Całkiem zabawne było to, jak bardzo różniło się życie poza szkolne wszystkich jej znajomych. Ona wracała na święta do Walii, pewnie weźmie udział w jakimś polowaniu, a później potajemnie upije się z kuzynostwem, uważała to za całkiem przyjemny czas. Nie wszyscy jednak tak mieli. Ich rodzice zajmowali się różnymi profesjami, więc nie zawsze byli na miejscu. Ciekawe, jak to z nimi wszystkimi będzie, czy jak skończą wreszcie szkołę, to rozjadą się po świecie. Trochę ją przerażała wizja tego, że jej przyjaciół może zabraknąć w jej życiu, że nie będą mieli sposobności spotykać się na co dzień. W końcu zdążyła przez te siedem lat się przyzwyczaić do ich obecności.
Nie wydawało jej się, żeby była jakaś specjalnie głośna, nikt raczej jej nie zwracał na to uwagi, może poza matką, która mówiła, że dziewczęta nie powinny się zachowywać w ten sposób, że wypadało aby była stonowana, niestety Ger miała w sobie zdecydowanie więcej z ojca, któremu wiele brakowało do bycia stonowanym człowiekiem. Nie, żeby jej to specjalnie przeszkadzało. - Jak sobie życzysz, podejdę tak, że nawet nie zauważysz i wydrę się tak głośno, że dostaniesz zawału. - Nie było to dla niej wcale problematyczne, bo potrafiła się skradać, jak nikt inny. Większość wakacji spędzała polując na dzikie zwierzęta, przygotowywała się do swojego przyszłego zawodu.
- Nie, no coś ty, ja wyśmieję?! - Skrzyżowała ręce na piersi i udawała rozczarowanie, że też coś takiego w ogóle przeszło mu przez myśl. Tak naprawdę to trochę sobie żartowała, a jej postawa była bardzo teatralna i nienaturalna.
- Dama? Żadna, ale powinieneś o tym wiedzieć po tych siedmiu latach znajomości. - Daleko jej było do damy, zdecydowanie, Ger należała do tego typu dziewcząt, które wplątywały się w bójki, często trafiały na szlabany oraz zachowywały się dosyć nieprzewidywalnie. - Kopcić, kopciłam, nie mogłam cię znaleźć. - Próbowała jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie, żeby nie było, że o nim zapomniała, bo to już by było niegrzeczne. Szczególnie, że Isaac zawsze o niej pamiętał w podobnych sytuacjach. - Jak sobie życzysz mój drogi, kimże jestem, żeby odmówić ci małego dotlenienia! - Szczególnie, że nie miała w tej chwili nic ciekawego do roboty, a pogoda jak z bajki zachęcała do wyjścia na zewnątrz.
Dała mu się nakierować w stronę wyjścia, jakby wcale nie znała drogi. Gdy znaleźli się przed drzwiami narzuciła na siebie szatę, żeby nie zmarznąć, była gotowa do tego spaceru.
- Idziemy w stronę Zakazanego Lasu? Tam nikt nas nie powinien zauważyć. - Im dalej od oczu nauczycieli tym bezpieczniej, wolałaby uniknąć listu do rodziców z kolejną skargą na jej zachowanie.