13.03.2024, 20:04 ✶
Jakoś nie sądził, by to, że dość trudno było uwierzyć w autentyczność zaręczyn tych dwoje, miało oznaczać, że dziennikarka nie zdecyduje się o tym napisać. Przeciwnie. Ten brak wiarygodności – oraz potencjalne zaskoczenie, jakie mogła wywołać taka informacja – mógł w znacznym stopniu przyczynić się do publikacji w gazecie. W dodatku, jak się okazywało, bez zbędnej straty czasu. Terry natomiast zdążył już nawet nabrać powietrza, żeby podzielić się tą oczywistością z Penny, ale… odpuścił sobie. Prawdopodobnie w porę dotarło do niego, że nie miało to większego sensu i że jego przyjaciółka najpewniej i tak podświadomie zdawała sobie sprawę z tego, że to nie mogło się tak po prostu rozejść po kościach.
– Przynajmniej na pewno udało ci się utrzymać jej zainteresowanie – stwierdził swobodnie, tego z całą pewnością nie mogąc jej odmówić. I, tak przy okazji, nie mogąc powstrzymać się, by nie powiedzieć również tego. Wystarczającym dokonaniem było to, że ugryzł się w język chwilę wcześniej. Zwłaszcza, że to akurat nie zdarzało mu się zbyt często – zdecydowanie bardziej wolał wybierać opcję zakładającą mówienie wszystkiego tego, co akurat przyszło mu na myśl. Czasami z nie najlepszym skutkiem.
– Chociaż następnym razem może lepiej będzie spróbować czegoś innego… – zmarszczył na moment brwi, raz jeszcze zerkając na gazetę. Nie podsunął jej wprawdzie żadnego pomysłu na to, w jaki inny sposób mogłaby w przyszłości spróbować podtrzymać czyjeś zainteresowanie, jednak z całą pewnością nie wynikało to z tego, że takowych miałoby mu brakować. Więcej jak pewne było to, że pomysłów miał przynajmniej kilka i że jak najbardziej zamierzał wymienić choćby część z nich na głos. Przeszkodziło mu w tym spojrzenie Penny, jakie napotkał podnosząc wzrok znad tekstu. Widocznie była to jedna z tych nielicznych sytuacji, kiedy wypadałoby wykrzesać z siebie przynajmniej odrobinę powagi i rzeczywiście zastanowić się nad tymi całkiem realnymi konsekwencjami opublikowanej w gazecie informacji.
A realnie chyba nie prezentowały się one zbyt dobrze.
– Myślę, że znajdzie się całkiem sporo osób, którym niespecjalnie spodobają się te wasze wymyślone zaręczyny. I jakoś nie wydaje mi się, żeby któraś z tych osób miała zamiar zastanawiać się nad ich prawdziwością – stwierdził, nie widząc większego sensu w tym, żeby wmawiać teraz komukolwiek, że ta informacja nie wzbudzi u nikogo zainteresowania. Gdyby tak było, nie pojawiłaby się w prasie. Dziennikarka zignorowałaby ją, prawdopodobnie tak samo, jak wiele innych nieistotnych kwestii, o których musiała usłyszeć tego samego dnia. Tymczasem, skoro zdecydowała się ją opublikować, raczej doskonale wiedziała co robi. I Weasley chyba również zdawała sobie z tego sprawę. Może nie wtedy, gdy przez krótką chwilę uroiło jej się, że palnięcie czegoś na temat zaręczyn będzie świetnym pomysłem, ale teraz… chyba już tak.
– Głównie wściekał się, że nie traktuję jego zaręczyn poważnie. Może przez to, że zapomniałem mu pogratulować – kolejne jej pytanie skwitował już jednak lekkim uśmiechem i żartobliwym tonem. Tyle więc byłoby z poważnego podejścia do sprawy. Ale… z drugiej strony – nie było przecież sensu w tym, by jakoś przesadnie się nad tym wszystkim umartwiać. Stało się, informacja poszła w świat i w zasadzie niewiele dało się z tym zrobić. Grobowa mina i snucie ponurych wizji raczej nie byłyby tym, co mogłoby jakoś szczególnie pomóc. Żartowanie z sytuacji pewnie też nie, ale to już można było taktownie przemilczeć.
– Przynajmniej na pewno udało ci się utrzymać jej zainteresowanie – stwierdził swobodnie, tego z całą pewnością nie mogąc jej odmówić. I, tak przy okazji, nie mogąc powstrzymać się, by nie powiedzieć również tego. Wystarczającym dokonaniem było to, że ugryzł się w język chwilę wcześniej. Zwłaszcza, że to akurat nie zdarzało mu się zbyt często – zdecydowanie bardziej wolał wybierać opcję zakładającą mówienie wszystkiego tego, co akurat przyszło mu na myśl. Czasami z nie najlepszym skutkiem.
– Chociaż następnym razem może lepiej będzie spróbować czegoś innego… – zmarszczył na moment brwi, raz jeszcze zerkając na gazetę. Nie podsunął jej wprawdzie żadnego pomysłu na to, w jaki inny sposób mogłaby w przyszłości spróbować podtrzymać czyjeś zainteresowanie, jednak z całą pewnością nie wynikało to z tego, że takowych miałoby mu brakować. Więcej jak pewne było to, że pomysłów miał przynajmniej kilka i że jak najbardziej zamierzał wymienić choćby część z nich na głos. Przeszkodziło mu w tym spojrzenie Penny, jakie napotkał podnosząc wzrok znad tekstu. Widocznie była to jedna z tych nielicznych sytuacji, kiedy wypadałoby wykrzesać z siebie przynajmniej odrobinę powagi i rzeczywiście zastanowić się nad tymi całkiem realnymi konsekwencjami opublikowanej w gazecie informacji.
A realnie chyba nie prezentowały się one zbyt dobrze.
– Myślę, że znajdzie się całkiem sporo osób, którym niespecjalnie spodobają się te wasze wymyślone zaręczyny. I jakoś nie wydaje mi się, żeby któraś z tych osób miała zamiar zastanawiać się nad ich prawdziwością – stwierdził, nie widząc większego sensu w tym, żeby wmawiać teraz komukolwiek, że ta informacja nie wzbudzi u nikogo zainteresowania. Gdyby tak było, nie pojawiłaby się w prasie. Dziennikarka zignorowałaby ją, prawdopodobnie tak samo, jak wiele innych nieistotnych kwestii, o których musiała usłyszeć tego samego dnia. Tymczasem, skoro zdecydowała się ją opublikować, raczej doskonale wiedziała co robi. I Weasley chyba również zdawała sobie z tego sprawę. Może nie wtedy, gdy przez krótką chwilę uroiło jej się, że palnięcie czegoś na temat zaręczyn będzie świetnym pomysłem, ale teraz… chyba już tak.
– Głównie wściekał się, że nie traktuję jego zaręczyn poważnie. Może przez to, że zapomniałem mu pogratulować – kolejne jej pytanie skwitował już jednak lekkim uśmiechem i żartobliwym tonem. Tyle więc byłoby z poważnego podejścia do sprawy. Ale… z drugiej strony – nie było przecież sensu w tym, by jakoś przesadnie się nad tym wszystkim umartwiać. Stało się, informacja poszła w świat i w zasadzie niewiele dało się z tym zrobić. Grobowa mina i snucie ponurych wizji raczej nie byłyby tym, co mogłoby jakoś szczególnie pomóc. Żartowanie z sytuacji pewnie też nie, ale to już można było taktownie przemilczeć.