13.03.2024, 22:05 ✶
Nawet gdyby nie przesunęła się ani trochę, a na to się właśnie zapowiadało, to pewnie nic by z tym nie zrobił. Nie lubił się narzucać, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. Chociaż jeśli odpowiednio długo wkurzał go ten stan rzeczy, to pewnie by się w końcu odezwał. W mniej lub bardziej przemyślany sposób, pewnie wynikłaby z tego jakaś niemiła wymiana zdań i cisza na resztę podróży, ale trudno. Przynajmniej wtedy cisza ta miałaby pełną rację bytu i nikt nie byłby nią zdziwiony. Nikt by się nie zastanawiał, dlaczego druga osoba się nie odzywa, nie snułby głupich domysłów, z których potem wynikały jeszcze głupsze rzeczy. Ale nic z tego się nie wydarzyło, bo kobieta postanowiła zrobić mu miejsce. Usiadł tak, by nie zająć zaś zbyt wiele dla siebie, chociaż pewnie z czasem się to zmieni. Długa podróż rozleniwia człowieka, nawet jeśli chodzi o siedzenie prosto.
— Milles... — powtórzył trochę tak, jakby chciał zapytać, ale pytanie nie padło, a on z lekka skinął głową, przyjmując do wiadomości fakty takie, jakie były. Ciekawie brzmiało to imię. Nie był pewien, czy jest uniwersalne, nigdy specjalnie go to nie interesowało, więc może faktycznie.
Sądził, że zajmie się sobą już za chwilę, kiedy kobieta zrobi to samo, tylko pierwsza, ale nie. Zadała pytanie. Całkiem sporo pytań, które pospiesznie notował w głowie, by żadnego nie pominąć.
— Chyba się mijaliśmy po prostu... Dołączyłem do Cutty jakiś rok temu... — Zerknął na książkę w swoich rękach. — I właściwie tak, też do Paryża. Lubię Francję, wydaje się taka... swobodna. — Nie był pewien, czy to jest to słowo, którego chciał użyć, nawet zmarszczył lekko brwi, ale żadnego lepszego nie znalazł. I padło kolejne pytanie. — Jestem łowcą, poluję na magiczne stworzenia... To znaczy, zwykle ich nie zabijamy, źle to zabrzmiało, ale no. — Wzruszył ramionami i zerknął za okno. — Zwykle wystarczy je przesiedlić. — Nienawidził opowiadać o pracy. Ani o sobie. Ani w ogóle opowiadać, myśli mknęły wtedy znacznie szybciej niż potrafił je ułożyć, a zdania wydawały się jakieś nieskładne i z dziurawym kontekstem, który tylko on ogarniał.
— Milles... — powtórzył trochę tak, jakby chciał zapytać, ale pytanie nie padło, a on z lekka skinął głową, przyjmując do wiadomości fakty takie, jakie były. Ciekawie brzmiało to imię. Nie był pewien, czy jest uniwersalne, nigdy specjalnie go to nie interesowało, więc może faktycznie.
Sądził, że zajmie się sobą już za chwilę, kiedy kobieta zrobi to samo, tylko pierwsza, ale nie. Zadała pytanie. Całkiem sporo pytań, które pospiesznie notował w głowie, by żadnego nie pominąć.
— Chyba się mijaliśmy po prostu... Dołączyłem do Cutty jakiś rok temu... — Zerknął na książkę w swoich rękach. — I właściwie tak, też do Paryża. Lubię Francję, wydaje się taka... swobodna. — Nie był pewien, czy to jest to słowo, którego chciał użyć, nawet zmarszczył lekko brwi, ale żadnego lepszego nie znalazł. I padło kolejne pytanie. — Jestem łowcą, poluję na magiczne stworzenia... To znaczy, zwykle ich nie zabijamy, źle to zabrzmiało, ale no. — Wzruszył ramionami i zerknął za okno. — Zwykle wystarczy je przesiedlić. — Nienawidził opowiadać o pracy. Ani o sobie. Ani w ogóle opowiadać, myśli mknęły wtedy znacznie szybciej niż potrafił je ułożyć, a zdania wydawały się jakieś nieskładne i z dziurawym kontekstem, który tylko on ogarniał.