13.03.2024, 13:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2024, 13:15 przez Rodolphus Lestrange.)
Lestrange kiwnął głową Stanleyowi. Kojarzył go z widzenia - mignął mu raz czy dwa, ale nie przyglądał mu się jakoś szczególnie w Ministerstwie Magii. Pracowali w innych Departamentach, a prawdę mówiąc Lestrange nie interesował się nadmiernie tym, co robią inni. Co nie znaczy, że nie słyszał plotek, które mimowolnie wciskały mu się w uszy, gdy jechał windą, wchodził na piętro czy wychodził z budynku. Nie komentował ich jednak - zresztą nie był osobą, do której ludzie przychodzili z ploteczkami i kawą. Zwłaszcza że za kawą nie przepadał, a w Ministerstwie to był wystarczający powodów, by uznać kogoś za dziwaka.
Szedł na pierwszy ogień. Nie bardzo podobało mu się, że poczynił tak mało postępów, ale po prawdzie to Robert nie dał im zbyt wiele czasu. Patrząc na to, że musiał jednocześnie zajmować się kilkoma innymi sprawami, to albo by poświęcił własny sen, czego robić nie chciał, albo... Nie, nie było albo - nie było innej opcji, po prostu.
- Marie Abbott. Sekretarka w Departamencie Przestrzegania Prawa. Pracuje tam od niedawna, jakoś od miesiąca, ale zajmuje się przygotowywaniem, porządkowaniem i wydawaniem dokumentacji. Widziałem ją kilkukrotnie na korytarzach Ministerstwa, nie słyszałem plotek o niekompetencji. Za nami już dwa spotkania, niedługo będziemy się widzieć po raz trzeci. Jest okropnie naiwna, ale łatwo ją zmanipulować. Na dniach będę posyłał jej sowę z propozycją kolejnego spotkania. Twój plan na razie idzie bez zmian, Robercie. Ma okropne parcie na bycie docenioną przez kogokolwiek, a jednocześnie widać, że bardzo brakuje jej pieniędzy... Słyszałeś może o cudownej knajpie Dwa Złote Łuki? Musisz się tam wybrać, jeśli lubisz ziemniaki w tłuszczu z ogromną ilością soli - i pomyliła go z kuzynem, więc zapewne ma parcie na szkło. I pieniądze, które miał, skoro zaprosiła go do Złotych Łuków. Na wieść o tym, że nie jest Louvainem nawet się nie zająknęła - po prostu parła dalej, wdzięcząc się i chichocząc jak nastolatka. - Będziemy szli do Rosiera po tę nieszczęsną sukienkę. Na razie trzymam ją na odpowiedni dystans, który usilnie stara się skrócić. Pozwolę na to w odpowiednim momencie, gdy nie będzie miała już możliwości odwrotu, najpewniej w przeciągu kilku dni, bo wydaje się być pod presją rodziny albo swojej własnej głowy, jeśli chodzi o złapanie kogoś z pieniędzmi.
Pieniądze tu nie grały roli, miał ich sporo. Problemem był fakt, że dziewczyna wydawała się mieć ogromne parcie na nazwisko. Istniała szansa, że jeżeli kto inny się nią zainteresuje, on sam pójdzie w odstawkę, jeśli nie rozegra tego odpowiednio szybko. Jednocześnie nie mógł się zbytnio narzucać, bo wzbudziłoby to podejrzenia nawet u tak naiwnej dziewczyny, jak Marie.
- Czy potrzebujesz żebym wyciągnął od niej coś konkretnego, czy sprawy mają iść własnym torem? - to było kluczowe pytanie, bo Lestrange miał się do niej zbliżyć. Sprawić, żeby Marie się nim zainteresowała, stała się chętna do rozmowy. To już miał odhaczone. Pogłębi tę więź, tę relację, bo tak mu polecono. Pytanie tylko czy miał zwracać uwagę na coś konkretnego? W końcu Robert, jak zwykle, w tej kwestii był enigmatyczny.
Szedł na pierwszy ogień. Nie bardzo podobało mu się, że poczynił tak mało postępów, ale po prawdzie to Robert nie dał im zbyt wiele czasu. Patrząc na to, że musiał jednocześnie zajmować się kilkoma innymi sprawami, to albo by poświęcił własny sen, czego robić nie chciał, albo... Nie, nie było albo - nie było innej opcji, po prostu.
- Marie Abbott. Sekretarka w Departamencie Przestrzegania Prawa. Pracuje tam od niedawna, jakoś od miesiąca, ale zajmuje się przygotowywaniem, porządkowaniem i wydawaniem dokumentacji. Widziałem ją kilkukrotnie na korytarzach Ministerstwa, nie słyszałem plotek o niekompetencji. Za nami już dwa spotkania, niedługo będziemy się widzieć po raz trzeci. Jest okropnie naiwna, ale łatwo ją zmanipulować. Na dniach będę posyłał jej sowę z propozycją kolejnego spotkania. Twój plan na razie idzie bez zmian, Robercie. Ma okropne parcie na bycie docenioną przez kogokolwiek, a jednocześnie widać, że bardzo brakuje jej pieniędzy... Słyszałeś może o cudownej knajpie Dwa Złote Łuki? Musisz się tam wybrać, jeśli lubisz ziemniaki w tłuszczu z ogromną ilością soli - i pomyliła go z kuzynem, więc zapewne ma parcie na szkło. I pieniądze, które miał, skoro zaprosiła go do Złotych Łuków. Na wieść o tym, że nie jest Louvainem nawet się nie zająknęła - po prostu parła dalej, wdzięcząc się i chichocząc jak nastolatka. - Będziemy szli do Rosiera po tę nieszczęsną sukienkę. Na razie trzymam ją na odpowiedni dystans, który usilnie stara się skrócić. Pozwolę na to w odpowiednim momencie, gdy nie będzie miała już możliwości odwrotu, najpewniej w przeciągu kilku dni, bo wydaje się być pod presją rodziny albo swojej własnej głowy, jeśli chodzi o złapanie kogoś z pieniędzmi.
Pieniądze tu nie grały roli, miał ich sporo. Problemem był fakt, że dziewczyna wydawała się mieć ogromne parcie na nazwisko. Istniała szansa, że jeżeli kto inny się nią zainteresuje, on sam pójdzie w odstawkę, jeśli nie rozegra tego odpowiednio szybko. Jednocześnie nie mógł się zbytnio narzucać, bo wzbudziłoby to podejrzenia nawet u tak naiwnej dziewczyny, jak Marie.
- Czy potrzebujesz żebym wyciągnął od niej coś konkretnego, czy sprawy mają iść własnym torem? - to było kluczowe pytanie, bo Lestrange miał się do niej zbliżyć. Sprawić, żeby Marie się nim zainteresowała, stała się chętna do rozmowy. To już miał odhaczone. Pogłębi tę więź, tę relację, bo tak mu polecono. Pytanie tylko czy miał zwracać uwagę na coś konkretnego? W końcu Robert, jak zwykle, w tej kwestii był enigmatyczny.