13.03.2024, 21:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 15:56 przez Sebastian Macmillan.)
Uniósł szklaneczkę z brązowym alkoholem do ust, wsłuchując się w dyskusję między swymi towarzyszami. Pokiwał ze zrozumieniem głową, gdy Neil zdradził im, co wylosował w koszyczku przy wejściu na przyjęcie. Nic dziwnego, że chodził jakiś taki poddenerwowany.
— Bo mugole próbowali palić naszych przodków na stosach, Patricku. Całkowicie rozumiem zmartwienie kolegi. — wyjaśnił mu, jakby tą prostą informacją chciał przed nim uchylić bramy królestwa Matki Natury. — To miała być kara za oddawanie czci diabłom, spółkowanie z sukkubami i podbieranie mleka krowom we wsi. — Pokręcił wymownie głową, jakby nie rozumiał, czemu Steward nie załapał tak prostego nawiązania. — Musisz więcej czytać. Sporo się zmieniło w podręcznikach do Historii Magii, odkąd skończyłeś edukację. — Następnie zwrócił się do Efnera. — Jeśli boisz się o swoją przyszłość, polecam spowiedź u jednego z kapłanów w siedzibie kowenu. Zawsze to człowiekowi lżej na duszy.
Macmillan uważał się za dosyć dobrze poinformowanego w tych kwestiach z uwagi na to, że po ukończeniu nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie przestał się uczyć, a kontynuował swoją drogę studenta na jednym z zagranicznych instytutów skupionych właśnie wokół badań historycznych. Kto by pomyślał, że zainteresowanie dawnymi dziejami i runami przyczyni się do tego, że obecnie trudnił się egzorcyzmami i odprawianiem duchów na drugą stronę?
— Robisz coś na po-teleportacyjne bóle żołądka? — spytał Neila, jakby to było najnormalniejsze pytanie na świecie.
Bądź co bądź, to były tylko eliksiry. Sebastian dorastał w rodzinie, w której podczas praktycznie każdego większego spotkania dyskutowano o duchach, zjawach, życiu i śmierci. Choroby były u niego naprawdę nisko na liście kontrowersyjnych tematów dyskusji. Człowiek mógł z wiekiem spędzać mniej czasu z rodziną, ale to, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Wzdrygnął się lekko. Aż taki stary to nie był.
— Biorąc poprawkę na nadpobudliwość gospodarzy, mogą tu spokojnie siedzieć do rana — skomentował matowym głosem, nie mając poza tym jakichś szczególnych przemyśleń na ten temat.
Nie czuł się zobligowany do tego, żeby siedzieć do końca i chociażby odebrać swoją dolę w formie kartonika z paroma kawałkami ciasta. I tak nie miał imienne zaproszenia, więc tym bardziej byłoby to dziwne, gdyby został do brzasku bez osoby towarzyszącą, którą w tym przypadku był Patrick. Poza tym wydawało mu się, że byłoby to lekkim afrontem, biorąc pod uwagę, jak zgrana wydawała się zbieranina, która obecnie balowała w stodole.
— Bo mugole próbowali palić naszych przodków na stosach, Patricku. Całkowicie rozumiem zmartwienie kolegi. — wyjaśnił mu, jakby tą prostą informacją chciał przed nim uchylić bramy królestwa Matki Natury. — To miała być kara za oddawanie czci diabłom, spółkowanie z sukkubami i podbieranie mleka krowom we wsi. — Pokręcił wymownie głową, jakby nie rozumiał, czemu Steward nie załapał tak prostego nawiązania. — Musisz więcej czytać. Sporo się zmieniło w podręcznikach do Historii Magii, odkąd skończyłeś edukację. — Następnie zwrócił się do Efnera. — Jeśli boisz się o swoją przyszłość, polecam spowiedź u jednego z kapłanów w siedzibie kowenu. Zawsze to człowiekowi lżej na duszy.
Macmillan uważał się za dosyć dobrze poinformowanego w tych kwestiach z uwagi na to, że po ukończeniu nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie przestał się uczyć, a kontynuował swoją drogę studenta na jednym z zagranicznych instytutów skupionych właśnie wokół badań historycznych. Kto by pomyślał, że zainteresowanie dawnymi dziejami i runami przyczyni się do tego, że obecnie trudnił się egzorcyzmami i odprawianiem duchów na drugą stronę?
— Robisz coś na po-teleportacyjne bóle żołądka? — spytał Neila, jakby to było najnormalniejsze pytanie na świecie.
Bądź co bądź, to były tylko eliksiry. Sebastian dorastał w rodzinie, w której podczas praktycznie każdego większego spotkania dyskutowano o duchach, zjawach, życiu i śmierci. Choroby były u niego naprawdę nisko na liście kontrowersyjnych tematów dyskusji. Człowiek mógł z wiekiem spędzać mniej czasu z rodziną, ale to, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Wzdrygnął się lekko. Aż taki stary to nie był.
— Biorąc poprawkę na nadpobudliwość gospodarzy, mogą tu spokojnie siedzieć do rana — skomentował matowym głosem, nie mając poza tym jakichś szczególnych przemyśleń na ten temat.
Nie czuł się zobligowany do tego, żeby siedzieć do końca i chociażby odebrać swoją dolę w formie kartonika z paroma kawałkami ciasta. I tak nie miał imienne zaproszenia, więc tym bardziej byłoby to dziwne, gdyby został do brzasku bez osoby towarzyszącą, którą w tym przypadku był Patrick. Poza tym wydawało mu się, że byłoby to lekkim afrontem, biorąc pod uwagę, jak zgrana wydawała się zbieranina, która obecnie balowała w stodole.