13.03.2024, 22:13 ✶
Powoli i ostrożnie podszedłem do okna, jak gdyby słońce mogło mnie w jakikolwiek sposób zaskoczyć. Na szczęście bywało przewidywalne, każdego poranka takie samo. Jedynie zmieniały się godziny wschodu i zachodu, ale te z kolei trzymały się określonych ram, więc... jedyną zmienną, bardziej nieprzewidywalną, były dni pochmurne kontra te słoneczne. Żyliśmy w Anglii, w Londynie, gdzie w jednym momencie mogło smażyć słońce, zaś w kolejnym padać potężną ulewą. Nie ruszałem się z mieszkania za dnia i dlatego to było nużące - siedzieć całe dnie w domu, zamiast wariować. Z Kimi bylibyśmy chuj wie w jakim kraju w tej chwili. Co robili...? Cóż, to też byłoby cholernie nieprzewidywalne, szczególnie znając jej standardy.
Siostra proponowała mi kawę, ale pokręciłem nosem. Sięgnąłem jednak po jej kubek by skraść chociaż łyka, chociaż w odrobinie... poczuć się dawnym sobą...? Ale to nie miało sensu. Picie kawy. Nie była w stanie mi pomóc przy znużeniu, które potrafiłem odczuwać przez... głód. I nie okłamujmy się, sięgnąłem po jej kawę z innego powodu. Sprawdzałem niepozornie, potwierdzałem teorie kłębiące się w mojej głowie.
- Myślę, że jak dalej będziesz tak jechała... to harpia będzie wygrana w tym pojedynku - zauważyłem, jednak wyjeżdżając z grubej rury. Tak jakoś... poszło? Może nawet lepiej, praktyczniej. Zerwanie plastra, czyż nie? - Chciałem z tobą pogadać, Ger. Tak na poważnie, tak na trzeźwo, tak brutalnie - odparłem, zaproponowałem...? Może jednak nie. Czasami byliśmy sobie jak wrzody na tyłku, więc przysiadłem na skraju parapetu, właściwie bardziej się o niego opierając i spojrzałem w dół. Wcale nie było tak nisko, ale wysoko również nie za szczególnie.
- Myślisz, że jak trochę dorosnę, będę przemieniał się w nietoperza? - zapytałem ją dla rozładowania nieco atmosfery... albo jej zgęstnienia również. Pewnie też trochę ze stresu. Podniosłem jednak wzrok ponownie na siostrę i, cóż, była śliczna, ale się marnowała.
- Musisz się ogarnąć, inaczej wszystko spierdolisz. Tak jak ja - krótkie, szybkie podsumowanie. Tak zwana puenta. - Co o tym myślisz? - zapytałem ją z nadzieją, że może jednak tyle moralnej gadki wystarczy...? Cóż, te moje piękne oczy... Czy można było im odmówić?
Siostra proponowała mi kawę, ale pokręciłem nosem. Sięgnąłem jednak po jej kubek by skraść chociaż łyka, chociaż w odrobinie... poczuć się dawnym sobą...? Ale to nie miało sensu. Picie kawy. Nie była w stanie mi pomóc przy znużeniu, które potrafiłem odczuwać przez... głód. I nie okłamujmy się, sięgnąłem po jej kawę z innego powodu. Sprawdzałem niepozornie, potwierdzałem teorie kłębiące się w mojej głowie.
- Myślę, że jak dalej będziesz tak jechała... to harpia będzie wygrana w tym pojedynku - zauważyłem, jednak wyjeżdżając z grubej rury. Tak jakoś... poszło? Może nawet lepiej, praktyczniej. Zerwanie plastra, czyż nie? - Chciałem z tobą pogadać, Ger. Tak na poważnie, tak na trzeźwo, tak brutalnie - odparłem, zaproponowałem...? Może jednak nie. Czasami byliśmy sobie jak wrzody na tyłku, więc przysiadłem na skraju parapetu, właściwie bardziej się o niego opierając i spojrzałem w dół. Wcale nie było tak nisko, ale wysoko również nie za szczególnie.
- Myślisz, że jak trochę dorosnę, będę przemieniał się w nietoperza? - zapytałem ją dla rozładowania nieco atmosfery... albo jej zgęstnienia również. Pewnie też trochę ze stresu. Podniosłem jednak wzrok ponownie na siostrę i, cóż, była śliczna, ale się marnowała.
- Musisz się ogarnąć, inaczej wszystko spierdolisz. Tak jak ja - krótkie, szybkie podsumowanie. Tak zwana puenta. - Co o tym myślisz? - zapytałem ją z nadzieją, że może jednak tyle moralnej gadki wystarczy...? Cóż, te moje piękne oczy... Czy można było im odmówić?