15.03.2024, 01:28 ✶
Tak naprawdę, to Flynn nie chciał wrócić aż tak późno, chociaż to była prawda, że wpierw sam przeciągnął swój powrót jak tylko mógł, żeby Alexander musiał się o niego martwić. Ale to... To miała być taka zgrabna manipulacja, miał odpocząć gdzieś z resztą smacka, a później pojawić się w chwale jak zbawca, kiedy ten wredny chuj zdąży za nim zatęsknić. Nie planował ani topienia się w oceanie, ani tej rozmowy z Laurentem. Nie planował bycia zabranym z tej plaży wbrew jego woli... Nie planował pojawić się tutaj taki wymięty. Kiedy stał przed ich... Jego? Ich? No przed wozem, wyglądał jak chodzące nieszczęście jeszcze bardziej niż zwykle. Kurtkę miał zniszczoną od soli, oczy podkrążone, włosy poplątane. Naciskając na klamkę, zdał sobie sprawę z tego, że nie pamiętał kiedy ostatnio jadł i to mogło być w dzień, w którym uciekł stąd z płaczem. Idealny stan, żeby wzbudzić w nim poczucie winy, czyli wszystko tak jak miało być, tylko...
Kiedy tylko wszedł do środka i go zobaczył, zamiast uczucia satysfakcji ogarnęło go głębokie, duszące poczucie bezsensu. Po co on to wszystko robił? Po co wyobrażał sobie te durne rzeczy i w dodatku próbował wcielać je w życie?
Rozczarowany sobą, nie potrafiąc wykrzesać z siebie choćby słowa, rzucił tę zniszczoną kurtkę na stos noży leżących przy półce, potarł rękoma twarz i bardzo mocno się zawahał. No bo pierwotnie chciał jak ostatnia szuja położyć się spać, ale teraz jakoś nie potrafił. Stał jak kołek wpatrując się w pracującego Alexandra i znowu nie potrafił nic powiedzieć, ale nie potrafił też stąd wyjść, nie potrafił się położyć. Po chwili zorientował się, że nie potrafił też oddychać. Złapał się za klatkę piersiową i nabrał powietrza w płuca z olbrzymim, palącym go bólem, ale jego twarz nie do końca to wyrażała. Jego brązowe oczy wlepione w brata sprawiały wrażenie, jakby był głęboko rozgniewany i oczekiwał przeprosin, tylko zapomniały dodać, że rozgniewany był głównie przez własne zachowanie. Te ręce mu zadrżały, zmieszany wydał z siebie takie krótkie i niezgrabne „mpmph”, sugerujące jakąś wolę nawiązania kontaktu, ale ewidentnie nieudaną. Ostatecznie podszedł do niego bliżej, opadł na podłogę i położył się na niej, opierając głowę o jego udo. I w takiej pozycji już został.
Kiedy tylko wszedł do środka i go zobaczył, zamiast uczucia satysfakcji ogarnęło go głębokie, duszące poczucie bezsensu. Po co on to wszystko robił? Po co wyobrażał sobie te durne rzeczy i w dodatku próbował wcielać je w życie?
Rozczarowany sobą, nie potrafiąc wykrzesać z siebie choćby słowa, rzucił tę zniszczoną kurtkę na stos noży leżących przy półce, potarł rękoma twarz i bardzo mocno się zawahał. No bo pierwotnie chciał jak ostatnia szuja położyć się spać, ale teraz jakoś nie potrafił. Stał jak kołek wpatrując się w pracującego Alexandra i znowu nie potrafił nic powiedzieć, ale nie potrafił też stąd wyjść, nie potrafił się położyć. Po chwili zorientował się, że nie potrafił też oddychać. Złapał się za klatkę piersiową i nabrał powietrza w płuca z olbrzymim, palącym go bólem, ale jego twarz nie do końca to wyrażała. Jego brązowe oczy wlepione w brata sprawiały wrażenie, jakby był głęboko rozgniewany i oczekiwał przeprosin, tylko zapomniały dodać, że rozgniewany był głównie przez własne zachowanie. Te ręce mu zadrżały, zmieszany wydał z siebie takie krótkie i niezgrabne „mpmph”, sugerujące jakąś wolę nawiązania kontaktu, ale ewidentnie nieudaną. Ostatecznie podszedł do niego bliżej, opadł na podłogę i położył się na niej, opierając głowę o jego udo. I w takiej pozycji już został.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.