jakoś specjalnie dużo, bo zwalał je na innych przy absolutnie każdej okazji. Jeszcze się nie zorientowali, że robił to specjalnie. Ba, wciąż myśleli, że to ogromna szansa dla nich samych, żeby się wykazać. Że wystarczy wejść komu trzeba w dupę i cyk, awansik. Tylko że no... Nie do końca tak to działało. Owszem, włazidupstwo było pożądane chyba na każdym stanowisku, ale tutaj trzeba było jeszcze jakoś się pokazać, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. On więc ani się nie pokazywał, ani nie wykazywał. Dobrze mu tu było, podobnie jak Millie, chociaż czasem się nudził. Tak jak dzisiaj. - Latam, ale chyba nie będę dla ciebie wyzwaniem, wiesz? Dawno nie wsiadałem na miotłę.
Podrapał się po policzku wolną ręką. Kiedy on ostatnio latał? W Hogwarcie chyba. Zdał jakoś, ale nie mógł powiedzieć, że był asem przestworzy. W zasadzie to dość kiepsko mu szło, tak po prawdzie, ale do tego nie miał zamiaru się przyznawać. Spaść nie spadnie, ale starczy powiedzieć, że na miotle wyglądał jak rozkraczona wrona.
- Ale w sumie czemu nie, może zlecę i złamię kark, będę miał spokój - zaciągnął się papierosem, marszcząc brwi. Przed nimi dostrzegł tłumek ludzi. Stali grupką, jakby w jakimś kręgu, i wymachiwali rękami. Byli dość daleko, nie wydawało się też by byli agresywni, ale na pewno mówili podniesionymi głosami. Parkinson wskazał na nich ręką z petem. - Dziwne, co? Kto normalny o tej porze roku urządza wiece na środku ulicy?
Przez chwilę miał nadzieję, że może to jakieś zwykłe spotkanie dzieciaków, ale to byłoby głupie. Dzieciaki nie były tak wysokie. Może i tłumek był daleko, ale wyglądali na dorosłych w różnym przedziale wiekowym. Część była opatulona ciepłymi płaszczami, pozostali mieli długie, ocieplane szaty. Aidan westchnął. Nie bardzo chciał tam iść, ale chyba by wypadało? Chociaż zerknąć.
- Rzucamy monetą? - zapytał, zerkając w kierunku Moody. Lepsze to niż papier-kamień-nożyce-miotła.