Morpheusa najłatwiej dało się skatalogować jako ekstrawertyka, któremu los spłatał figla. Dar profetyczny sprawiał, że spotkania towarzyskie, których łaknął i które uwielbiał, zmieniały się bardzo prędko koszmary, gdy słyszało się wielokrotnie te same frazy, z tych samych ust, zmienione może nieco w tonacji, gdy teraźniejszość i możliwe wersje przyszłości nakładały się na siebie. Dlatego na większości bankietów elity magicznej socjety pojawiał się sporadycznie, na pół godziny, aby zaznaczyć swoją obecność i znikał, dzięki teleportacji właściwie dosłownie. Czasami, gdy trwały przygotowania w Warowni, dało się go znaleźć w najdalszym zakątku domostwa, z daleka od wrzawy przygotowań, z czołem przyłożonym do ziemi, w bardzo mizernej pozie.
Dlatego też uwielbiał obsydianowe ściany Departamentu Tajemnic. Zapewniały odcięcie od gwarnej przyszłości wszystkich petentów i pracowników Ministerstwa, krążących nad głowami Niewymownych. Jak rzeka Lete, przynosząca zapomnienie.
Na widok drugiego mężczyzny, oczy Morpheusa zalśniły, a twarz oświetlił serdeczny uśmiech.
— Dzień dobry, panie Travers. Cieszę się, że zgodził się pan na spotkanie.
W Departamencie Tajemnic było kilka niepisanych zasad, których weterani, pracujący tam więcej niż dekadę, przestrzegali bardziej, niż prawa (pod tym względem Longbottom nie miał najczystszej wyimaginowanej kartoteki, co paradoksalnie było oczywiste w rodzinie magicznej policji, sam zresztą wątpił, aby ktokolwiek w Departamencie Tajemnic miał sumienie czyste jak łza. Taka specyfika pracy). Jedną było to, aby nie dotykać, dla Morpheusa wliczało się w to również podawanie ręki na powitanie. Gdyby znajdowali się w klubie dżentelmenów lub na bankiecie, sytuacja miałaby się zgoła inaczej, ale było gdzie byli. W tym przypadku w otoczeniu starych kości.
— Podczas ostatniego... Od listopada do czerwca zajmowałem się badaniem kompleksu świątynnego na wyspie Simi, w jurysdykcji wyspy Rodos. Ruiny okazały się miniaturową kopią świątyni w Delfach, łącznie z bytnością wieszczących kapłanek. Co najważniejsze, sprawowano tam wieszczenie długo po tym, jak została wypowiedziana ostatnia przepowiednia Pythii. Sprowadziłem najlepiej zachowane szkielety w celu próby weryfikacji ich genealogii przez wzgląd na szczególną sytuację tej wyspy. Niemal całkowicie odizolowana od świata, społeczność czarodziejów stanowiła pozornie większość siedliska, ale z zaskakująco obecną asymilacją ze światem mugolskim nawet obecnie.
Opowiadał, aby wtajemniczyć czarodzieja w kontekst.
— To jest Aglaia, została pochowana pomiędzy 650 rokiem, a 800, zgodnie z motywami dekoracyjnymi, to Elena, pochowana obok niej, takie samo datowanie. — Morpheus wskazał kolejno na dwie skrzynki, w których ułożono kości i podszedł do Traversa, podając mu folder z fotografiami. — Tutaj znajdują się zdjęcia miejsc pochówku. Możemy też odwiedzić moje wspomnienie w myślodsiewni, jeśli to panu pomoże.